Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świece. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świece. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2012

ŚWIECZKI , BABECZKI....CANDY


Witajcie!

Choć za oknem pogoda nie nastraja wiosennie , a prognozy zapowiadają jeszcze bardziej zimne i deszczowe dni , mam dla was dziś niespodziankę. Kolory zupełnie wiosenne i słodkie. Pastelowe róże i biel , tak na poprawienie nastroju.



Dziś rozpoczyna się moje wiosenne Candy , a do zabawy zapraszam wszystkich , którzy chcieliby posiąść tak jak ja dwie słitaśne świeczki - babeczki , które wczoraj powstały w mojej kuchni oraz drewnianą szpulkę do kompletu. Nie zachęcam bynajmniej do eksperymentowania z parafiną , gdyż jest to bardzo łatwopalna substancja. Jeśli jednak chcecie się zabawić , to uprzedzam daleko z ogniem od gotowanej parafiny - to podstawa bezpieczeństwa.





Nie musicie się jednak trudzić , przekażę w drodze losowania jeden zestaw dla osoby , którą wylosuje moja nadworna sierotka. Wystarczy tylko pozostawić komentarz pod tym postem , a na pasku bocznym swojego bloga wstawić zalinkowane zdjęcie z zaproszeniem na moje Candy.





Wiecie , że uwielbiam światło świec i sama je wytwarzam czasami w mojej małej Fabryczce z Mglistego Snu . Nie ma znaczenia pora roku , czy mam czas , czy nie. Robię je dla zabawy. Niekiedy bardzo duże z zasuszonymi inkluzjami , czasem takie jak te - słodkie wielkanocne babeczki.




Każda ze świec w miejscu knota ma przymocowane serduszko z masy plastycznej , by wyglądało bardzo , bardzo odświętnie. Oczywista sprawa , że by zapalić babeczkę , należałoby usunąć delikatnie serduszko , które ozdobi inną rzecz. Następnie trzeba ostrożnie wydłubać knot , który jest zamoczony w parafinie.



Do zrobienia takich świeczek użyłam miseczek zaroodpornych DUKA oraz transparentnej parafiny , a także odrobiny pigmentu. Dla ciekawskich wyjaśnię , że kolorkiem jest stearyna oskrobana ze starej świecy. Używam ją w odpowiednich ilościach , w zależności od nasycenia barwy.


Pozdrawiam wszystkich mocno i zpraszam do zabawy. Losowanie nastąpi 25 kwietnia. Mam nadzieję , że do tego czasu znacznie się ociepli .



Joanna





środa, 23 marca 2011

WYCZAROWANY NASTRÓJ



Pięknie zaświeciło słoneczko i wiosna pędzi do przodu. Wieczory jednak są jeszcze ciemne i chłodne , jest więc czas , aby sobie umilić te kilka godzin przed snem i zapalić własnoręcznie zrobione światełko. Kilka osób interesowało się jak w mojej fabryczce Mglistego Snu powstają świece i właśnie nadszedł czas wam o tym opowiedzieć.

Świece są dosyć pokaźnych rozmiarów , a zależy to od formy oczywiście i naszych potrzeb.
Ja do stworzenia jednej świecy potrzebuję szklanego wazonu o kształcie walca , dwóch białych , grubych świec , suszonych kwiatów , barwnika do stearymy i garnka oraz drewnianej łyżki.

Trzeba bezwzględnie przestrzegać zasad bezpieczeństwa , gdyż podgrzewanie stearyny na wolnym ogniu grozi zapłonem oparów cieczy i pożarem , a także poparzeniem.
Ja nie spuszczam z oka garnka podgrzewając stearynę nawet na sekundę i roztapiam ją na kuchence elektrycznej. Myślę , że to wystarczy. Stearyna jest gotowa do zalania formy na świecę w momencie , gdy zaczyna skwierczeć drewniana łyżka zanurzona w garnku.

To tyle jeśli chodzi o technologię.






Tak wygląda przygotowana forma. W szklanym wazonie-naszej formie umieszczam do góry nogami grubą świecę w kolorze białym. ( Jesli macie świecę pokrytą jakimś dowolnym kolorem należy go zeskrobać nożem , a resztki koloru zachować w pudełku , bo posłużą nam jako barwnik ). Następnie wypełniam wolną przestrzeń suszonymi roślinami w kolorach jakie mi się podobają. Kiedy forma jest gotowa zaczynam podgrzewać stearynę zgodnie z zasadami najwyższego bezpieczeństwa , które już opisałam wcześniej tj wkładam do garnka drugą białą świecę i pilnuję ( oczywiście wyciągam knot , bo on mi się już nie przyda). Kiedy stwierdzę , że ciecz jest już dobrze rozgrzana , zalewam formę , a na górę sypię łyżeczkę od herbaty barwnika , który otrzymałam z kolorowej świecy. W gorącej stearynie roztopi się on i da nam piękny kolor.





