Translate

środa, 25 stycznia 2012

INTROLIGATORNIA W MGLISTYM ŚNIE



Skąd przychodzą mi do głowy takie kombinacje różnych technik , tego nie udało mi się ustalić. Już ze mnie taka kreatywna dusza. Jak nie robię nic , to wychodzę z siebie , a dni wydają się takie puste i monotonne. Zawsze mam zatem jakąś robótkę przy sobie. Nawet , gdy okoliczności nie wydają się odpowiednie. Możecie mnie spotkać w kolejce do dentysty z drutami lub pod szkołą moich dzieci z szydełkiem. Czasem na stoku narciarskim na leżaczku , w chwili odpoczynku , lub zwyczajnie przed telewizorem słuchając TVN 24. Dzięki tej zdolności, robótki wspaniale narastają. Po malutku do celu , wystarczy kilkanaście minut dziennie - codziennie , tak dla relaksu, a efekt murowany.




Pokusiłam się by uszyć pokrycie na album ze zdjęciami , który dostałam na gwiazdkę. Zdjęcia w nim są wprost bajeczne. Dzieciaki wpadły na wspaniały pomysł . Wywołały i powklejały zdjęcia. Nie takie całkiem zwyczajne. Znalazły się tam wspomnienia wakacyjnych przygód , wypraw , zabawnych sytuacji , miłych przyjaciół i ciekawych miejsc. Nic nie jest ułożone chronologicznie , tylko tak po prostu naturalnie. Muszę przyznać , że pomysł mnie zachwycił. Codziennie przeglądam ten album i nie przykrzy mi się. Wprawia mnie w cudowny nastrój.




Mam takie ciche postanowienie , by stworzyć podobne albumy dla moich przyjaciół , ze zdjęć które posiadam , a których oni czasem nie widzieli. Zawsze jest okazja do obdarowania kogoś.
Pracy będę miała z ty co nie miara , bo sam album , bez obwoluty w moim przypadku to pójście na łatwiznę. Tak więc mam co robić.





Ten pierwszy album- prototyp zachowam dla siebie. Mogę jednak was zachęcić do stworzenia sobie choć jednego takiego słodziaka. Jak powstał napiszę poniżej.




Najpierw powstał haft . Wzór zaciągnęłam z włoskiego miesięcznika dostępnego w Empiku. Nie był tani , ale co tam , było kilka fantastycznych wzorów. Pozyskałam je sposobem. Haft powstał na aidzie 18 w kolorze ecru. Do wyszywania użyłam mulinki DMC nr 3032 , idealnie imitującej kolor naturalnego lnu. Chciałam by haft idealnie wspłógrał z lnianym materiałem w kremowe grochy. Gotowy wzór delikatnie wyprałam i wyprasowałam. Od spodu przy pomocy żelazka przykleiłam flizelinę i zaprasowałam brzegi. Następnie, by przy naszywaniu aplikacji na materiał , nie powstały wystające posiepane brzegi, w miejscach zagięć przeszyłam boki ręcznie , co wydało mi się pomysłem idealnym. Następnie naszyłam haft na dokładnie wymierzony materiał. Aplikację obszyłam po raz drugi bawełnianą , delikatną koronką , którą tak bardzo lubię.





Następnie pozszywałam materiał , którego zużyłam dosyć sporo , bo i album jest duży. Uprzedzając pytania ciekawskich , materiał to polski len wyprodukowany w Kamiennej Górze . Trudno go kupić , bo przede wszystkim wysyłany jest na eksport. Ja jednak mam wspaniały namiar i w miarę możliwości mogę go zamówić. W tym samym miejscu jest jeszcze jeden rarytasik. Przepiękny len do haftu , który wam pokażę , gdy coś na nim powstanie , a plany jak zwykle mam wielkie.





Ogromnie cieszę się , że na moje candy zapisuje się tyle wspaniałych osób. Zaglądam do was , po kolei i podziwiam wasze blogi , choć nie zawsze uda mi się pozostawić komentarz - oczywiście z powodu wielkiej ilości blogów, a małej ilości czasu. Dziękuję za miłe słowa pod moim adresem , które nie ukrywam nieźle mnie nakręcają do pracy nad nowymi projektami.


