czwartek, 28 sierpnia 2014

PODUSZKA Z MOIM MONOGRAMEM


Witajcie!
Pewnie znacie już ten mój haft , gdyż pojawił się on po zeszych wakacjach i był tylko na aidzie. Teraz wzyskał wreszcie zamierzony efekt. Postanowiłam naszyć go na bawełnianą poduszkę. O zgrozo ile to ja już mam poduch na koncie. Może mała zabawa. Tak mi teraz wpadło do głowy. Kto wie ile popełniłam poduszek , oczywiście ściąga jest w całej mojej historii bloga. Dla osoby , która pierwsza prawidłowo odgadnie - upominek niespodzianka - dekoracja - podusia , jedna z mojej kolekcji. Sama też na razie nie znam liczby tych poduch , więc zaraz gdy skończę pisać posta o moich inicjałach , zabiorę się za liczenie.


Z tą poduchą to był istny cyrk. Zaczęło się od kupienia na wakacjach sztywnej na potęgę białej bawełny. Zrobiłam spory zapas , bo materiał by na prawdę świetny. I tak od sowa do słowa obiecałam Maji 71 z bloga Tymczasem , że siądę do maszyny i uszyję po dwa jaśki dla niej i dla mnie i koniecznie z falbanką na brzegach. Ale tyle miałam spraw na głowie , że nie znalazłam ani czasu , ani weny na to szycie. Postanowiłam posilić się p. Halinką , która ma złote rece. Nie zrażona opiniami ciotek przekazałam domorosłej krawcowej i materię i rozmiar i projekt.


Sama nie mogłam uwierzyć , gdy otworzyłam zawiniątko odebrane od krawcowej. Poduszki były jak się patrzy piękne , zamek we właściwym miejscu , ale falbanka , no cóż p. H chciała zaoszczędzić materiał ,  w dobrej wierze , falbankę zrobiła z brzegu bawełny , gdzie jest specjalny splot tkaniny z dziurkami od prowadnicy maszyny dziewiarskiej. Wszyscy by na to wpadli , że brzeg ten się po prostu odcina , ale nie ma to jak osczędność .


Wspólnie ustaliłyśmy z koleżanką , że jeszcze się nada nam ta poszewka.
Po prostu na brzegu naszyłam baweiłaną koronkę i poszło nawet zgrabnie. Już nie widać szpecącego brzegu , a mój haftowany monogram znalazł swoje miejsce i również otrzymał koronkowy brzeg , by wszystko do siebie pasowało.
Morał z tej opowieści jest taki , że jeśli sama czegoś nie zrobię , to zawsz wychodzą jakieś niepotrzebne komplikacje i wcale nie zaoszczędziłąm czasu. Nic a nic.


A dla wszystkich , którzy pragną mieć swoją prywatną podusię z monogramem pokazuję bardzo podobny wzór , który jest darmowy z kolekcji Sajou. Piszę konkretnie , by znów ktoś nie wpadł na pomysł pouczać mnie co wolno , a czego nie w sieci , jak to miało miejsce w święta.

Miłego dnia 
Joanna


środa, 20 sierpnia 2014

CO ZROBIŁAM Z CHUSTECZKI HAFTOWANEJ CO MA CZTERY ROGI....


Witajcie!

Dziś dowiecie się co zrobiłam z chusteczki haftowanej.
Kilka sztuk ręcznie wyszywanych batystowych chusteczek zakupiłam w graciarni prowadzonej przez Caritas. Ten magazyn to wielki szperak , towar dokładany jest przez cały czas. Najchętniej zamieszkałabym w jego bliskości , ale jak wówczas wyglądał by mój dom. No cóż pewnie nie dałoby się do niego wejść.


Od razu wpadły mi w oko te bieluśkie cudeńka. Może i mogłabym wyszyć je sama , ale zajmuję się teraz Samplerami i nie mam czasu na wszystkie moje fanaberie. Tak więc zakupu dokonałam za całą złotówkę i hurrrrra są prześliczne. Era tekstylnych chusteczek minęła bezpowrotnie , więc uratowałam te kilka sztuk przed przemiałem.


Uszyłam z nich delikatne zawieszki serca. Szablon dopasowałam tak , by na prawej stronie zmieścił się cały haft , a na tył użyłam zwykłego batystu z obecnej epoki. Kolor materiału jest identyczny więc nie ma mezaliansu barw.


