Translate

czwartek, 13 maja 2010

PĘDZELEK UCZYNIŁ CUDNIE


Trzy stare doniczki walały się w kącie sąsiedzkiego ogródka. Tam właśnie je wypatrzyłam.
Zrobiłam słodkie oczy i stały się moją własnością po dobroci. Nie musiałam wykradać ich przy świetle księżyca, bo wiadomo , że to nie wypada.




Aby odzyskały formę , było najpierw szczotkowanie, suszenie , głaskanie i oglądanie. Do czego by tu ich użyć myślałam. Wiadomo - doniczka jest do kwiatków ,ale  wszystkie były jakieś takie zasmucone.


 
                                                                                    

Postanowiłam namalować na nich akrylem moje ukochane ornamenciki , oczywiście by pasowały do bieluśkiego pokoiku na dole. Pomsł był fajny , gorzej z wykonaniem, no bo jak tu odkalkować wzór na nie dość , że skośnej , porowatej i powyszczerbianej powierzchni. Było trochę zabawy ,ale udało się.


                                                                                        

Potem nastąpiła orka w postaci za duży pędzelek , za gęsta farba itp. W końcu wszystko się udało szczęśliwie doprowadzić do końca i uzyskać taki oto efekt.

                              


Na koniec zostało mi jszcze wypełnić doniczki oczywiście jak na tę porę roku przystało niezapominajkami. I znów udało mi się ocalić trzy " istnienia ". Lubię to robić. Pokazuję ten pomysł szczególnie dla Enyo , która pisała , że tam gdzie mieszka nie ma ciekawych rzeczy na pchlim targu. Zawsze można uczynić coś z niczego. W moim mieście też trzeba się dużo nabiegać , by coś kupić za grosze. No ale jak ma się mus to mus.





Do ozdoby wszystko się nada , nawet starusieńka garażowa waza , o której zapomniała babcia. Znoszenie wszystkiego do domu to choroba , więc trzeba uważać.





Teraz coś specjalnie dla Ateny. Kurs haftu , potrzebny do wykonania ornamentów. Zapewniam wszystkich , że to jeden z najprostrzych wzorów , a dla kogoś , kto robi krzyżyki to pestka.









                                                                                





 

Prawda , że nie będzie tak źle.!
Zamówienia na wzory prześlijcie na moją skrzynkę wraz z waszym adresem.
Zasada jest taka- nie rozpowszechniamy niczyich adresów.

Joanna
                                                                                        

środa, 12 maja 2010

HAFTOWANY ORNAMENT


Dla wszystkich tych
co marzą o pięknym białym wystroju domu lub jednego chociaż pokoju uchylam rąbka tajemnicy pt: " Co dzieje się w mojej piwnicy ".



 


Po wielu dyskusjach i wielogodzinnych debatach dostałam od rodzinki wolną rękę na urządzenie według mojego projektu wielkiego pokoju mieszczącego się w piwnicy mojego domu. Co wybrałam - oczywiście biały vintage połączony z rattanem i wikliną. Kiedyś był tam nieużywany garaż , który otrzymał w prezencie piękne wielkie trzyskrzydłowe okno , gładkie ściany , podłogę , a przede wszystkim szansę na przemianę.



 



To właśnie z myślą o tym pięknym zakątku  domu moje zaklęte igły wyszły dwie przydatne rzeczy . Oczywiście bieluśki woreczek i ocieplacz na dzbanek z herbatą. Wszystko ozdobione wyhaftowanym ornamentem mojego projektu. Nigdy nie podejrzewałam u siebie talentów rysunkowych , ale przez kilka dni weny twórczej powstało wiele projektów tego typu ( spójrz na moje candy ). Nie chcę się nimi chwalić , ale uważam że udały  się.



 

Jeśli temat zdjęć zszedł już na kryształowy klosz to muszę przyznać , że kto szuka ten znajdzie i to nie na Allegro , tylko na zwykłym bazarku. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego , że ktoś ten klosz spisał na straty , a ja postanowiłam go uratować przed zapomnieniem. Ostateczny blask nadało mu samo szorowanie. Teraz błyszczy z zadowolenia i zdobi mój pokój.