Pogodnych chwil Joanna.



Pokażę jeszcze jakiego użyłam płynu do transferu , bo wiele osób o to prosiło.


czwartek, 19 stycznia 2012

TRANSFER IDEALNY




Witajcie! Tak jak zapowiadałam w poprzednim poście , pokażę wam jak wyglądają kolejne pudełeczka z sercowej serii , które powstały w mojej fabryczce z Mglistego Snu. Do kolekcji dołączyło małe puzdereczko w kolorze lawendy i nieco większe w kolorze róży.





Oba otrzymały delikatne kolory przy pomocy białej farby akrylowej firmy Flugger Interior Fix Primer połączonej z kilkoma kroplami kolorowych akryli z tubki. Z fioletem miałam troszkę zabawy , bo by powstał potrzebowałam dwóch pigmentów - czerwonego i niebieskiego, Takie mieszanie kolorów to tylko kwestia wprawy , ale i wspaniała zabawa. Wszystkie barwy wyszły bardzo delikatnie .





Pudełeczka , prócz transferu , zaopatrzyłam również w kokardy , a do środka uszyłam serca z materiałów widocznych na zdjęciach. Czekam jeszcze na rozwiązanie konkursu , bym mogła wyszyć odpowiednie monogramy .


Tak jak już wiecie , jedno z pudełek jest nagrodą w candy , a drugie to niespodzianka. Postanowiłam podarować je osobie , która jest moim 500- setnym obserwatorem. W tym miejscu proszę ją o wiadomość na moją skrzynkę w celu wysyłki.

Tak trudno jest mi rozstawać się z moimi pracami , ale jak wiadomo domy nie mają ścian z gumy i nie pomieszczą wszystkich naszych skarbów. Dla wszystkich zainteresowanych , bombardujących moją skrzynkę podam przepis na idealny transfer , przy pomocy którego powstały dekoracje vintage na pudełkach.

Po pierwsze ze strony z grafikami zciągnęłam pasujęce obrazki , które wydrukowałam , pamiętając , by były odbite lustrzano , na drukarce laserowej. Następnie 5 krotnie pokryłam płynem do transferu obrazki po stronie kolorowej. Pomiędzy kolejnym nakładaniem płynu pozwalałam wyschnąć idealnie kolejnym warstwom , które nakładałam na przemian - raz do góry do dołu , a kolejną z lewej do prawej. Tworzyłam swego rodzaju transparentną szachownicę. Po nałożeniu warstw przesuszyłam obrazek dokładnie przez noc , a następnie pomalowałam go po raz ostatni i całość przyłożyłam do pudełka , gdy było już pomalowane. Ostatnia - szósta warstwa spełniła rolę doskonałego kleju i kiedy dokładnie obrazek już przywarł do podłoża , namoczyłam go gąbką i pod małym strymieniem ciepłej wody delikatnie poczynając od środka , kierując się ku bokom , złuszczałam papier. Trochę trzeba do tego cierpliwości i delikatności , ale na pewno wam się uda. Kiedy papier odszedł całkowicie , postąpiłam dokładnie tak jak w przypadku techniki decupage. pokakierowałam wieczko pudełka i zmatowiłam je. Transfer zatopił się wówczas i tak oto jest na wieczku.


Mogę tylko przypuszczać , macie zapewne swoje sposoby , a ja zrobiłam tak i możecie mi zaufać udało się doskonale. Cały czas możecie zapisywać się na moje słodkie candy , jeszcze do 14 lutego i twórzcie , zachęcam was bardzo. Po skończeniu zabawy z transferem zajęłam się znów nowym projektem , który jest skończony i niezwłocznie wam go pokażę przy kolnym spotkaniu.

