Translate
wtorek, 13 maja 2014
MOJE UKOCHANE MIEJSCE
Witajcie!
Dziękuję na początku za wszystkie komentarze do poprzedniego posta. Dziękuję , że tak mnie wspieracie w pracy nad moim nowym wielkim projektem.
Z przykrością stwierdziłam , że niestety nie wyrobię się z nim do wakacji , i z przykrością będę musiała na ten czas wstrzymać prace nad NOV'ą . Wszystko przez to , że wielkość ramy i potrzebne do tego miejsce ni jak nie zmieści się do wakacyjnego plecaka. BUUUUUUUUU.....!!!!!!!
Poza tym nie chcę , by praca niepotrzebnie się szargała i brudziła. Tak więc pozostał mi jeszcze jakiś miesiąc z hakiem , a jestem już w połowie.
Już dawno zapowiadałam wam , że pokażę jak wygląda moja pracownia w byłym garażu na poziomie -1 . Tym razem w kolorze lnu , bieli i różu. Wkradły mi się też troszkę inne kolorki , ale tak miało być. Tak więc osiągnęłam zamierzony efekt. Mam już dekoracje na lato w kolorze sailingowym czyli jachtowym , tj niebieskim i oczywiście lnianym i białym. Na święta w kolorkach czerwieni , lnu i złota. Oraz na jesień lnu z bielą . Marzy mi się jeszcze kolorek lawendowy , ale z tym to jeszcze tylko pomysł.
Pewnie zastanawiacie się po co mi te wszystkie kolorki. Po prostu lubię zmiany i ruch w interesie. A gdzie przechowuję te wszystkie rzeczy. Otóż dekoracje gwiazdkowe schowałam w białym wiklinowym kufrze , który służy mi jako stolik , co widać na fotkach. Inne kolorki trzymam w drewnianej skrzyni pod starą kołkową kapą. Też znajdziecie na foto.
Wzięłam się trochę za siebie i pooprawiałam moje zaległe hafciarskie prace , które tak długo ukrywałam w szufladzie i wreszcie cieszą moje oko zawieszone na ścianie.
Wzbogaciłam się o starego krawieckiego manekina - faceta , który przez lata służył swą pomocą w stareńkim zakładzie , który przeżył II wojnę światową na strychu , a teraz jest u mnie na emeryturze i choć przebrałam go za babkę , to zaręczam , że jest niewielkiej postury chłopcem . Już sam brak biustu wskazuje na ten fakt. Planuję coś uszyć dla chłopca z lnu , ale teraz mam inną robotę na głowie , a nie chcę gołego faceta , by plątał mi się po moim domu.
Tak więc wyeksponowałam na manekinie ( muszę wymyślić dla niego jakieś imię ) szydełkowe próbki i całe mnóstwo stareńkich zdobycznych bawełnianych koronek.
A na stoliku , cóż miejsce zapchane do ostatniego centymetra. Jak tak patrzę sobie na te fotki , to sama się śmieję , ile tych rzeczy napchałam , na tak małej powierzchni. Ale nic nie będę likwidować , bo uwielbiam tą przestrzeń.
Odzwierciedla ona mój stan umysłu. Napchane i każdym kącie , aż się wysypuje. Taka jestem.
Wszystko pod kolor , nawet na wierzchu koszyka pudrowe różane włóczki , jedna od mojej mentorki Maji 71 , a druga w tym samym kolorze z lumpiku. Coś chciałabym z nich zrobić , ale jeszcze szukam weny , gdyż wełenki różnią się i to znacznie grubością , jak Flip i Flap.
Za fotelem coś się kryje , to klateczka na ptaszki , jeszcze do remontu tam sobie czeka......
Hiacynty to już pewnie ostatnie w tym roku mi zakwitną. W mojej pracowni panuje troszkę inny klimat niż na zewnątrz i kwiaty też się w niej dłużej trzymają. Poza tym celowo sadziłam je w odstępach jednotygodniowych , by stale coś mi zakwitało i udało i się.
Moje ukochane Samplery na lnie zapełniły ścianę nad metalowym łóżkiem i choć są na razie tylko dwa to jakoś tak pełno ich. Trzeci w trakcie roboty jeszcze nie skończony , ale zabiorę go na wakacje , to w deszczowe dni się nim zajmę. Pokazywałam go tutaj http://mglistysen.blogspot.com/2014/03/nowy-sampler-na-lnie-i-wyniki-candy.html . Do końca pozostała mi jeszcze rameczka , czyli najbardziej nudna część haftu. Powielanie i powielanie tych samych elementów.