 
 

Umieściłam go przy oknie , aby słońce mogło ślizgać się po jego wyrafinowanych nacięciach. Chętnie podzielę się nowopowstałymi projektami z osobami , które docenią ich piękno , które zapragną swoją białą kolekcję powiększyć o takie tam hafciki łatwiutkie. W kolejnych postach pokarzę co dzieje się w piwnicy ,więc cierpliwości.

Joanna

poniedziałek, 10 maja 2010

NOSTALGICZNY SPACER

Razem z Ateną miałyśmy ten sam pomysł na spędzenie majówki. Różniły nas tylko kilometry. Po przeczytaniu jej posta postanowiłam ujawnić moje ulubione miejsce.
Fascynację tymi uroczymi parkami, oraz romantycznymi budowlami mam w sobie , w środku. Nie liczy się wówczas czas, po prostu przenoszę się do innej epoki i trwam w niej bez pamięci.






Zamek został wybudowany w późnym
baroku przez rodzinę Działyńskich w
KÓRNIKU niedaleko Poznania.
W swoich zbiorach posiada rękopisy takich
wieszczy jak A.Mickiewicz. Zachwycać się można równierz kolekcją malarstwa z tamtej epoki , oraz zwiezionymi przez właściciela meblami ze wszystkich krańców świata.



Tę wspaniałą budowlę otacza przepiekny park z jednymi ze starszych drzew egzotycznych w Polsce. Warto wybrać się tam o każdej porze roku. Trafiłam na kwitnienie magnolii i nie mogłam oprzeć się ich urokowi.




Cud natury i warto nabiegać się z aparatem.
Co prawda kwiaty nie są wstydliwe.
Wiadomo powszechnie ,  ze mają najpiękniejsze narządy rozrodcze na świecie.



 

 Zachęcam do odwiedzin tego miejsca, gdzie można na własne oczy zobaczyć jak kiedyś ludzie pięknie żyli.

Joanna

piątek, 7 maja 2010

NALEWECZKA CYTRYNOWA NA DESZCZ


Mam dziś dla Was niezmiernie efektowny trunek.

NALEWECZKA CYTRYNOWA NA DESZCZ.




Przepis jest banalnie prosty i nie wymaga specjalnego kunsztu  potrzebnego przy tego rodzaju napitkach. Jest to typowo damski gadżecik niezbędny na babskich pogaduchach. Uwielbiam się nim raczyć w towarzystwie lub bez. Nie można tylko przesadzić z ilością ,ale to przecierz zrozumiałe. No to do dzieła!



Potrzebne produkty to:
10 wyszorowanych cytryn
1/2 l  wódeczki dobrej jakości
ok 1/2 l miodu naturalnego

Potrzebna będzie butelka o pojemności 1 i 1/2 l.

Z umytych cytryn ręcznie ( tylko takie wyciskanie gwarantuje klarowność nalewki ) wyciskamy sok do miarki z podziałką. Patrzymy ile się uzbierało i w tym soku rozpuszczamy poprzez mieszanie tyle miodu ile mamy płynu. Całość przecedzamy przez sitko i przy użyciu lejka zlewamy do butelki 1 i 1/2 l. Następnie dopełniamy wódką ( jeśli ktoś ma życzenie mocnej nalewki to może być spirytus , ale tego nie polecam , gdyż sprawdziłam i wiem , że traci na smaczku ). Całość wstrząsamy i odstawiamy w tajne miejsce, aby nikt nam tego nie podprowadził. Naleweczka jest gotowa do picia jako napój mętny już po 2 dniach, a jako przepięknie sklarowny po 2 tygodniach , gdy oddzieli się na dnie osad. Można wtedy zlać ostrożnie i częstować gości , a resztę- mętną wypić przed telewizorem wieczorkiem dla zdrowotności.