Joanna

piątek, 13 stycznia 2012

SŁODKIE CANDY



Wkraczając w nowy rok podjęłam nowe wyzwania twórcze. Jednym już teraz mogę się pochwalić. Wreszcie po wielu próbach , często , gęsto nieudanych , po wielu godzinach spędzonych przy waszych blogach i tonach przepisów , które studiowałam z ogromną uwagą , udało mi się dokonać transferu grafik na drewno. Muszę się przyznać , że koniec końców jest to bardzo prosta zabawa , ale tyle przekłamamych przepisów zawiodło mnie i czasem bardzo zniechęciło. Nie mam pojęcia po co ludzie na swoich blogach piszą takie głupoty z których nic nie wychodzi. Są i tacy , dla których to co robią to jakaś wielka tajemnica i nie chcą podpowiedzieć innym jak coś zrobić. Jak myślicie , czy to wynika z chęci zysku i wyłączności na sprzedaż swoich rękodzielniczych dzieł. Ja myślę w takim razie , że kokosów na tych tajemnicach nie zbiją , bo i tak kto chce czegoś się nauczyć to i tak to uczyni.




W mojej malutkiej manufakturze z Mglistego Snu powstają takie oto drewniane pudełeczka z grafikami iście z XVIII wieku. Zaczęło się od wspaniałego gwiazdkowego podarunku. W przepięknie zapakowanym prezencie od cioci - artystki odkryłam delikatne , z sosnowego papieru , pudełko w kształcie serca , a w nim mniejsze i jeszcze jedno i kolejne. Wiedziałam , że to znak z nieba , abym po raz kolejny popróbować transferu. Udało mi się i teraz z czystym sumieniem powiem - mam mistrza w tej dziedzinie.




Największe serce otrzymało kolor ecru i zostało delikatnie postarzone , na wieczku prócz grafiki z błękitnym ptakiem , jest kilka przetarć w kolorze naturalnej sosny , a całość otrzymała satynową idealną fakturę.




W środku niespodzianka. Pikowane bieluśkie serce zawieszka w błękitne groszki , na którym wyhaftowałam monogram. Udało mi się po raz pierwszy użyć takiej techniki szyjąc na maszynie i jestem pewna , że to dopiero początek mojej drogi z pikowaniem. Muszę jednak się pochwalić , że wyszło perfecto!




Pudełeczko na zakończenie otrzymało wstążkę , by było idealnym prezentem. Na pikowanej poduszce można przechowywać wiele swoich skarbów , a kobiety mają ich całkiem sporo , prawda ? Konieczny jest też monogram właścicielki , aby było tak jak w minionej epoce.




Czas na drugą odsłonę moich pudełek. Mniejsze otrzymało kolor delikatnego błękitu z przetarciami i zagłębieniami , co przypomina pudła zdjęte ze strychu i które nadgryzł już ząb czasu.




Na wieczku idealnie dopasowany do epoki paw w otoczeniu złotej girlandy. Obowiązkowo kokarda tym razem morskiego koloru. Och ile ja się naszukałam w pasmanteriach idealnego koloru , by dopasować wstążkę do grafiki.





Na tym nie kończy się moja przygoda z tą techniką. Właśnie suszę średnie i najmniejsze pudełeczka , które otrzymały kolory : różany i lawendowy. Na razie są w przygotowaniu , więc nie zdradzę dziś nic więcej na ich temat. Przyznam się jednak do tego , że technika decupage i transfer wzajemnie się uzupełniają , nie wyobrażam sobie , by mogło być inaczej , gdyż lubię by było perfekcyjnie.





Skoro już wam wszystko streściłam z detalami , przyszedł czas na ogłoszenie mojego słodkiego CANDY z sercem w roli głównej. Do wygrania jedno z pudełek z zawartością. Zasady takie jak zawsze. Proszę o pozostawienie komentarza pod tym postem i koniecznie swoich INICJAŁÓW , bym mogła dla zwyciężczyni je wyszyć , a na pasku bocznym swojego bloga umieścić zalinkowaną fotkę mojego candy i termin jego losowania , który wybrałam na święto zakochanych 14 lutego , bo kiedy jak nie w ten dzień.

Czekają na mnie kolejne pudełka , więc zapraszam do zabawy i ściskam wszystkich mocno.