A skoro tak się rozmarzyłam na temat wakacji , to muszę już sobie coś przyszykować nowego na ten czas , pewnie znów Sampler na lnie , nuda dla was co.... a ja je uwielbiam i zrobię kolejny. Mam na oku kilka wzorów więc teraz tylko trzeba dokonać selekcji. Może coś mi podpowiecie.
Uwielbiam przesiadywać w tym bajecznym pokoju. Dzielę się nim z każdym potrzebującym , moje córki spraszają tam swoje przypszółki i są w babskim królestwie ile mają ochotę , a pokoik za każdym razem robi na młodym pokoleniu wrażenie.
I powiem wam , że jeszcze nic nikt mi nigdy w pokoju nie zniszczył , a tak wszędzie narzekają na dzisiejszą młodzież , to same bzdury. Młode pokolenie też jest wrażliwe na sztukę , choćby przez małe " s " i w moim wykonaniu.
Pokazałam wam całe 360 stopni mojego ukochanego miejsca , gdzie uwielbiam się zaszyć. Cieszę się , że tak to dziś wygląda , choć włożyłam w to wiele godzin swej pracy , ale za to mniej grosza. Cierpliwie dążyłam do celu i wciąż jeszcze coś poprawiam , ale podoba mi się , bo to przecież mój kąt. Marzy mi się nieosiągalne , całe trzy kondygnacje w takim stylu , ale to tylko moje marzenie. inni domownicy stwierdzili : '"po naszym trupie ". Nie będę czekała...... pozostawię sobie te marzenia.
Joanna
Etykiety:
dekoracje,
haft 3 D,
haft krzyżykowy,
shabby,
vintage
wtorek, 29 kwietnia 2014
NOVA by GENNY MORROW
Witajcie!
Ach tak się zakręciłam na punkcie mojej novej pracy , że nawet nie mam czasu , by puścić dla was posta. Odkładałam to z dnia na dzień , ale przed majówką postanowiłam pokazać wam , co tak owładnęło moim czasem . To niesamowity wzór projektu Genny Morrow o nazwie NOVA. Wzór nie jest nowy , powstał w roku 1990 , a wydany w Studio M Production w 1991. Genny pochodzi z Lancaster z Wielkiej Brytanii. To ona wpadła na pomysł stworzenia wzoru o charakterze patchworku , wykonanego w różnych technikach haftu.
Tak wyglądał mój początek zmagań z tą wielką pracą.
Kolaż zdjęć po zrobieniu pierwszych dwóch rzędów wzoru.
Kolaż zdjęć po zakończeniu czwartego rzędu.
Kolaż po wyszyciu sześciu rzędów , czyli po minięciu 25 % całej pracy.
Czas by opowiedzieć wam dalej jak powstawał ten wzór. Autorka pisze tak:
" Projekt NOVA jest rezultatem wielu pomysłów , które dojrzewały i dorastały w głowach wielu ludzi. Chcę wyrazić głębokie uczucie radości , które przepełnia moje serce i wyrazić uznanie niesamowitym hafciarkom krzyżykowym , które asystowały mi w wielu drogach podczas powstawania tego projektu. Tj. Jean Hoover , Nancy Kirwin , Charlotte Lance , Betty Lou Pendelton , Sue Reed , Shari Strosser , Pat Timpanaro i Patti Wilkinson.
Wszystkie dały mi zachętę i moralne wsparcie , co bardzo mi pomogło ( obok poprawiania błędów ). Bez pomocy mojego komputera i wsparcia mego syna , jego cierpliwości i wytrwałości oraz uporu mego męża , ta praca nie ujrzałaby światła dziennego.
Ten projekt jest niekończącą się fascynacją i jestem pewna , że każdy z was , który wyszywa poczuje się tak jak ja i doda od siebie własną interpretację kolorów. Cieszcie się i bawcie się . "
Genny
Pomimo , ze wzór powstał w ubiegłym stuleciu , to jest bardzo fascynujący. Składa się z 396 kwadratów , każdy ma 12 X 12 krzyżyków , a to o zgrozo aż 57024 dziurki do obszycia. Wyszywa się go na mono kanwie 18 ct. Ja moją kupiłam w Hobby Studio. Nie ma co kombinować z innymi materiałami , bo tylko na kanwie można go wykonać , tak więc mój len poszedł w odstawkę. Wzór podzielony jest w poziomie na 18 rzędów oznaczonych cyframi od 1-18 i w pionie na 22 rzędy oznaczone literami od A-V. Każdy z kwadratów posiada swój własny schemat , a książka ze wzorem ma całe 102 strony. Na dzień dzisiejszy udało mi się przerobić już 37 stron wzoru hurrrrrrrrrrrra!