Dziękuję Wszystkim , którym podoba się mój blog , cieszę się że interesują Was moje pomysły, po malutku to ogarniam i na pewno poodpisuję Wszystkim .

Pokarzę jeszcze jak w moim ogrodzie na zupełnie małym drzewku zawiązało się ( przy mojej pomocy ) sześć małych zielonych cytrynek. W zeszłym roku była tylko jedna , dojrzała dopiero na Sylwestra ,ale była sporo większa niż sklepowe i oczywiście smaczniejsza - barzdzo kwaśna i aromatyczna.






Miłego wypoczynku Joanna

czwartek, 6 maja 2010

10 ZDJĘCIE



Atena zaprosiłaś mnie do zabawy w 10 najstarsze zdjęcie z kompa. Proszę bardzo. To moje ulubione miejsce na ziemi. W pogodne dni , gdy powietrze jest krystalicznie czyste , niektórzy moi przyjaciele twierdzą , że widać z tej plaży Bornholm. To jedyne takie miejsce nad brzegiem morza , gdzie w sezonie nie natkniecie się na żywą duszę. Nie znaczy to , że stronię od ludzi , ale nie lubię tłoku , bo zawsze wolę chodzić własnymi drogami. Miłego popołudnia.
                                                                      Joanna

Dolatka ,Maja, Penelopa, Ania Tchnienie zapraszam do zabawy.
Wybierzcie 10 od końca pod względem starości zdjęcie , umieście je na blogu wraz z opisem. Chętne zajrzę.

PODUSIA NA ROZWESELENIE


Dziś znów pochmurny i deszczowy dzień.
W domu nie chce mi się nic robić ,zapewne wstałam lewą nogą.
Okna zapłakane i wieje .
Kawa nie pomogła i ciacho też nie.

Co tu ze sobą uczynić?

 

Nie długo myślałam!. Przypomniałam sobie jak bardzo poboba mi się Bornholm. Nawet z tą jego deszczową niekiedy pogodą. Zawsze marzyłam , że na emeryturze chciałabym tam wylądować. Tam codziennie wieje , ktoś powie- i co z tego.Zawsze można usiąść z igłą w ręku patrzeć na horyzont i poruszające się fale.


 

Wyobraziłam sobie , że tu gdzie jestem to jest właśnie ta przepiękna wyspa. Zakwitły już oleandry w moim ogrodzie. Pada deszcz i wieje i trzeba wyjąć maszynę , materiał i igłę , bo ona jest u mnie na najważniejszym miejscu i do dzieła.



 

Już dawno wypatrzyłam ten wzór u Lloki i chyba  nie będzie się na mnie gniewała , ale też mi się on spodobał. Chciałam go mieć , mieć własny. Tak powstała ta podusia. Mój osobisty wałeczek.


 


Bornholm zaowocował i to , że leje , jest zimno i wieje to...... to też ma swój urok. Można wówczas zająć się tym co nas cieszy i nigdzie się nie wybierać , za niczym nie gonić . Po prostu pobyć trochę samemu ze sobą.



 

Wsłuchajmy się w świst wiatru pod drzwiami ,opatulmy kocykiem i myślmy.
Joanna

środa, 5 maja 2010

CANDY SWEET CANDY

Troszkę wdrożyłam się już w świat blogów , więc zabawę zacząć czas. Po raz pierwszy ogłaszam moje ulubione rozdawnictwo. Candy w Mglistym Śnie. Co prawda mój blog obserwują na razie tylko cztery osoby , ale dla nich warto.

Do wygrania haftowany , lniany woreczek , w którym do zdjęcia umieściłam stary pamietnik, oraz do tego serduszko-zawieszka, ozdóbka , bawioczko. Cały komplet pochodzi z fabryczki Mglisty Sen.


Zasady gry są proste. Po pierwsze w miesiącu maju skomentuj każdy mój post ,abym mogła cię poznać.Po drugie umieść jedno z powyższych zdjęć ( zalinkowane ) na bocznym pasku swojego bloga z informacją o candy w Mglistym Śnie.


Osoby nie majace swojego bloga , a umieszczające w maju pod moimi postami komentarz będą brały udział w losowaniu. Wiadomo im więcej  komentarzy , tym większe szanse , a jest o co walczyć.


Największe szanse mają osoby , które obserwują mój blog lub mają go w swoich ulubionych blogach na pasku bocznym (zalinkowane).Candy jest zatem dla wszystkich nawet tych , których los pognał w świat.
Zakończenie 31 maja.
Losowanie w Dzień Dziecka.

Słodkiego Candy

Joanna

wtorek, 4 maja 2010

KOPALNIA SKARBÓW

 
To było w piątek. Śliczny pogodny dzień , długa majówka zapowiadała się całkiem ciekawie. Jak przystało na żonę i matkę dwóch dorastających dziewczynek objuczona siatkami ( psełdo siatkarka ) podążałam do domu. Aż tu nagle , niespodziewanie wyrósł jak z podziemi niepozorny malutki sklepik. Tysiące razy tędy chodziłam i nie widziałam go.
 

Moja ukochana kopalnia skarbów stała otworem i jeszcze to przeczucie, przeznaczenie lub po prostu szczęście.
 
W całej Polsce są takie sklepiki malutkie lumpeksy ,szmateksy , pewexy , ciuchlandy , lumpiki , a los chciał abym właśnie weszła tu i teraz i wiem dlaczego. Znalazłam w nim coś co pragnęłam mieć od zawsze .To malutkie , różane baletki. Na spodzie skórka i wytłoczony napis Opera Gepetto Paris . Oszalałam ze szczęścia tym bardziej , że kosztowały tylko 2 zł ( ludzie się na niczym nie znają -to dobrze ).

Byłam tak omamiona tym zakupem , że o mały włos przegapiłabym jeszcze coś bardzo interesującego. Jest to bardzo stary pasmanteryjny kupon pochodzący z początku XX wieku z nawiniętą starą granatową taśmą , a do tego wizytówka . Nie wiem czego ona dotyczy , bo niestety nie znam francuskiego ( może ktoś podpowie ) domyślam się tylko ,że to reklama  sklepu lub usług.

Dolatka przetłumaczyła napis na wizytówce  " TE RAMIĄCZKA BĘDĄ ZAWSZE SYMBOLEM I OZDOBĄ NA SATYNIE WASZYCH RAMION ". Jak myślicie , co to znaczyło 100 lat temu ,co to była za rewolucja w bieliźniarstwie i jak wspaniale było i jest być kobietą.


                                                                  
Po powrocie do domu zastała mnie miła niespodzianka. Mój osobisty sąsiad z za płotu obdarował mnie naręczem wychodowanych przez siebie tulipanów.
Postanowiłam je umieścić w szklanej kuli , którą nakryłam wielkim  kloszem , ale tylko chwilowo tak do zdjęcia , bo cały czas zastanawiam się jak wyeksponować tak olbrzymi i przepiękny szklany klosz. Może ktoś z was podsunie jakiś pomysł .

Klosz ma wysokość ok 60 cm , plus uchwyt  i jest ogromny. Wpadł w moje ręce nieoczekiwanie. Wczesną wiosną na spacerze wypatrzyłam go u pewnego starszego pana , który przykrywał nim szczypiorek przed przymrozkami. Pan słynie w okolicy z nieprzyjemnego charakteru , ale mnie udało się go obłaskawić dżemem wiśniowym , rajskimi jabłuszkami do herbaty i czekoladką wedla. Pan wspaniałomyślnie postanowił mnie obdarować tym szklanym cudem , bo jak powiedział komuś musi przekazać swoje skarby , bo on jest 1930 rocznik i nie chce , by jego rzeczy trafiły na śmietnik. Dobrze zrobił!


                         Pozdrawiam wszystkich , którzy spoglądają na mój blog.
                                                             Joanna