Joanna




poniedziałek, 9 stycznia 2012

W KOLORACH NORWESKICH DNI



Kiedy to było , gdy po raz ostatni pisałam na moim blogu. Wieki temu , a co najmniej w zeszłym roku , a wy pewnie czekacie na moje nowości. Postanowiłam , że nie pokażę już rzeczy typowo świątecznych , ani tych które kojarzą się z gwiazdką. Zrobię to w przyszłym roku , a wówczas was zaskoczę.

Pochwalę się zatem moim haftowanym alfabetem , którego wzór znalazłam gdzieś przekopując internet , a że nie ma on konkretnego autora , to nikt nie powinien mieć mi za złe , że podaruję wam również jego schemat. Tak więc kto lubi powyszywać to do dzieła.




Wzór wyszywałam w poprzednie ferie w bardzo dziwnych miejscach np jadąc 11 godzin pociągiem do Krynicy na narty , ale także w restauracji na alpejskim stoku w czasie krótkiego wypoczynku między zjazdami. Poszło bardzo szybko i zgrabnie. Dosłownie kilka godzin przy tamborku. Muszę polecić wszystkim ten fantastyczny alfabet. Można go wyszyć w całości lub użyć poszczególnych liter do ozdoby monogramem woreczków , zawieszek , a nawet ręczników.




Mój haft powstał na kremowej Aidzie 18 ct . Użyłam tylko jednego koloru cieniowanej muliny DMC nr 1210. Wyszedł bardzo , bardzo skandynawski efekt. Zdjęcia też w taką pogodę wyglądają jak z pod koła polarnego , więc i tytuł posta pasuje.




Początkowo haft usadowił się na poduszce , ale nie jestem do końca przekonana , czy to dobre dla niego miejsce , więc sprawa jeszcze jest otwarta. Gdy zmienię zdanie to wam na pewno o tym napiszę i pokażę co dalej z tym ślicznym samplerem w kolorach blue zrobiłam.

Kreatywności w nowym roku 2012 Joanna


wtorek, 20 grudnia 2011

PODUSIOWO...PIERNIKOWO...GWIAZDKOWO



To już najwyższy czas na ostatnie poprawki przedświąteczne , dekorowanie domku i miłe pogawędki jeszcze bez choinki. Czas na zatrzymanie się w tym zabieganym świecie , snucie marzeń i planów na kolejny rok. Pewnie to mój ostatni post , który dla was napiszę , nim zabłysną ciepłym światłem , lampki na świerku. Tak bardzo chciałabym podziękować Wam , moim blogowym przyjaciołom , teraz na progu kończącego się roku 2011 , za Wasze ciepłe słowa , za to co od was otrzymuję , za to , że jesteście tu ze mną , że podglądacie to co robię , choć nie pozostawicie niekiedy komentarza.

Wysyłam wam mój uśmiech , radosny i szczery , taki ze zmrużonymi oczami i dołeczkami w policzkach i życzenia samych radosnych i kreatywnych dni już na zawsze.

Moimi zdjęciami chciałabym wprowadzić w nastrój tych , którzy z powodu całkiem jeszcze jesienno-wiosennej aury , nie czują nadchodzących, rodzinnych świąt oraz tych , którzy już mają wszystko gotowe i czekają na pierwszą gwiazdkę.

Specjalnie dla was poszukałam w moich zbiorach bibelotowych gwiazdek. Znalazły się i foremki i dekoracje i maleńki świecznik - też gwiazdka. To taka skromna kolekcja miniaturowa. Nie mogło zabraknąć piernikowej gwiazdy. Nawet do głowy mi nie przyszło , że uzbiera się ich aż tyle.




Widziałam też , że pokazujecie swoje klimatyczne drobiazgi , tak uwielbiane na skandynawskich blogach , a że ja uwielbiam wszystko , co jest na PN od Bałtyku , to też się troszkę pochwalę. Delikatnie różowy klipsik na choinkę do świeczki , przypominający swoim wyglądem królewską koronę to najmilszy mój gwiazdkowy gadżecik. Co roku dekoruję nim jakieś miejsce w moim domku. Obchodzę się z nim , niczym z eksponatem muzealnym , bo jest unikatowy i zachowany w idealnym stanie.