Nici zalecane do wyszywania to oczywiście DMC , ale jest też Anchor , oraz Eva Rosenstrand , które z braku dostępności zostały przez autorkę zamienione na pierwsze dwie. Ja zamieniłam jeszcze Anchor na DMC , bo mam sporą kolekcję tych nici i nie chciałam generować dodatkowych kosztów. W mojej książce na marginesie zapisuję ołówkiem moje uwagi dotyczące poszczególnych kwadracików , by nie zapomnieć ,co w nich było godnego uwagi , a co pokażę wam w kolejnych postach. Będzie to swoisty przewodnik po wzorze.
Wzór znalazłam na blogach Yenulkowe nitek poplątanie http://yenulka.blogspot.com/ i Cała ja http://aploch.blogspot.com/ u Agi i Ani. I choć one dawno już zaczęły swoją pracę , to mnie siekło dopiero teraz. Przy nieocenionej pomocy Yenulki - Agi , która pomogła mi zakupić w Stanach wzór , oraz służy mi wszelką pomocą merytoryczną udaje mi się tworzyć moją Novą. Gonię dziewczyny ile tylko starcza mi czasu , a przecież jestem żoną i matką dwóch dziewczynek i mam pełne ręce roboty. Poświęcam za to cały mój czas wolny na wyszywanie , przestałam czytać książki , teraz ich słucham przy wyszywaniu. To jest sposób , praca narasta , a ja przenoszę się w świat literatury i to jak łatwo.
Yenulko ! Bardzo ci jestem wdzięczna za okazaną , bezinteresowną pomoc , jeszcze raz wielkie dzięki!
Dziewczyny wzięły się do wyszywania od dołu wzoru , by podczas pracy materiał się nie zbrudził. U dołu wzoru jest przewaga ciemnych barw , ja jednak postanowiłam wyszywać po kolei jak jest w schemacie , czyli od góry. W ten sposób można u mnie zobaczyć inne kwadraty i inną kolorystykę , niż u Agi i Ani oraz Madzi , która tworzy trio z hafciarkami na literę A , a które tu pozdrawiam.
Zapomniałam jeszcze napisać o stronie technicznej tej pracy. Sprawdziłam sobie na kilku ściegach , że najlepiej dla mnie , dla wzoru i z powodu użycia kanwy 18 ct będę wyszywała podstawowe wzory 5 nitkami muliny , chyba , ze autor poleca inaczej . Wówczas dobieram też nici według mojego uznania i to mi najbardziej pasuje. Kanwę naciągnęłam na zwykły blejtram , z którego wcześniej usunęłam płótno . To dla mnie najlepszy sposób , nie chciałam nic kombinować z drewnianymi listewkami , bo szkoda mi czasu i zachodu. Blejtramowa rama jest bardzo lekka i można nią operować pod wieloma kątami , co bardzo ułatwia mi pracę. Poza tym nie kosztuje wiele , bo ok 15 zł , więc to najtańsze sprawdzone wyjście. Nie kupowałam też żadnego stojaka , czy uchwytu. Siadam sobie po prostu przy biurku jednej , czy drugiej córki , opieram górę ramy na blacie , a dół na kolanach i nie boli mnie nic , ani szyja , ani kręgosłup , ani ręce. Często obracam ramę o 90 stopni , by łatwiej mi było operować igłą i dostać się do środkowych kwadratów. Jestem zadowolona z tak zorganizowanej pracy. Mam też sporo miejsca na blacie na nici , książkę ze wzorem oraz herbatę.
Dziś jest 33 dzień od rozpoczęcia mojej pracy przy NOVej i mam już wyszytych 8 pierwszych rzędów , czyli 144 z 396 kwadratów czyli 36 % całości. Teraz jednak praca moja zwolni z powodu majówki , i innych takich przypadków. A już się nie mogę doczekać przekroczenia magicznej liczby 50 % wzoru.
To z pewnością praca mojego życia. Potrzebuję dużo czasu i wytrwałości , by ją ukończyć , ale chęci mam sporo jeszcze po takim czasie , więc będę parła do przodu. Trzymajcie za mnie kciuki .
Joanna
czwartek, 17 kwietnia 2014
WIOSENNE APLIKACJE
Witajcie!
Chłodno ale słonecznie dziś w naszym regionie. Może to dziwne ale od pewnego czasu moje posty zaczynają się od lokalnej prognozy pogody. Przecież to nie blog klimatyczny! Tak jestem spragniona słoneczka i ciepełka , że codziennie z tęsknotą wypatruję cieplejszych dni. Może mam naturę kota i uwielbiam się wylegiwać na słońcu , a może jaszczurki. Czuję w tym jakąś nieokreśloną energię. Dość tej spowiedzi. Dziś opowiem wam o moim pierwszym kroku z aplikacjami.
