poniedziałek, 4 listopada 2013

MĘSKA RZECZ - EWOLUCJA REWOLUCJA


Witajcie!
Czy blog to miejsce do zwierzeń. Jak najbardziej , tu można opisać wszystko co się chce , a czy mogę ponarzekać ? Pewnie nie wypada , ale muszę trochę z siebie wyrzucić. Mam remont !!! Super sprawa , tak długo czekałam na porządną ekipę , chyba osiem lat i znalazłam. Sęk w tym , że strasznie dużo się tego nazbierało. Dom w rozsypce i końca nie widać , wszędzie pył i brud , to szlifują tu , to malują tam i tak dalej. Padam na twarz. Komputer schowałam do szafy , by go oszczędzić i mało odwiedzam wasze strony , ale jak tu wszystko pogodzić , to gotowanie dla rodziny i wieczne mycie podłóg , wycieranie mebli i robienie kawki dla panów majstrów. Dziś powiedziałam STOP !!!


Ukryłam się w mojej pracowni i też postanowiłam sobie poremontować. Może to za duże słowo , ale zapoznałam się z działaniem mężowskiej wiertarki. Zwyczajnie nie mogłam się doprosić by wywiercił mi kilka otworów w ścianie. Poza tym dziury musiały być super precyzyjne , a faceci to raptusy , więc nie chciałam ryzykować kolejnego gipsowania dziur. Zabrałam się za to sama i w pełnej tajemnicy , gdyż mąż zapewne chciałby mnie wyręczyć. Nic z tego mój kochany. To nie odśnieżanie. Muszę wam wyjaśnić o co chodzi z tym śniegiem. Tak się składa , że ostatnie lata obfitują w biały puch , a my w dwójkę uwielbiamy odśnieżać. Z tego powodu są małe zawody , kto pierwszy rano chwyci za łopatę , a że wstaję wcześniej od małżonka , to mi często udaje się wyskoczyć w cieplutkim szlafroku , chwycić łopatę i szukać w śniegu gazety porannej ukrytej gdzieś pod białą kołderką , wówczas mąż obudzony regularnym szuraniem z okna sypialni błaga bym mu zostawiła choć troszkę do odśnieżania. Tak bardzo to lubimy. Tak samo jest wieczorami , to nasza niepisana tradycja i nikt z nas nie robi tego na siłę i z obowiązku. To nasza zabawa.
Och zapomniałam się trochę przecież do zimy jeszcze cały miesiąc , oczywiście tej meteorologicznej.
A tak się już rozmarzyłam , może dlatego mój mąż kupił drugą śniegową łopatę.


Miało być o moim wierceniu , a wyszło jak zawsze o przyjemnych rzeczach. Wiercenie , choć to męska rzecz też bardzo mi przypadła do gustu. Na początek zaopatrzyłam się we własne ostre wiertło nr 5 , zestaw kołków rozporowych też nr 5 , oraz kołki z golfikiem w kolorze srebrnym oczywiście nr 5. Zainwestowałam w siebie całe 15 zł. Z materiałami w woreczku i narzędziami takimi jak mały młotek , kombinerki , przedłużacz , śrubokręt krzyżowy i wiertarka ruszyłam w stronę mojej pracowni , gdy wszyscy poszli do pracy i szkoły. Rozejrzałam się dookoła i po pozbyciu się bagaży zaparzyłam sobie dobrą kawkę , a co ! Pospacerowałam , poszukałam , popatrzyłam i zaplanowałam gdzie i co powieszę. Nie spieszyłam się , nikt mnie nie popędzał. Uczucie bezcenne.
Najpierw z odrobiną nieśmiałości i delikatnie powiesiłam sobie 2 obrazeczki , i tak ładnie mi wyszło , że postanowiłam działać dalej z wielkim spokojem. Odkopałam dwa porcelanowe wieszaczki , które dostałam  " w spadku " od mojej mamy. Przeleżały u mnie w szufladzie około roku , bo problemem były dziury. Tak też myślałam , że nie będzie to łatwa sprawa , skoro mój mąż tak to opóźniał. Jak widać na fotkach , by zawiesić jeden wieszak trzeba wywiercić aż dwie dziury i to blisko siebie , a na dodatek nie symetrycznie. Udało mi się za pierwszym razem. Odetchnęłam z ulgą.


Trudniej było mi dopasować idealnie poziomy i piony następnego wieszaka , ale dzięki spokojowi i braku pośpiechu wyszło idealnie. Wszystko to za sprawą serca , które włożyłam w tą męską zabawę.
Stwierdziłam , że już koniec z wierceniem męża , teraz ja wiercę w całym domu !!!
I tak kobieta zabrała kolejną zabawkę mężczyźnie - ewolucja- rewolucja.