Obiecałam , że pochwalę się moimi pierniczkami i oto one - te najpiękniejsze i pachnące. Te zdjęcie zrobiłam dla mojego przyjaciela , który często do mnie zagląda , ale nie zostawia komentarza , a bardzo potrzebuje tego przepisu , może chce zrobić komuś niespodziankę , gdyż wiem , że jest niezmiernie romantyczny.
Jeśli jeszcze ktoś szuka dobrego przepisu na ciasto piernikowe to służę pomocą.

Składniki:
2 kg mąki
1 kostka margaryny
2 szklanki cukru
2 op przyprawy piernikowej
1 łyżka sody
400ml miodu z pasieki
3 łyżki kakao
5 jajek

Jak to zrobić najłatwiej:
1. Rozpuścić margarynę , cukier i miód - ostudzić.
2. Zmieszać 1 kg mąki , przyprawę piernikową , kakao i sodę.
3.Połóączyć wszystko z pkt.1 i 2 , dodać jajka i wyrabiać ciasto dodając mąkę z drugiego kilograma , aby ciasto się nie kleiło i dobrze wałkowało.
4. Rozwałkować ciasto na gr ok 4-5mm i wykroić foremkami wzory ciastek i piec je na papierze w temp. 180*C.

Przyjemności i smaczności!!!





Jeszcze jeden maleńki eksponacik , który nadal żyje swoim życiem , wykrawa ciasteczka aż miło patrzeć i jest fantastycznie poręczny. Metalowa , lakierowana na kolor piernika , stara foremka z oryginalną sygnaturą wytwórni. To cenna zdobycz - oczywiście tylko w ciasteczkowym świecie.




Tak na koniec jeszcze fotka poduszki z mojej kolekcji dekoracyjnej. Poszyłam ich tyle , że nie sposób was zamęczać kolejnymi zdjęciami , może za rok .

Wspaniałych i Śnieżnych Świąt Bożego Narodzenia dla Was moi Kochani , Wirtualni!

Joanna

środa, 14 grudnia 2011

STAWIAM MOZOLNIE PIERWSZE KROKI



Świątecznie , świątecznie i jeszcze raz świątecznie , w moim domku , ale u was zapewne też. Podglądam na innych blogach pierniczki , dekoracje i inne ciekawe pomysły. Każdy chce być oryginalny. Mało czasu nam już kochani pozostało. Działam tak szybko jak mogę , a pracy nie ubywa , wręcz przeciwnie , a tyle mam jeszcze planów i spotkań. Święta to u mnie wyłącznie czas dla rodziny , ale przed wigilią miło się spotkać ze znajomymi i powyjadać trochę pierników. Tak więc w przerwach od pieczenia , gotowania i sprzątania relaksuję się wśród przyjaciół. A czas sobie płynie i płynie....




Nie chcę poddawać się świątecznym zajęciom z przymusu. To dla mnie magiczny czas i robię to co lubię. Jeśli napiszę , że na pierniczki zużyłam 6 kg mąki to nie uważajcie mnie za wariatkę. Tak jakoś mi się spodobało to zajęcie. Piernikami zapełniłam wszystkie dostępne w moim domu metalowe puszki i znalazłam przepis na idealny lukier.

Kilka lat poszukiwałam przepisu na lukier , nie taki zwykły , najważniejsze było to , aby się nie kleił , dobrze wysychał i aby można było nim dekorować przy pomocy szprycy. W tym roku wreszcie wzięłam się w garść , zakasałam rękawy i metodą prób i błędów powstał super lukier .
Oczywiście w kilku kolorach:

różowy- zabarwiony kroplą koncentraty buraczanego ,

cytrynowy czyli żółty- zabarwiony kurkumą i kroplą soku z cytryny,

zielonkawy- tradycyjnie zabarwiony barwnikiem spożywczym

A przepis na lukier jest prosty.
Ubiłam 1 białko i dodawałam po trochu 15 łyżeczek cukru pudru , a na koniec kolor według wytycznych powyżej. I udało się .- To mój lukier doskonały. Wspaniale skleja , więc na chatkę z piernika też się nadaje.