To miał być projekt walentynkowy. Tak sobie umyśliłam , że aplikacja z zawieszonymi serduszkami na lince będzie słodko wyglądała na mojej nowej poduszce w kolorach różu. Jak już wiecie z poprzednich postów moja pracownia zmieniła kolory na biel i róż , a do tego potrzebowałam kilku poduszek , a ta miała być pierwsza. Niestety aplikacja nie wyszła mi za pierwszym razem . Wszystko co uszyłam wylądowało w koszu na śmieci. Po pierwsze nie udało mi się uniknąć wybrzuszeń i zmarszczek na materiale , a obwód patchworkowatego materiału był bardzo postrzępiony. Na nic się to nie nadawało.
Wyprułam więc aplikacje i zrezygnowana naszyłam jedno z serduszek ręcznie nitką w kolorze różowym oczywiście. Mogłam naszyć w ten sposób wszystkie serca , ale nie o to mi chodziło. Chciałam przecież zrobić prawdziwą maszynową aplikację. Poprosiłam zatem o radę moją bliską koleżankę Grażynkę , którą poznałam na wakacjach , a która jak się potem okazało mieszka obok w dzielnicy. Och jaki ten świat jest mały. Mam teraz pod ręką GURU i pytam ją o wszystko , co jest związane z szyciem maszynowym , a jej rady są takie życiowe i bezcenne. To cudowny związek.
Moja koleżanka na pewno nieźle się uśmiała , jak pokazałam jej moje zmagania z aplikacjami , ale trzymała fason. Jej rady były bardzo trafione i trzymały się kupy. Po pierwsze wyjaśniła mi dlaczego materiał przy naszywaniu się ściągał. Wynika to z tego , iż ząbki prowadzące materiał pod spodem w maszynie do szycia mają troszkę silniejszy bieg niż igła z góry , co powoduje w normalnych okolicznościach " jazdę " materiału , a co przeszkadza w aplikacji. Sposobem na to jest naszycie na początek ściegiem zwykłym aplikacji na materiał w odległości ok 1-2 mm od brzegów , a potem przestawienie funkcji na zygzak i przelecenie jeszcze raz brzegów. Wyszło profesjonalnie i jak to się mówi " z pod igły ". Zaadoptowałam ten sposób już na zawsze. Teraz aplikacje mi nie straszne. Robi się je szybko i dokładnie. Miałam co prawda inny pomysł , ale nie znalazłam potrzebnych materiałów. Wymyśliłam sobie , że można wstawić pomiędzy materiał , a aplikację dwustronnie pokrytą klejem flizelinę , zaprasować ( co umocuje na stałe materiał jeden na drugim ) i wówczas przeszyć zygzakiem , ale nie znalazłam takiej flizeliny. Widocznie tylko mi się przyśniło , ze ją gdzieś w sklepie widziałam. Tak więc pozostaję przy sposobie pierwszym.
Tak mi się wydaje , że dawno nic nie pisałam na blogu , więc dziś udało mi się jeszcze przed świętami coś nadrobić , a cały ten brak czasu powstał przez wiosenne porządki w domu i ogrodzie , wyjazd do Trójmiasta , bierzmowanie córci i całą tą przedświąteczną krzątaninę , ale przede wszystkim z powodu mojego WIELKIEGO ŻYCIOWEGO PROJEKTU , za który się zabrałam pod wpływem moich blogowych koleżanek Yenulki i Ani. Nic więcej nie mogę zdradzić , bo nie chcę zapeszyć. Pokażę to co teraz robię , gdy uda mi się wyszyć choć 25% całości , by było widać charakter tego przedsięwzięcia. Na razie zdradzę tylko , że sampler , który pokazywałam w poprzednim poście wylądował w szafie i choć zawsze kończę moje projekty , to tym razem zrobiłam wyjątek , ale o tym napiszę w stosownym czasie.
WSPANIAŁYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY DLA WAS , WASZYCH RODZIN I PRZYJACIÓŁ , BYŚCIE ZNALEŹLI W NICH GŁĘBSZY SENS I NIE PODDALI SIĘ SZALEŃSTWU PRZYGOTOWAŃ.
JOANNA
sobota, 22 marca 2014
NOWY SAMPLER NA LNIE .... I WYNIKI CANDY
Witajcie!
Wiosna nam zapanowała miłościwie , ale tylko wczoraj mogłam liczyć na czyściutkie niebo i piękne słońce. Jaki to cud , gdy natura budzi się do życia. Miło się temu przyglądać. Wiosna to jedyna tak wyczekiwana pora roku.
Nowa pora roku , a u mnie nowe wyzwanie , może już zanudzam tymi samplerami na lnie , ale co poradzę , gdy mi się tak podobają. Uwielbiam je robić. Z kłębka muliny , o którym zawsze piszę przy okazji samplerów , nie zostało już prawie nic. Wystarczy mi by dokończyć haft , za to rameczkę będę zmuszona wyszyć inną muliną. Już poszukałam sobie bawełniane merceryzowane nici DMC w bardzo dużych motkach. Wielkość można zobaczyć porównując zwój do nożyczek . Mam nadzieję , że spisze się doskonale. Nie będę musiała jej dzielić . To będzie taki mój mały eksperyment.
Wzór samplera pochodzi z : http://delinalune.42stores.com/store/Categorie-4/Mod%C3%A8les-point-de-croix/Mod%C3%A8les-point-de-croix/Les-ab%C3%A9c%C3%A9daires - tam można go zakupić , jak i kilka innych ciekawych wzorów .
Sampler nazywa się :
W oryginale wyszywany jest na białym tle szarą muliną , ja jednak pozostałam wierna naturalnemu lnianemu materiałowi i białej mulinie z kłębka. Mnie się podoba taki styl i wychodzi na to , że tworzę w ten sposób kolekcję pt SAMPLER NA NATURALNYM LNIE.
Co prawda zdjęcia robiłam w ubiegłym tygodniu , i minęłam dopiero 1/3 schematu , nie licząc rameczki. Teraz trochę podgoniłam , ale to pokażę przy następnej okazji.
Moja kolekcja powiększyła się też o piękne nożyczki do haftu. Teraz mam ich zawrotną ilość 4 sztuk i już uważam się za kolekcjonerkę ha ha ha ! Myślę jednak , że skoro tak lubię haftować , to należą mi się nożyczki w różnych rodzajach i kształtach , choćby raz na rok.
Jak widać po moich pracach , pokochałam ten nasz polski len z Kamiennej Góry , który kupuję w firmie BIOTEXTIL w Poznaniu. Podaję namiary na ten sklep , by uprzedzić wszystkich zainteresowanych , którzy zasypali by mnie mailami w tej sprawie. Widzę , że gdy tylko pojawi się len w moich postach , to zaraz rośnie zainteresowanie tym materiałem i wszyscy chcą go mieć. Cieszy mnie to , i choć nie mam nic wspólnego z tą firmą , to robię im darmową reklamę , a wszystko dlatego , że pragnę wspierać polską produkcję , tym bardziej , że w tym wypadku jest najwyższej jakości. Po drugie praca z lnem w ręku to wiele wieków historii kobiecego rękodzieła i powrót do źródeł , do przeszłości , kiedy zrodziły się schematy samplerów. Małych dzieł sztuki hafciarskiej przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Ciekawe , czy nasze dzieci , będą kultywowały pasje hafciarskie , lub inne rękodzielnicze np szydełkowe , włóczkowe i t p . Może tak , a może nie , może wszystko to zaginie w pogoni za " lajkami na fejsie ". Może będzie wręcz odwrotnie . Kto to wie?
Joanna
A zapomniałabym zupełnie ogłosić wyniki wiosennego Candy. Po szybkim losowaniu sierotka wyciągnęła los z podpisem :
Wiosna nam zapanowała miłościwie , ale tylko wczoraj mogłam liczyć na czyściutkie niebo i piękne słońce. Jaki to cud , gdy natura budzi się do życia. Miło się temu przyglądać. Wiosna to jedyna tak wyczekiwana pora roku.
Nowa pora roku , a u mnie nowe wyzwanie , może już zanudzam tymi samplerami na lnie , ale co poradzę , gdy mi się tak podobają. Uwielbiam je robić. Z kłębka muliny , o którym zawsze piszę przy okazji samplerów , nie zostało już prawie nic. Wystarczy mi by dokończyć haft , za to rameczkę będę zmuszona wyszyć inną muliną. Już poszukałam sobie bawełniane merceryzowane nici DMC w bardzo dużych motkach. Wielkość można zobaczyć porównując zwój do nożyczek . Mam nadzieję , że spisze się doskonale. Nie będę musiała jej dzielić . To będzie taki mój mały eksperyment.