Och jaka byłam z siebie dumna , że tak ładnie mi wyszło , że wszystko idealnie się udało dokręcić , że jest prosto i po mojemu. Zachęcona wynikiem znów pospacerowałam po moim pokoiku , popodziwiałam , a miałam już co podziwiać i znalazłam kolejny fajny wieszak , który mąż kiedyś kupił mi na imieniny. Co prawda szarpałam go za rękaw koszuli , że taki mi się przyda , że przepiękny i idealny dla mnie i że jak dziecko tylko taki chcę , że w końcu się zgodził. Muszę tu napisać , że mój mąż nie uznaje prezentów kupowanych razem , lub wytypowanych przez osobę obdarowaną. Lubi kupować sam i to zawsze jest niespodzianka. Tak więc było i tym razem , że wieszak wieszakiem , a prezent i tak dostałam dodatkowy niespodzianie.


Biały schabby wieszak przeleżał długi czas w wielkiej zielonej skrzyni , aż do dziś. Wreszcie zabrałam się do dziurkowania kolejnej ściany i poszło mi już łatwiej. Oczywiście wszystko pomierzyłam , ale niepewność zawsze została dopóki nie zawiesiłam wszystkiego i nie zobaczyłam , że pasuje i jest prosto. W końcu łatwiej zawiesić obraz na jednym kołku , bo mamy sporą regulację z tyłu , a co dopiero powiesić coś bez regulacji.



 Jak się okazało , to całkiem łatwe , choć brudzące zajęcie. Polecam wszystkim spróbować i nie bać się męskich rzeczy , to wieka frajda i super zabawa. Wiem , że nie jestem jedyną kobietą z wiertarką w ręku , ale napisałam ten post dla wszystkich dziewczyn , które jeszcze nie próbowały takiej zabawy.


Tak rozpisałam się o moim dziurawieniu ścian , że zapomniałam napisać o białych sercach , które powiesiłam na porcelanowych wieszakach , a które zasługują na chwilę uwagi. Jak widać na fotce powyżej serca są wykonane z bardzo cieniutkiego batystu . Ich najpiękniejszą ozdobą jest delikatniusi biały haft. Zrobienie takiej zawieszki to łatwa sztuka. Jakiś czas temu buszując w sklepach z używaną odzieżą natknęłam się na stare , poplamione miejscami , chusteczki do nosa. Była ich spora kupka. Wiadomo , że do nosa ich już nie użyję , bo to nie higieniczne , ale po gruntownym odplamianiu i gotowaniu w 100 stopniach przez 1/2 godziny udało się uzyskać idealną biel i czystość. W każdym z rogów chusteczki wyszyty był cudowny , maleńki haft. Wiadomo , że taka rzecz jest bezcenna. Postanowiłam powycinać same motywy haftowane i uszyłam z nich zawieszki serca , a z innych lawendowe saszetki , które pokażę następnym razem , bo dziś już za dużo tych wszystkich pobocznych tematów. I jakoś tak chaotycznie się porobiło , ale taka już jestem słynna z tego , że skaczę z tematu na temat. Wybaczycie ?

Joanna
 

24 komentarze:

  1. nooo, powinnaś być z siebie dumna!!! pięknie ci to wszystko wyszło:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem i to jeszcze jak! Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. zuch Dziewczyna i i serducha piekne :)
    pozdrawiama , brawo ! , wieszaczki śliczne