Nie pytajcie mnie kiedy znalazłam czas na ozdobienie tej frywolitkowej bąbki. Po nocach siedziałam kochane , po nocach ha ha ha .... i wykombinowałam jak tego dokonać. Obłożona czółenkami , kordonkiem i fachową literaturą wreszcie dokonałam tego pierwszy raz i chyba ostatni. Wzięłam sobie za dużo na głowę i myślałam , by wywiesić już białą flagę , ale udało mi się. Jak to zrobiłam , po prostu najlepszą i sprawdzoną metodą prób i błędów. Czego nikomu nie polecam. By pobawić się we frywolitki potrzeba czasu i dobrego nauczyciela. Mi tego zabrakło , ale ozdoba się udała perfekcyjnie. Nie marzę nawet o popełnieniu kolejnych.....

Joanna


czwartek, 8 grudnia 2011

RADOSNE PRZYGOTOWANIA



Przygotowania w mojej pracowni idą pełną parą. W tym roku postanowiłam udekorować swój domek kolorowymi poduszkami w świątecznych deseniach. Mam sporo małych i średnich poduszeczek poukładanych na wszystkich siedziskach w każdym zakątku , ale jakoś nie pasują klimatem do zbliżającego się wielkimi krokami Bożego Narodzenia.




Wyzwanie jest ogromne i pochłania sporo czasu , ale wreszcie mogę spożytkować wszystkie materiały tak pieczałowicie zbierane i kupowane w różnych zakątkach , które odwiedzam podczas moich wyjazdów.

Dzisiaj czas pokazać cudownie świąteczną ozdobę mojego żelaznego łóżka wyczarowanego już w zeszłym roku. Poduszka powstała z materiału bawełnianego hiszpańskiego producenta. O dziwo udało mi się zakupić go w Zakopanem. Kolor jest idealnie świąteczny - czerwonozielona krata z delikatnymi białymi wstawkami , a na ich połączeniach przechadzają się maleńkie reniferki i pobłyskują śnieżynki. Materiał nie był tani , ale w przypadku takich piękności cena mało się liczy. Nie zawsze trzeba kupić dużo , a na kawałek znajduję zawsze jakieś zaskórniaki.




Poduszkę ozdobiłam obrazkiem wyszytym haftem krzyżykowym , który powstał w poprzednie święta i cały rok przeleżał w szufladzie. Teraz wyszedł na salony i zdobi , zdobi i cieszy mnie bardzo.

Motyw sań z aniołkami ciągniętych przez renifery zaczerpnęłam z kolekcji pewnej niemieckiej projektantki , a jej podobne wzory znajdziecie na stronie www.kreuzstich-insider.de . Wzór wyhaftowałam muliną DMC nr 816 na aidzie 18.




Może to mało romantyczne i niezbyt pasuje do haftowanych poduch , ale kilka osób było zainteresowanych przepisem na domową białą kiełbaskę i obiecałam go podać , tym bardziej , że kiełbaska jest doskonałym dodatkiem do Noworocznej kolacji. Zdjęcia nie będzie , bo surowa biała jest wyjątkowo wstydliwa i zupełnie nie fotogeniczna.

Składniki:

1 i 1/2 kg łopatki wieprzowej b/k
1 kg chudego surowego boczku bez skórki
2 op majeranku
1 główka czosnku
sól i pieprz do smaku
6 szklanek wody
flaki wołowe surowe ( dostępne w sklepach masarskich )

Flaki , jak to okropnie brzmi , ale warto zamknąć oczy i zacząć sporządzać kiełbaskę.

Mięso mielimy w maszynce elektrycznej o najgrubszych oczkach. Dodajemy wyciśnięty czosnek , majeranek , pieprz i sól do smaku. Pamiętajmy jednak , że to duża porcja mięsa , więc przypraw też potrzeba więcej. Następnie wszystko wyrabiamy ręcznie , tak jak ciasto i dolewamy po jednej szklance wody , aż powstanie jednolita masa , szklanek mięso pochłonie czasem 5 , czasem 6 , to zależy od mięsa. Masą przy pomocy maszynki elektrycznej do mielenia mięsa i specjalnej przystawki nabijamy umyte flaki , formujemy kiełbaski i gotowe.