Wzór samplera pochodzi z : http://delinalune.42stores.com/store/Categorie-4/Mod%C3%A8les-point-de-croix/Mod%C3%A8les-point-de-croix/Les-ab%C3%A9c%C3%A9daires - tam można go zakupić , jak i kilka innych ciekawych wzorów .
Sampler nazywa się :
Le fol ABC de printemps
W oryginale wyszywany jest na białym tle szarą muliną , ja jednak pozostałam wierna naturalnemu lnianemu materiałowi i białej mulinie z kłębka. Mnie się podoba taki styl i wychodzi na to , że tworzę w ten sposób kolekcję pt SAMPLER NA NATURALNYM LNIE.
Co prawda zdjęcia robiłam w ubiegłym tygodniu , i minęłam dopiero 1/3 schematu , nie licząc rameczki. Teraz trochę podgoniłam , ale to pokażę przy następnej okazji.
Moja kolekcja powiększyła się też o piękne nożyczki do haftu. Teraz mam ich zawrotną ilość 4 sztuk i już uważam się za kolekcjonerkę ha ha ha ! Myślę jednak , że skoro tak lubię haftować , to należą mi się nożyczki w różnych rodzajach i kształtach , choćby raz na rok.
Jak widać po moich pracach , pokochałam ten nasz polski len z Kamiennej Góry , który kupuję w firmie BIOTEXTIL w Poznaniu. Podaję namiary na ten sklep , by uprzedzić wszystkich zainteresowanych , którzy zasypali by mnie mailami w tej sprawie. Widzę , że gdy tylko pojawi się len w moich postach , to zaraz rośnie zainteresowanie tym materiałem i wszyscy chcą go mieć. Cieszy mnie to , i choć nie mam nic wspólnego z tą firmą , to robię im darmową reklamę , a wszystko dlatego , że pragnę wspierać polską produkcję , tym bardziej , że w tym wypadku jest najwyższej jakości. Po drugie praca z lnem w ręku to wiele wieków historii kobiecego rękodzieła i powrót do źródeł , do przeszłości , kiedy zrodziły się schematy samplerów. Małych dzieł sztuki hafciarskiej przekazywanych z pokolenia na pokolenie.
Ciekawe , czy nasze dzieci , będą kultywowały pasje hafciarskie , lub inne rękodzielnicze np szydełkowe , włóczkowe i t p . Może tak , a może nie , może wszystko to zaginie w pogoni za " lajkami na fejsie ". Może będzie wręcz odwrotnie . Kto to wie?
Joanna
A zapomniałabym zupełnie ogłosić wyniki wiosennego Candy. Po szybkim losowaniu sierotka wyciągnęła los z podpisem :
LATTE HOUSE
Serdecznie gratuluję wygranej i dziękuję za zabawę , proszę o kontakt mailowy w celu dostarczenia przesyłki.
A od poniedziałku ruszam do przeglądania i obserwowania waszych blogów , których jeszcze nie znam , a które chętnie zobaczę i to wszystko przez moje candy.
czwartek, 13 marca 2014
KORONKA ... SIATKOWA TAJEMNICA
Witajcie!
Mam tyle ukończonych mini projekcików , że czas pokazywać po kolei co się u mnie zmieniło w pracowni. Po pierwsze zniknął kolor czerwony. To był już najwyższy czas. Trochę tego było. Jak wiecie z wcześniejszych moich wpisów , postanowiłam stworzyć linie kolorystyczne na różne pory roku i okoliczności. Mam już dekoracje bożonarodzeniowe lniano - czerwone , letnie marynistyczne niebieskości , bieluśko - lniane , a teraz przyszedł czas na płowe różane. Z tym miałam najwięcej pracy.
Dziś uchylę tyko rąbek tajemnicy nowej dekoracji pracowni , a mowa o podusi z koronką siatkową. W ciągu dalszym technika wykonania koronki jest dla mnie owiana tajemnicą. Coś tam udziergałam za pomocą drewnianej kleszczki ( fachowa nazwa czółenka do wiązania koronki siatkowej ). Z haftowaniem wzoru , nie miałam problemu , bo to praca podobna do cerowania skarpet. Za to miałam wspaniałego nauczyciela.