Sposób ten jest wypróbowany i nie trzeba kombinować. Dajemy czas naszej formie , aby wszystko spokojnie ostygło. Nie przyspieszajmy tego procesu wkładając do lodówki , gdyż świeca popęka. Po około 1 dobie możemy wyjąć świecę z formy , wydłubać knot i cieszyć się jej unikatową formą i ciepłym światłem. Nasza forma musi lekko rozchylać się ku górze , aby można było wyjąć świecę. Wszystkie użyte przybory , pobrudzone od stearyny wspaniale myją się w zmywarce do naczyń i są gotowe do następnych twórczych zadań.



Zapisujcie się na moje Candy i piszcie w razie pytań na
Zawsze chętnie podpowiem i pomogę.
Joanna

niedziela, 16 maja 2010

PUSZYSTY SERNICZEK


Wczorajsza deszczowa sobota upłynęła w moim domu pod znakiem sukcesów i porażki , którą udało się jednak przemienić w coś pysznego i ładniusiego. Najazd rodzinki okazałby się wielką klapą , bo tak nazywam dzień w którym przyjdą goście , a w domu jest ciasto z cukierni. O mały włos , a tak by się właśnie skończyło. Wszystko z powodu pośpiechu. Mój sztandarowy puszysty serniczek zduntował się i postanowił wyrosnąć z formy o wiele za wysoko , co poskutkowało popękanym wierzchem. Wyglądał  żałośnie. Od czego mam ogród - w nim zawsze można nabrać oddechu i spokojnie coś zaradzić. I stało się. Efekt przerósł moje oczekiwania. Kilka kwiatów clematisa alpejskiego zrobiło swoje. Nikt nawet nie zauważył co kryło się pod spodem.
A teraz czas na przepis!



 

Potrzebne produkty:
5 jajek
6 czubatych łyżek cukru pudru
2 budynie waniliowe ( na 0,5 l mleka )
1 op. cukru waniliowego
zapach cytrynowy 30 kropli
750 g mielonego twarogu ( używam z Piątnicy )
250 ml mleka
1/2 kubka sparzonych rodzynków
forma okrągła 22cm przekroju
masło i mąka do wysmarowania i opruszenia formy

Sernik niezawodny robimy tak:
 Do naczynia wlewamy mleko , dodajemy żółtka , bydynie ( sypkie ) następnie zaczynamy miksować dodając 5 łyżek czybatych cukru pudru, cukier waniliowy i zapach cytrynowy oraz twaróg. Kolejność nie jest istotna. Ubijamy pianę z białek z 1 łyżką cukru pudru , którą delikatnie łączymy ze zmiksowaną masą mieszając łyżką, bez użycia miksera.W tym miejscy możemy dodać rodzynków jak ktoś lubi. Całość przelewamy do formy wcześniej nasmarowanej masłem i popruszonej mąką. Wstawiamy do ciepłego piekarnika  na 170 stopni. Tak pieczemy ok godzinę lub ciut dłużej aż ciasto nie będzie przyklejało się do patyczka. Nie wyjmujemy od razu z pieca ,by nam nie opadło.

W razie popękania powierzchni wiecie co robić!!!



 


Z całyego tego zamieszania były nawet efekty. Wieczorem musiałam odreagować , a mam na to tylko jeden sposób. Zamknięta w swojej pracowni robiłam świece. Już kiedyś pokazałam jedną z nich na blogu . Teraz czas na lawendową.



 



Mój mąż ilekroć odlewam świece pyta czy już Święto Zmarłych. On na prawdę zna moje potrzeby!


 


Czy pamiętacie jak to niedawno było, to chyba koniec lutego , a wydaje mi się jakby zeszły rok.
Uśmiechu na cały tydzień.
Joanna


poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Świeczkomania

Świece fascynowały mnie od zawsze kiedy sięgam pamięcią , ale od niedawna zaczęłam sama je robić domowym sposobem. Pierwsza próba i od razu sukces. Tak mi się spodobało to twórcze zajęcie , że pochłonęło kilka miesięcy mego życia.  Oczywiście zaraz po pokazaniu tu i ówdzie prototypu posypały się zamówienia koleżanek , aż trudno było mi się z tym wszystkim " obrobić ".

Świece są duże  ok 20 cm i odpowiednio grube ok 12 cm co spowodowało niebywały efekt dekoracyjny i oczywiście palą się przez wiele dni i godzin. Zatopione w nich detale dają cudowny klimat .W  miarę wypalania się świecy tworzy się komin w głębi którego tli się ciepły płomień. Świece mają różne kolory ,w zależności od wystroju wnętrza osoby dla której je robię.
Jest to całkowicie mój własny autorski projekt wykonywany domowym sposobem.



             

                                                              Jak wam się to podoba? 
                                                    Zobaczcie koniecznie inne moje prace.