Tak zrobione kiełbaski wkładam w kilku porcjach i zamrażam. Kiedy przyjdzie Nowy Rok zamrożone ugotuje w garnku i tradycyjnie podam mojej rodzince z chrzanem.

Kto odważny niech spróbuje tej zanikającej kuchennej zabawy w babranie się mięsem.

Znikam teraz do maszyny i szyję kolejne poduszki.
Joanna


czwartek, 1 grudnia 2011

NALEWKA Z DZKIEJ RÓŻY



Tak jak obiecywałam w poprzednim poście pojawi się u mnie dziś wspaniały przepis na Świąteczną Naleweczkę z dzikiej róży. Co prawda nie jestem zwolenniczką popijania alkoholu w nadmiarze i to w święta , ale można sobie umilić nieco czas przy choince lub po mroźnym spacerze pośród zasp śniegu. Nie wiem , czy w tym roku dopisze nam w Polsce zima , ale moja naleweczka musi być gotowa w razie czego.






Trochę jest z nią zabawy i może nie pora na zbiór owoców , ale ja zawsze mam jakiś przepis na święta , tak dla połaskotania podniebienia.

Tak więc , aby nalewka była super pyszna należy po przymrozkach zebrać owoce dzikiej róży ok 1,5 kg , następnie dokładnie wypestkować przy jakimś ciekawym filmie , bo inaczej można zaliczyć zejście z nudów. Tak przygotowane owoce zasypać ok 1 kg cukru i odstawić na 3 tyg w ciepłe miejsce , co pewien czas potrząsać i kiedy cukier zupełnie się rozpuści odcedzić owoce. To co pozostanie na sitku to skarb w kuchni. Kawałki owoców róży zamieniły się w kandyzowane cudeńka , które wykorzystuję do ciasteczek , keksu lub nadzienia do Karnawałowych pączków.





Do otrzymanego syropu wlewam spirytus ok 0,5 l i 0,5 l wody mineralnej bez gazu i znów odstawiam na tydzień , aż płyn się dokładnie sklaruje. Wówczas nalewka jest gotowa. Trzeba pamiętać , aby ją nie potrząsać przy zlewaniu do karafki , bo straci swą przejrzystość.
Aż mi ślinka cieknie.
Jest to mocny trunek , więc nie można go pić w nadmiarze , a poza tym to deficytowy towar , więc trzeba oszczędzać go na specjalne okazje.
Z tym przepisem łączy się jeszcze taki pewien sekret. Kolor nalewki uzyskamy nie podobny do koloru , który kojaży nam się z różą. Będzie po prostu jasno herbaciany , ale gdy do karafki dodamy 2 krople koncentratu z buraków , całość nabierze tak pożądanego różowego koloru.
To mój prywatny patent.

Mam jeszcze prostszy przepis na pomarańczówkę , więc do wyboru , do koloru.

Składniki:
o,5 l spirytusu
5 pomarańczy
1 cytryna
1/2 laski wanilii
1/2 laski cynamonu
5 goździków

Składniki należy zalać spirytusem na 2 tygodnie ( pomarańcze i cytrynę obrać i pokroić w cząstki). Po tym czasie zlać alkohol , owoce odcisnąć przez ściereczkę . Sporządzić syrop cukrowy z 0,7 l wody i 50 dag cukru. Po wystygnięciu połączyć płyny. Zostawić ok tygodnia do sklarowania i gotowe.






Dwa przepisy , jeden i drugi warty wypróbowania. Butelki pełne takich wspaniałych smaków doskonale nadają się na świąteczny prezent dla gospodarza domu lub gdy idziemy z wizytą w ta miłe dni. Nie zapominajmy jednak o odpowiedniej dekoracji . Bardzo dobrze wyglądają płaskie butelki w kolorowych ubrankach robionych na szydełku tak jak u mnie.


Miłej zabawy z chemią , bo to przecież ta działka.
Joanna