Jak to się zaczęło z tym moim koronkarstwem zaraz opowiem. Zaznaczam , że historia jest prawdziwa , co może potwierdzić moja rodzina w liczbie trzech świadków. Posłuchajcie mojej opowieści :
W pewnej maleńkiej miejscowości , której często nawet na mapie nikt nie oznacza , nie było ani sklepu , ani kościoła , ani poczty , była za to w koło woda. Z jednej strony słodka , z drugiej strony słona. To szczególne miejsce upodobali sobie ludzie , by w letnie dni wypocząć od miejskiego zgiełku i zapach spalin. Przybywali całymi rodzinami i osiedlali się na krótki czas na wielkiej polanie pośród wody. Radzili sobie jak mogli z wielkim skwarem , chłodnymi nocami , wyjącym silnym wiatrem i wszechobecnymi komarami , pająkami i żmijami. Za to mogli do woli wylegiwać się na szerokiej , bezludnej plaży ciągnącej się kilometrami na wschód i zachód. Podziwiać nocą spadające gwiazdy i wsłuchiwać się w regularny szum wielkiej wody. Podziwiać ogromne fronty burzowe pędzące to z zachodu na wschód , lub z północy na południe i odwrotnie. Siedzieć do brzasku przy ognisku , czasem całkiem samotnie , czasem w grupie roześmianych , tańczących i śpiewających współmieszkańców. Tak płynęły kolejne cieplutkie lata.
Z czasem potrzebowali kontaktu z innymi ludźmi i dobrami cywilizacji. Wsiadali wówczas na swoje rowery i pedałowali 7 km do najbliższej miejscowości po zakupy , na lody i dla innego rodzaju przyjemności. Miasteczko żyło tylko w ciepłe letnie dni , a wiem coś o tym , bo byłam tam zimą i nie zauważyłam żywej duszy . Był tam sklep , lodziarnia , smażalnia i kościół. To właśnie od spotkania w kościele wszystko się zaczęło . To tam po raz pierwszy zobaczyłam wielką koronkę siatkową , która była ozdobą ołtarza. Oczka koronki miały ok 30 x 30 cm , a koronka była siecią rybacką. Olśniło mnie wtedy , przecież to ten sam splot. Dotarłam do pewnego starego człowieka , który zrobił tą sieć dla kościoła i namówiłam go na kilka lekcji. Od tego dnia pilnie uczyłam się plątania sieci i nawet mi dobrze szło. Lekcji było kilka , ale gdy nastała chłodna jesień i mroźna zima zapomniałam jak zaplątać supełki by powstała ta misterna sieć. Mam nadzieję tylko , że znów spotkam znajomego staruszka , który mi przypomni tą trudną dla mnie , a oczywistą dla niego technikę.
Kiedy jeszcze pamiętałam , jak splątać sznurek powstały trzy identyczne kwadraty siatkowe i teraz postanowiłam wykorzystać jeden z nich do ozdoby mojej poduszki. Poszewkę kupiłam w Biedronce za niecałe 3 zł i to nie z lenistwa , lecz z powodu jej prześlicznego koloru i materiału , a mianowicie satynowej bawełny. Wykrochmaliłam moje małe dzieło sztuki rybackiej i napięłam , czekając do wyschnięcia. Brzegi dla lepszego wyglądu i usztywnienie obszyłam ściegiem richelieu i uważam , że tak jest najbezpieczniej.
Włożyłam w tę pracę wiele czasu i serca i patrząc teraz na efekt wiem , że było warto. Czy uda mi się jednak dojść do takiej wprawy , by udziać sobie firankę , tego nie wiem , ale może w przyszłości....
Muszę jeszcze wiele się nauczyć i przede wszystkim ćwiczyć , ćwiczyć i ćwiczyć....
Dziękuję , że wysłuchaliście mnie , tak miło jest czasem przelać tu swoje myśli . Dziękuję....
Joanna
Cały czas jeszcze możecie się zapisywać na moje CANDY do 21. 03. 14. tu:
http://mglistysen.blogspot.com/2014/02/candy-w-kolorach-ziemi.html
czwartek, 6 marca 2014
WIOSENNE SZKLARENKI
Witajcie!
Po raz pierwszy dziś w nocy moja kotka nie miała zamiaru wrócić do domu na noc , a to pierwszy ważny powód by ogłosić termiczny pierwszy dzień wiosny. Cieszycie się , ja bardzo i choć zima w tym roku rozpieszczała całą Polskę wysokimi temperaturami , to jednak wolę by było mroźnie i śnieżnie w tą białą porę roku.
Czy myśleliście kiedyś o tym , że zima to pora roku , która nie ma zapachu. No może prócz dymu z kominów. Jest piękną porą roku , szybko zapada zmierzch i pada puszysty śnieg. Mróz skrzypi pod stopami i skrzą się śnieżynki w zimowym słońcu. Huczy mroźny wicher , a w kominku wesoło skwierczą polana. Skuleni pod cieplutkim pledem wpatrujemy się , myśląc o wielu rzeczach , w ogień. To właśnie on od tysięcy lat towarzyszył ludziom w zimowych chwilach i mamy w genach zapisaną miłość do tej magicznej mocy.
To wszystko już za nami ...... zima się kończy......
Teraz po malutku zdąża do nas wiosna , już przyleciały pierwsze ptaki z dalekich krajów , zacznie się wielki ruch w przyrodzie. Wszystko co żyje wystawia swoje komórki do pierwszych promieni słońca , czerpiąc z nich energię tak potrzebną po długich zimowych ciemnościach. Czerpmy i my biorąc przykład z natury. Już słońce jest wyżej na nieboskłonie i dzień dobiera z nocy coraz więcej minut. To najpiękniejszy czas dla wszystkich. Po wiosennym przesileniu wstąpi w nas magiczna moc , energia. Zaczniemy wiosenne porządki , znów wszystko będzie nas cieszyć jakbyśmy byli dziećmi. Już niedługo nawet po 22 w nocy będzie jeszcze szaro , wykorzystajmy ten czas na zbliżenie się do źródła naszego człowieczeństwa. Popatrzmy wkoło siebie , nie przegapmy tego czasu na niepotrzebną bieganinę z kąta w kąt. Cieszmy się życiem.....
Postanowiłam przyspieszyć te piękne chwile i już wprowadziłam wiosnę do domu , a to wszystko za sprawą moich nietypowych szklarenek. Każdy może sobie takie sprawić w domu. Wystarczy tylko wazon lub inne szklane naczynie. Można nawet użyć dużego słoja do kiszenia ogórków. Potrzebna jest jeszcze drobno mielona kora sosnowa , oraz cebule hiacyntów ( mogą być też inne cebulowe wiosenne kwiaty ) , gotowe do kwitnienia. Nie polecam używać cebul , które zapomnieliśmy posadzić jesienią , gdyż wszystkie tego rodzaju rośliny jak tulipany , żonkile , narcyzy i krokusy muszą przetrwać proces zamrożenia cebulki , bo inaczej nie zakwitną. Najprościej jest kupić już podrośnięte okazy w kwiaciarni. Koszt 3 roślin to ok 6 zł , kora 16 zł za 80 l ( potrzeba jednak nie więcej niż 1litr ) . Na spód naczynia wsypujemy trochę kory , później układamy hiacynty bez plastikowych osłonek i wolne przestrzenie wypełniamy korą. Reszta to kwestia gustu i wyobraźni. Dekoracja dowolnymi maleńkimi cudeńkami na pewno podniesie walory wizualne jeszcze przed rozkwitnięciem pierwszych kwiatów. Konieczna jest jeszcze wstążka do dekoracji i to najlepiej w grochy lub kratkę. Należy pamiętać o rozsądnym podlewaniu naszych roślin , co jest niezmiernie łatwe , gdyż przez szklane ścianki idealnie widać co dzieje się w środku szklarenki.
W moim domu wyszukałam trzy naczynia , w których hoduję hiacynty , pierwszy to szeroki wazon w kształcie odwróconego dzwonka. Czasem używam go do robienia dużych świec , o czym pisałam troszkę tu
http://mglistysen.blogspot.com/2010/05/puszysty-serniczek.html
i tu
http://mglistysen.blogspot.com/2010/04/swiczkomania.html
a który wspaniale nadaje się na dekorację florystyczną.
Druga dekoracja powstała przypadkowo. Od dawna jestem szczęśliwą posiadaczką starej ceramicznej babkowej formy , która pamięta jeszcze czasy naszych babć. Udało mi się w jednej z pobliskich hurtowni szkła wyszukać idealnego rozmiaru klosz. Tak połączenie ceramiki i szkła zyskało miano stokrotkowego domku.
Trzecia szklarenka to przeistoczenie szklanego słoja po ciasteczkach w dekorację mojej pracowni , lubię otaczać się przyrodą i pięknem sprzętów w każdym kącie domu. Nastręcza to troszkę kłopotu , wiele czasu i ciągłych zmian , a szczególnie sprzątania , odkurzania i takich tam podobnych zabiegów , ale lubię to bardzo....
Zachęcam wszystkich do zagospodarowania swoich szklanych , czasem przykurzonych sprzętów , to daje wiele radości i przyjemności , a wszyscy tak kochamy się dopieszczać.....
Joanna
Z radością też czekam na zgłoszenia do mojego candy tu http://mglistysen.blogspot.com/2014/02/candy-w-kolorach-ziemi.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
.jpg)
.jpg)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x575).jpg)
+(1024x575).jpg)
+(1024x575).jpg)

+(1024x575).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(575x1024).jpg)
+(1024x575).jpg)
+(1024x680).jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)