Celowo pokazałam na fotkach gotowe do dekoracji serce i całkiem jeszcze płaskie , niewypełnione , by można było zorientować się jak ono powstało. Poza tym jedno z serc wypełniłam poliestrowymi kłaczkami , a drugie będzie z suszoną lawendą. Muszę jednak poczekać , aż kwiatki na dobre wyschną , by uniknąć niespodzianek.


Takich zawieszek powstało kilka i są tak bardzo delikatne , że nie można z nimi szaleć , by wiekowy materiał nie rozdarł się , ale w mojej pracowni na pewno im to nie grozi.


Znalazłam jeszcze chusteczkę w kolorach błękitu i z niej próbuję coś wykrzesać , już wiem , że będą to maleńkie kwadratowe saszetki , które też wam pokażę przy okazji.


Może to trochę odtwórcze zajęcie , ale uwielbiam się bawić w takie drugie tchnienie niepotrzebnych rzeczy i pragnę uchronić je od zniknięcia. Tak sobie teraz myślę , że jakaś kobieta , potencjalnie , z wielką ochotą i radością haftowała te maleńkie , delikatne chusteczki , a potem gdy odeszał jej bliscy spakowali cały jej dobytek , całą pracę , która pochłonęła wiele godzin jej cennego życia , i oddali wszystko na przemiał. Nikt nie ocalił tego , co najpiękniejsze , pracy ludzkich rąk.....


Ja zawsze wyszukuję takie cuda z minionej epoki , by ocalić je od zapomnienia i zniszczenia , by dać im drugą szansę i miły dom. U mnie znajdą spokój.


Dziękuję Wam , że jesteście , czytacie i oglądacie moje zmagania ze światem.

Joanna
 


czwartek, 14 sierpnia 2014

NIE MAM NIC DO UKRYCIA


 Witajcie!
Nie mam nic do ukrycia i pokazuję swoją XXX lewą stronę. Jestem z niej zadowolona , choć nigdy szczególnie się na niej nie skupiam , to zawsze wychodzi tak jak dziś pokazuję. Z daleka nawet można się domyślić , co jest z prawej strony. Oklaski dla mnie ! Dzięki dziewczyny , niby je słyszałam. Sama jestem nawet zaskoczona jak wygląda moja lewa strona haftu.


Dzięki Eli z bloga made by ela zwróciłam na to większą uwagę. Dziękuję ci za to ciekawe podejście do warsztatu. I choć opinie o pokazywaniu pleców robótki były prawie jednoznaczne , to zaciekawiła mnie pewna osoba , która w szczególnie niesympatyczny sposób próbowała zbojkotować pomysł Eli.



A pisała takie oto komentarze:

  U Ani :
http://aploch.blogspot.com/2014/07/pokaz-plecy-czyli-latem-na-golasa.html 
Nadal uważam, że przesadna dbałość o tył robótki (schowanej w czasie oprawy) to głupota, prowadząca tylko i wyłącznie do pogorszenia wyglądu strony właściwej :(

U drugiej Ani :
 http://krzyzykiiinnewybryki.blogspot.com/2014/07/pokaz-plecy-wakacyjna-zabawa-u-eli.html
W życiu w coś takiego bawić się nie będę, bo uważam to za totalną głupotę - dążenie do coraz to ładniejszego tyłu haftu powoduje tylko i wyłącznie to, że jego przód staje się coraz brzydszy! Na przykład - tył ma być śliczny, więc nitkę kończy się i zaczyna Z PRZODU! Zupełny bezsens. Ładny ma być przód, bo tylko on będzie widoczny, tył obrazów jest mocno schowany przy oprawie, czasem nawet pod wieloma warstwami, więc po co takie cyrki????
U Agnieszki :
Nie cierpię tej głupiej zabawy :(

U Kaśki:
Nie dam się zwariować i nie wezmę udziału w tej głupiej zabawie :/

U Hani:
Ale mnie wkurza ta zabawa :(

Tyle znalazłam komentarzy . Muszę przyznać , że byłam zaskoczona. Dziękuję dziewczynom , które wstawiły się za pomysłem Eli , który i ja uważam za cudowny i z tego właśnie powodu pokazuję dziś moją lewą stronę szycia. Ela to przemiła osóbka , której pasją stał się haft XXX i która dąży do super warsztatu . Widziałam jej prace i podziwiam zapał oraz wykonanie. Choć dorobek Eli dopiero się tworzy , to przesyłam jej wielkie oklaski !!!!


Mój post może jest nieco opóźniony  , gdyż minęła już burza po poście Eli , ale postanowiłam też dodać coś od siebie. Nie pochwalam takich aspołecznych zachowań w craftowym świecie. Wzywam też koleżankę http://anek73.blogspot.com/ , by była na tyle odważna i pokazała plecy swoich prac , skoro komentowała innych umiejętności. Czekamy wszystkie z niecierpliwością na twoje fotki !!!


Dosyć już tych kontrowersji.

Do mojego dzisiejszego posta wkradło się patyczkowe serce zrobione z wymuskanych przez bałtyckie fale drewienek. Kto był nad morzem i nazbierał sobie troszkę tego dobra , które wyrzuciły fale , może też zrobić sobie taką dekorację w skandy stylu.


Nic trudnego , trzeba tylko ułożyć  sobie patyczki w odpowiedni kształt i skleić gorącym klejem. Poczekać jak wyschnie i jeszcze raz od spodu poprawić , by całość była sztywna i gotowe.
Taką dekorację można powiesić lub postawić pionowo i cieszyć się morskim klimatem na długi czas. Nawet wtedy , gdy za oknem pada deszcz i wieje wiatr.

Pozdrowienia.


Joanna

poniedziałek, 28 lipca 2014

SZYDEŁKIEM W KÓŁKO.....


Witajcie!

Wreszcie zakończyłam mój projekt szydełkowy. Zakochałam się w nim bez pamięci . To bardzo wdzięczny wzór , podobny do lokomotywy Tuwima , ale odwrotnie. Najpierw szybciutko praca postępuje , szybko widać efekty , a im dalej tym praca coraz bardziej wyhamowuje i każde okrążenie to wiele minut do wydziergania.



Wdzianko powstało z 6 motków  HIMALAYA MERCAN BATIK kolor 59508 i ledwo wystarczyło mi włóczki. Bardzo spodobał mi się za to melanż kolorów , taki w sam raz letni i świetnie pasuje do leciutkich , zwiewnych sukienek.



Robiłam go bardzo długo z uwagi na moje inne projekty i zajęcia twórcze , ale wreszcie zdążyłam dobrnąć do końca kolejnej pracy i jestem z siebie dumna.


Na pewno nie poprzestanę na tym jednym modelu , gdyż ten znalazł już swojego nowego właściciela - moją siostrę . Mam nadzieję , że będzie jej się miło nosił i pomyśli wtedy o starszej siostrze w każdym miejscu na ziemi , gdzie tylko się osiedli.


Możliwości dziergania tego cuda jest niezmiernie wiele. Wzór można zaczerpnąć z popularnych szydełkowych , okrągłych serwet na stoliki kawowe. I w tym modelu i w innych wystarczy tylko dobrze wykombinować rozmieszczenie otworów na ręce i robić w kółko i w kółko aż do skończenia pracy.


Modelką zdecydowała się zostać moja miła koleżanka , zgodziła się by pozować na bałtyckiej plaży z tym cudeńkiem , jak je nazwała. Ania dzierga na drutach namiętnie i kto wie , może zainspirowałam ją by pomysł szydełkowy przełożyła na druty , bo w tym temacie jest też sporo wzorów serwetowych , tylko technika inna.


Kolor dzianinki idealnie pasował do pięknych ognistych aninych włosów , a atmosfera wody i piasku przy zachodzie słońca pozwoliła na zrobienia tych fajnych fotek.

Zachęcam wszystkie szydełkujące dziewczyny do zrobienia sobie takiego kolorowego fikuśnego wdzianka , idealnego na lato.

Joanna

PS. Wzór dla zainteresowanych opis i schemat , można zapisać zdjęcie i powiększyć na swoim kompie.



 Kilka fotek jak powstawało kółko.



Początek robótki.




I ciąg dalszy schematu.




Oraz inne warianty kolorowych wdzianek z tej samej włóczki.