    OdpowiedzUsuń
  4. :)) trafiłam do Ciebie przypadkiem,ale już celowo będę zaglądać! :)- klimatyczny blog!
    pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzielna, samodzielna:))))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. no proszę :) nie ma jak wziąć sprawy we własne ręce:) pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj poboczne tematy...ale za to treściwie.
    Powiem Ci, że ja na męża już dawno przestałam liczyć, też wiem co to wiertarka i takie tam. I wiem ile to daje radości :)
    Martwi mnie tyko to, że pokazałam co potrafię i teraz już tak łatwo nie będzie :))), już pewnie w ogóle się nie doproszę :)))
    Gratuluję sukcesu, wieszaczki masz śliczne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wieszaczki masz prześliczne! A czy wiesz Joasiu że w Cross Stitcher nr 272 jest twoj probnik nici DMC? To chyba niesamowite uczucie zobaczyc swoją pracę w tej gazetce? Jak to zrobiłaś? Wyslalas im swoje zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię używać wiertarki do drewna, natomiast hałas tego urządzenia przy wierceniu otworów w ścianie nie dla mnie i zostaje mąż. Tym bardziej podziwiam i wierzę, że to cieszy. Piękne wieszaczki :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. zuch dziewczyna:))))ja też nie boję się wiertarki,ani innych podobno męskich narzędzi:)))w naszym domu ja używam młotka częściej niż mój m,a on za to uwielbia gotować i robić zakupy:))))wieszaczki masz cudne:))a serducha -miodne:))))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam te komentarze i podziwiam, ile jest takich dzielnych dziewczyn, jak Ty.
    Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  12. Przede wszystkim bardzo dziękuję Ci za cenne rady dotyczące kołderki :) na pewno z nich skorzystam.
    Po drugie nurtuję mnie jeszcze jedno pytanie ale całkowicie z innej beczki, chodzi mi o len który polecasz nr 33 - znalazłam go na allegro, i tam na zdjęciach jest szary a u Ciebie na zdjęciach bardziej beżowy - jaki jest na żywo?
    Po trzecie masz śliczne wieszaczki, najbardziej podoba mi się ten w stylu shabby chic. Gratuluję zmierzenia się z takimi czysto męskimi czynnosciami, gdybym ja się za coś takiego zabrała, na mur beton wierciłabym się w jakiś kabel zasilający i na pewno wywaliłoby korki - ja mam zawsze takie szczęście, więc się nie tykam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo wygląda tak jak prawdziwy len , niczym nie barwiony , mi kolor pasuje , więc powinnaś sobie go zamówić na próbę. Polecam. Przypomniało mi się , że przy okazji jakiegoś wyszywania na moim lnie porównywałam go do koloru nici DMC możesz poczytać i poszukać , a jak nie znajdziesz to napiszę jeszcze raz przy okazji używania lnu.

      Usuń
  13. sam cuda wyszły... ja arz próbowałam męża narzedzia to polamałamu mu piłki wiec kategoryczny zakaz mam korzystania z jego zabawek heheh pozdrawiam ciepluteńko

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo podobają i się obrazki i wieszaczek:) powodzenia w remoncie, pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz co,Joanna ? tak sobie myślę,że pod choinkę to chyba Ci sprezentuję kielnię murarską,betoniarkę,albo młot pneumatyczny! :-)
    Wielkie brawa dla Ciebie!!!
    PS-słaba płeć ?.....
    PS2-a wieszaczki,zwłaszcza te porcelanowe,piękne
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Brawo, świetnie sobie poradziłaś! Wieszaki i serducha wyglądają super:)

    OdpowiedzUsuń
  17. W moich ścianach bez dodatkowego gipsu nie daje się wiercić :) Mam specjalne hartowane gwoździe do betonu, lekkie obrazki wieszam sama :)
    Jesteś wielka!

    OdpowiedzUsuń
  18. Skąd to znam. Moje obrazki czekały na powieszenie 3 lata w końcu podpuściłam kolegę męża i udało się . A pomysłowość facetów nie zna granic. Kupiłam termometr domowy-znów nie mogłam doprosić się powieszenia,aż w końcu pojechałam na urlop do Polski. Po powrocie mój luby pokazał mi swoje dzieło-termometr przybity centralnie na środku ściany w stołowym. Oczywiście kompletnie tam nie pasował. Chyba też wezmę się za wiercenie :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja wiertarki akurat trochę się obawiam, więc podziwiam Ciebie. Ale pewnie i do tego się przekonam, bo rzeczywiście czasem ciężko się doprosić - już ponad miesiąc czekam na karnisz!
    I współczuję okołoremontowej "zabawy". Ja mam tak od połowy sierpnia :D

    OdpowiedzUsuń
  20. ha... ska ja to znam...
    niestety z wiertarką jako tako nie miałam do czynienia ale z innymi męskimi rzeczami... jak najbardziej
    fajniutkie wieszaczki

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzielna Kobietka!!! Wiertarki używam choć sporadycznie - oko nie takie:) ale jeśli chodzi o malowanie i tapetowanie to wprawę mam dużą.
    Zazrdoszczę wieszaczków są boskie, cudne, no słów mi brak!!!
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeju ile cudowności... :) Wieszaczki są przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  23. Witam, jestem nową blogowiczką, mam na imię Dorota. Podziwiam Cię za odwagę. Ja wiertarki nie chwytam, ale odpływ ze zlewu w kuchni naprawiłam, a i czajnik elektryczny zreperowałam. Serca piękne, też sporo korzystam ze sklepów z tak zwanymi "ciuchami", bo można wiele cudeniek znaleźć. Przeglądając zdjęcia, widziałam że masz wiele fantastycznych pomysłów. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń