Translate
wtorek, 13 maja 2014
MOJE UKOCHANE MIEJSCE
Witajcie!
Dziękuję na początku za wszystkie komentarze do poprzedniego posta. Dziękuję , że tak mnie wspieracie w pracy nad moim nowym wielkim projektem.
Z przykrością stwierdziłam , że niestety nie wyrobię się z nim do wakacji , i z przykrością będę musiała na ten czas wstrzymać prace nad NOV'ą . Wszystko przez to , że wielkość ramy i potrzebne do tego miejsce ni jak nie zmieści się do wakacyjnego plecaka. BUUUUUUUUU.....!!!!!!!
Poza tym nie chcę , by praca niepotrzebnie się szargała i brudziła. Tak więc pozostał mi jeszcze jakiś miesiąc z hakiem , a jestem już w połowie.
Już dawno zapowiadałam wam , że pokażę jak wygląda moja pracownia w byłym garażu na poziomie -1 . Tym razem w kolorze lnu , bieli i różu. Wkradły mi się też troszkę inne kolorki , ale tak miało być. Tak więc osiągnęłam zamierzony efekt. Mam już dekoracje na lato w kolorze sailingowym czyli jachtowym , tj niebieskim i oczywiście lnianym i białym. Na święta w kolorkach czerwieni , lnu i złota. Oraz na jesień lnu z bielą . Marzy mi się jeszcze kolorek lawendowy , ale z tym to jeszcze tylko pomysł.
Pewnie zastanawiacie się po co mi te wszystkie kolorki. Po prostu lubię zmiany i ruch w interesie. A gdzie przechowuję te wszystkie rzeczy. Otóż dekoracje gwiazdkowe schowałam w białym wiklinowym kufrze , który służy mi jako stolik , co widać na fotkach. Inne kolorki trzymam w drewnianej skrzyni pod starą kołkową kapą. Też znajdziecie na foto.
Wzięłam się trochę za siebie i pooprawiałam moje zaległe hafciarskie prace , które tak długo ukrywałam w szufladzie i wreszcie cieszą moje oko zawieszone na ścianie.
Wzbogaciłam się o starego krawieckiego manekina - faceta , który przez lata służył swą pomocą w stareńkim zakładzie , który przeżył II wojnę światową na strychu , a teraz jest u mnie na emeryturze i choć przebrałam go za babkę , to zaręczam , że jest niewielkiej postury chłopcem . Już sam brak biustu wskazuje na ten fakt. Planuję coś uszyć dla chłopca z lnu , ale teraz mam inną robotę na głowie , a nie chcę gołego faceta , by plątał mi się po moim domu.
Tak więc wyeksponowałam na manekinie ( muszę wymyślić dla niego jakieś imię ) szydełkowe próbki i całe mnóstwo stareńkich zdobycznych bawełnianych koronek.
A na stoliku , cóż miejsce zapchane do ostatniego centymetra. Jak tak patrzę sobie na te fotki , to sama się śmieję , ile tych rzeczy napchałam , na tak małej powierzchni. Ale nic nie będę likwidować , bo uwielbiam tą przestrzeń.
Odzwierciedla ona mój stan umysłu. Napchane i każdym kącie , aż się wysypuje. Taka jestem.
Wszystko pod kolor , nawet na wierzchu koszyka pudrowe różane włóczki , jedna od mojej mentorki Maji 71 , a druga w tym samym kolorze z lumpiku. Coś chciałabym z nich zrobić , ale jeszcze szukam weny , gdyż wełenki różnią się i to znacznie grubością , jak Flip i Flap.
Za fotelem coś się kryje , to klateczka na ptaszki , jeszcze do remontu tam sobie czeka......
Hiacynty to już pewnie ostatnie w tym roku mi zakwitną. W mojej pracowni panuje troszkę inny klimat niż na zewnątrz i kwiaty też się w niej dłużej trzymają. Poza tym celowo sadziłam je w odstępach jednotygodniowych , by stale coś mi zakwitało i udało i się.
Moje ukochane Samplery na lnie zapełniły ścianę nad metalowym łóżkiem i choć są na razie tylko dwa to jakoś tak pełno ich. Trzeci w trakcie roboty jeszcze nie skończony , ale zabiorę go na wakacje , to w deszczowe dni się nim zajmę. Pokazywałam go tutaj http://mglistysen.blogspot.com/2014/03/nowy-sampler-na-lnie-i-wyniki-candy.html . Do końca pozostała mi jeszcze rameczka , czyli najbardziej nudna część haftu. Powielanie i powielanie tych samych elementów.
A skoro tak się rozmarzyłam na temat wakacji , to muszę już sobie coś przyszykować nowego na ten czas , pewnie znów Sampler na lnie , nuda dla was co.... a ja je uwielbiam i zrobię kolejny. Mam na oku kilka wzorów więc teraz tylko trzeba dokonać selekcji. Może coś mi podpowiecie.
Uwielbiam przesiadywać w tym bajecznym pokoju. Dzielę się nim z każdym potrzebującym , moje córki spraszają tam swoje przypszółki i są w babskim królestwie ile mają ochotę , a pokoik za każdym razem robi na młodym pokoleniu wrażenie.
I powiem wam , że jeszcze nic nikt mi nigdy w pokoju nie zniszczył , a tak wszędzie narzekają na dzisiejszą młodzież , to same bzdury. Młode pokolenie też jest wrażliwe na sztukę , choćby przez małe " s " i w moim wykonaniu.
Pokazałam wam całe 360 stopni mojego ukochanego miejsca , gdzie uwielbiam się zaszyć. Cieszę się , że tak to dziś wygląda , choć włożyłam w to wiele godzin swej pracy , ale za to mniej grosza. Cierpliwie dążyłam do celu i wciąż jeszcze coś poprawiam , ale podoba mi się , bo to przecież mój kąt. Marzy mi się nieosiągalne , całe trzy kondygnacje w takim stylu , ale to tylko moje marzenie. inni domownicy stwierdzili : '"po naszym trupie ". Nie będę czekała...... pozostawię sobie te marzenia.
Joanna
czwartek, 13 marca 2014
KORONKA ... SIATKOWA TAJEMNICA
Witajcie!
Mam tyle ukończonych mini projekcików , że czas pokazywać po kolei co się u mnie zmieniło w pracowni. Po pierwsze zniknął kolor czerwony. To był już najwyższy czas. Trochę tego było. Jak wiecie z wcześniejszych moich wpisów , postanowiłam stworzyć linie kolorystyczne na różne pory roku i okoliczności. Mam już dekoracje bożonarodzeniowe lniano - czerwone , letnie marynistyczne niebieskości , bieluśko - lniane , a teraz przyszedł czas na płowe różane. Z tym miałam najwięcej pracy.
Dziś uchylę tyko rąbek tajemnicy nowej dekoracji pracowni , a mowa o podusi z koronką siatkową. W ciągu dalszym technika wykonania koronki jest dla mnie owiana tajemnicą. Coś tam udziergałam za pomocą drewnianej kleszczki ( fachowa nazwa czółenka do wiązania koronki siatkowej ). Z haftowaniem wzoru , nie miałam problemu , bo to praca podobna do cerowania skarpet. Za to miałam wspaniałego nauczyciela.
Jak to się zaczęło z tym moim koronkarstwem zaraz opowiem. Zaznaczam , że historia jest prawdziwa , co może potwierdzić moja rodzina w liczbie trzech świadków. Posłuchajcie mojej opowieści :
W pewnej maleńkiej miejscowości , której często nawet na mapie nikt nie oznacza , nie było ani sklepu , ani kościoła , ani poczty , była za to w koło woda. Z jednej strony słodka , z drugiej strony słona. To szczególne miejsce upodobali sobie ludzie , by w letnie dni wypocząć od miejskiego zgiełku i zapach spalin. Przybywali całymi rodzinami i osiedlali się na krótki czas na wielkiej polanie pośród wody. Radzili sobie jak mogli z wielkim skwarem , chłodnymi nocami , wyjącym silnym wiatrem i wszechobecnymi komarami , pająkami i żmijami. Za to mogli do woli wylegiwać się na szerokiej , bezludnej plaży ciągnącej się kilometrami na wschód i zachód. Podziwiać nocą spadające gwiazdy i wsłuchiwać się w regularny szum wielkiej wody. Podziwiać ogromne fronty burzowe pędzące to z zachodu na wschód , lub z północy na południe i odwrotnie. Siedzieć do brzasku przy ognisku , czasem całkiem samotnie , czasem w grupie roześmianych , tańczących i śpiewających współmieszkańców. Tak płynęły kolejne cieplutkie lata.
Z czasem potrzebowali kontaktu z innymi ludźmi i dobrami cywilizacji. Wsiadali wówczas na swoje rowery i pedałowali 7 km do najbliższej miejscowości po zakupy , na lody i dla innego rodzaju przyjemności. Miasteczko żyło tylko w ciepłe letnie dni , a wiem coś o tym , bo byłam tam zimą i nie zauważyłam żywej duszy . Był tam sklep , lodziarnia , smażalnia i kościół. To właśnie od spotkania w kościele wszystko się zaczęło . To tam po raz pierwszy zobaczyłam wielką koronkę siatkową , która była ozdobą ołtarza. Oczka koronki miały ok 30 x 30 cm , a koronka była siecią rybacką. Olśniło mnie wtedy , przecież to ten sam splot. Dotarłam do pewnego starego człowieka , który zrobił tą sieć dla kościoła i namówiłam go na kilka lekcji. Od tego dnia pilnie uczyłam się plątania sieci i nawet mi dobrze szło. Lekcji było kilka , ale gdy nastała chłodna jesień i mroźna zima zapomniałam jak zaplątać supełki by powstała ta misterna sieć. Mam nadzieję tylko , że znów spotkam znajomego staruszka , który mi przypomni tą trudną dla mnie , a oczywistą dla niego technikę.
Kiedy jeszcze pamiętałam , jak splątać sznurek powstały trzy identyczne kwadraty siatkowe i teraz postanowiłam wykorzystać jeden z nich do ozdoby mojej poduszki. Poszewkę kupiłam w Biedronce za niecałe 3 zł i to nie z lenistwa , lecz z powodu jej prześlicznego koloru i materiału , a mianowicie satynowej bawełny. Wykrochmaliłam moje małe dzieło sztuki rybackiej i napięłam , czekając do wyschnięcia. Brzegi dla lepszego wyglądu i usztywnienie obszyłam ściegiem richelieu i uważam , że tak jest najbezpieczniej.
Włożyłam w tę pracę wiele czasu i serca i patrząc teraz na efekt wiem , że było warto. Czy uda mi się jednak dojść do takiej wprawy , by udziać sobie firankę , tego nie wiem , ale może w przyszłości....
Muszę jeszcze wiele się nauczyć i przede wszystkim ćwiczyć , ćwiczyć i ćwiczyć....
Dziękuję , że wysłuchaliście mnie , tak miło jest czasem przelać tu swoje myśli . Dziękuję....
Joanna
Cały czas jeszcze możecie się zapisywać na moje CANDY do 21. 03. 14. tu:
http://mglistysen.blogspot.com/2014/02/candy-w-kolorach-ziemi.html
czwartek, 5 grudnia 2013
PUŚCIŁAM WODZE FANTAZJI..... I OGŁASZAM CANDY
Witajcie!
Puściłam wodze fantazji zachęcona waszymi komentarzami i zupełnie bez jakiegokolwiek planu dokonałam kilka śnieżnych bombek. Temat powtórkowy , ale jak najbardziej na czasie.
Napiszę najpierw o sposobie na materiałowe bombki z poprzedniego posta.
Do ich zrobienia potrzeba styropianowej kuli , 4 kawałki materiału ( najlepiej bawełny ) w kolorach świąt , ok 1m sznurka lub tasiemki ozdobnej , zawieszkę do kuli ( ze zbitej bombki ) oraz klej i szpilki.
Na początek trzeba wyciąć z materiału pasujące 4 prostokąty , zostawiając zapas na brzegach ok 1,5 cm. Następnie naciąć kulę nożem tak jak obiera się pomarańcz , by powstały 4 bruzdy głębokie na 1 cm . Przyłożyć 1 kawałek materiału i wciskać nożem w wycięcia aż powierzchnia będzie gładko przylegać. Powtórzyć czynność by uzupełnić całą kulę , na koniec przykleić tasiemkę maskującą łączenia , i założyć ozdobną zawieszkę.
A jak to zrobić , pytacie. Wystarczy lekko rozszerzyć metalowe druciki , z wyczuciem wbić w styropian i gotowe. Mam nadzieję , że przepis jest jasny i łatwy. Zachęcam do stworzenia własnych bombek z materiału.
Dla tych , którzy mają jeszcze czas polecam wykorzystać dostępne w każdej szufladzie skrawki i zrobić sobie całkiem fantazyjną kulę.
Pierwsza powstała z resztki koronki gipiurowej po szyciu firan , kawałka haftu maszynowego i bawełnianej wstążki. Warstwy materiałów nakładałam od " równika na PN i PD " , by tkaniny nachodziły na siebie i by upięcie szpilkami nie było widoczne.
Z drugą kulę było więcej zabawy , na jej potrzeby powstała okrągła serwetka z kordonka w kolorze ecru robiona na szydełku , ale śmiało można użyć drutów. Wypełnieniem jest plastikowa kula pomalowana farbą ścienną dekoral w kolorze słońce hellady. Następnie przedziałam przez oczka serwetki kordonek by zamknąć kulę u góry , pozostawiając miejsce na zawieszkę i by powstała delikatna koronka. Idealnym dopełnieniem stała się kokarda z nadrukiem złotych śnieżynek.
A teraz czas na ogłoszenie mojego świątecznego CANDY. Tak sobie pomyślałam , że już dawno nie było nic do wygrania w moim Mglistym Śnie , a Gwiazdka to najbardziej cudowny czas na prezenty. Tak więc wpisujcie się w komentarzach , umieszczajcie podlinkowaną fotkę bombki na pasku bocznym swego bloga i czekajcie na wyniki do 20 grudnia. Jedna trafi w drodze losowania , a druga do osoby ...... uwaga......
która napisze , gdzie zostało zrobione ostatnie zdjęcie i co przedstawia. Na odpowiedzi czekam do pierwszej poprawnej lokalizacji , lub wybiorę najbliższą 20 grudnia. Powodzenia.
Joanna
piątek, 3 lutego 2012
NA JEDWABIU
Witajcie!
Tak zakręcona na punkcie haftu brazylijskiego 3D postanowiłam spróbować wyszyć malutki motyw na jedwabiu w kolorze pudrowego różu. Na zrobienie tego miniaturowego igielnika potrzebowałam jednego wieczoru. Powstał on z myślą o drobnym prezenciku dla mojej miłej koleżanki Maji71 , z którą umówiłyśmy się na craftowe spotkanie.
W mojej skrzyneczce pojawiła się zatem druga poduszeczka , ale tylko na chwilę. Jest ona tak malutka , że z pewnością mogłaby być rekwizytem w filmie Kingsize. Wyszywanie na jedwabiu daje wiele satysfakcji. Jest to materiał mega błyszczący , ale również bardzo się gniecie. Prasowanie nie stanowi tu problemu , ale tylko żelazkiem ustawionym na jedną kropkę. Troszkę przeszkadzały mi w tym koraliki , ale na potrójnie złożonym , puchatym ręczniku , wyszło doskonale.
Poduszeczka po prawej stronie , gdzie znajduje się haft , ma kolor jasnego różu , ale od spodu użyłam ciemniejszego koloru dla kontrastu. Na brzegach doszyłam ręcznie , złożoną podwójnie bawełnianą koronkę w kolorze ecru. Wspaniale wyglądały w komplecie , choć malutka , jedwabna wyraźnie zachwycała swoim blaskiem , a poza tym ręka mi się już troszkę wyrobiła.
Do wyhaftowania użyłam , jak w pierwszym przypadku mulinki DMC o nr 3802 , 3687 , 778 , 522 oraz farbowanego osobiście jedwabiu , a także 3 perłowych koralików.
Tak oto udało mi się błyskawicznie zrobić miły prezencik dla miłej osóbki , choć trudno było mi go oddać. A co tam! Wyszyję sobie duplikat i też będę go miała , ale czy wyjdzie mi równie delikatnie , tego nie wiem. Nie mam jeszcze tyle pewności ,tym bardziej , że nie mam żadnych wzorów i wszystko płynie na materiał wprost z mojej głowy.
Jeśli chodzi o książkę , z której korzystam podczas haftowania , to nie wiem czy jeszcze jest dostępna. Zakupiłam ją w 2004 roku w Świecie Książki i od tego czasu do niej zaglądam. Tytuł oryginału to " A-Z EMBROIDERY STITCHES " , wydany został przez Country Pumpkin Publications. W Polsce wydawcom był : Bertelsmann Media Sp. z o.o. ul. Rosoła 10 w Warszawie.
Zmykam teraz do moich codziennych zadań , dziękując wam za wszystkie cudowne komentarze . Napędzajcie mnie tak dalej , a nie wiem co jeszcze urodzi się w mojej głowie.
Joanna
środa, 25 stycznia 2012
INTROLIGATORNIA W MGLISTYM ŚNIE
Skąd przychodzą mi do głowy takie kombinacje różnych technik , tego nie udało mi się ustalić. Już ze mnie taka kreatywna dusza. Jak nie robię nic , to wychodzę z siebie , a dni wydają się takie puste i monotonne. Zawsze mam zatem jakąś robótkę przy sobie. Nawet , gdy okoliczności nie wydają się odpowiednie. Możecie mnie spotkać w kolejce do dentysty z drutami lub pod szkołą moich dzieci z szydełkiem. Czasem na stoku narciarskim na leżaczku , w chwili odpoczynku , lub zwyczajnie przed telewizorem słuchając TVN 24. Dzięki tej zdolności, robótki wspaniale narastają. Po malutku do celu , wystarczy kilkanaście minut dziennie - codziennie , tak dla relaksu, a efekt murowany.
Pokusiłam się by uszyć pokrycie na album ze zdjęciami , który dostałam na gwiazdkę. Zdjęcia w nim są wprost bajeczne. Dzieciaki wpadły na wspaniały pomysł . Wywołały i powklejały zdjęcia. Nie takie całkiem zwyczajne. Znalazły się tam wspomnienia wakacyjnych przygód , wypraw , zabawnych sytuacji , miłych przyjaciół i ciekawych miejsc. Nic nie jest ułożone chronologicznie , tylko tak po prostu naturalnie. Muszę przyznać , że pomysł mnie zachwycił. Codziennie przeglądam ten album i nie przykrzy mi się. Wprawia mnie w cudowny nastrój.
Mam takie ciche postanowienie , by stworzyć podobne albumy dla moich przyjaciół , ze zdjęć które posiadam , a których oni czasem nie widzieli. Zawsze jest okazja do obdarowania kogoś.
Pracy będę miała z ty co nie miara , bo sam album , bez obwoluty w moim przypadku to pójście na łatwiznę. Tak więc mam co robić.
Ten pierwszy album- prototyp zachowam dla siebie. Mogę jednak was zachęcić do stworzenia sobie choć jednego takiego słodziaka. Jak powstał napiszę poniżej.
Najpierw powstał haft . Wzór zaciągnęłam z włoskiego miesięcznika dostępnego w Empiku. Nie był tani , ale co tam , było kilka fantastycznych wzorów. Pozyskałam je sposobem. Haft powstał na aidzie 18 w kolorze ecru. Do wyszywania użyłam mulinki DMC nr 3032 , idealnie imitującej kolor naturalnego lnu. Chciałam by haft idealnie wspłógrał z lnianym materiałem w kremowe grochy. Gotowy wzór delikatnie wyprałam i wyprasowałam. Od spodu przy pomocy żelazka przykleiłam flizelinę i zaprasowałam brzegi. Następnie, by przy naszywaniu aplikacji na materiał , nie powstały wystające posiepane brzegi, w miejscach zagięć przeszyłam boki ręcznie , co wydało mi się pomysłem idealnym. Następnie naszyłam haft na dokładnie wymierzony materiał. Aplikację obszyłam po raz drugi bawełnianą , delikatną koronką , którą tak bardzo lubię.
Następnie pozszywałam materiał , którego zużyłam dosyć sporo , bo i album jest duży. Uprzedzając pytania ciekawskich , materiał to polski len wyprodukowany w Kamiennej Górze . Trudno go kupić , bo przede wszystkim wysyłany jest na eksport. Ja jednak mam wspaniały namiar i w miarę możliwości mogę go zamówić. W tym samym miejscu jest jeszcze jeden rarytasik. Przepiękny len do haftu , który wam pokażę , gdy coś na nim powstanie , a plany jak zwykle mam wielkie.
Ogromnie cieszę się , że na moje candy zapisuje się tyle wspaniałych osób. Zaglądam do was , po kolei i podziwiam wasze blogi , choć nie zawsze uda mi się pozostawić komentarz - oczywiście z powodu wielkiej ilości blogów, a małej ilości czasu. Dziękuję za miłe słowa pod moim adresem , które nie ukrywam nieźle mnie nakręcają do pracy nad nowymi projektami.
Pogodnych chwil Joanna.
Pokażę jeszcze jakiego użyłam płynu do transferu , bo wiele osób o to prosiło.
czwartek, 19 stycznia 2012
TRANSFER IDEALNY
Witajcie! Tak jak zapowiadałam w poprzednim poście , pokażę wam jak wyglądają kolejne pudełeczka z sercowej serii , które powstały w mojej fabryczce z Mglistego Snu. Do kolekcji dołączyło małe puzdereczko w kolorze lawendy i nieco większe w kolorze róży.
Oba otrzymały delikatne kolory przy pomocy białej farby akrylowej firmy Flugger Interior Fix Primer połączonej z kilkoma kroplami kolorowych akryli z tubki. Z fioletem miałam troszkę zabawy , bo by powstał potrzebowałam dwóch pigmentów - czerwonego i niebieskiego, Takie mieszanie kolorów to tylko kwestia wprawy , ale i wspaniała zabawa. Wszystkie barwy wyszły bardzo delikatnie .
Pudełeczka , prócz transferu , zaopatrzyłam również w kokardy , a do środka uszyłam serca z materiałów widocznych na zdjęciach. Czekam jeszcze na rozwiązanie konkursu , bym mogła wyszyć odpowiednie monogramy .
Tak jak już wiecie , jedno z pudełek jest nagrodą w candy , a drugie to niespodzianka. Postanowiłam podarować je osobie , która jest moim 500- setnym obserwatorem. W tym miejscu proszę ją o wiadomość na moją skrzynkę w celu wysyłki.
Tak trudno jest mi rozstawać się z moimi pracami , ale jak wiadomo domy nie mają ścian z gumy i nie pomieszczą wszystkich naszych skarbów. Dla wszystkich zainteresowanych , bombardujących moją skrzynkę podam przepis na idealny transfer , przy pomocy którego powstały dekoracje vintage na pudełkach.
Po pierwsze ze strony z grafikami zciągnęłam pasujęce obrazki , które wydrukowałam , pamiętając , by były odbite lustrzano , na drukarce laserowej. Następnie 5 krotnie pokryłam płynem do transferu obrazki po stronie kolorowej. Pomiędzy kolejnym nakładaniem płynu pozwalałam wyschnąć idealnie kolejnym warstwom , które nakładałam na przemian - raz do góry do dołu , a kolejną z lewej do prawej. Tworzyłam swego rodzaju transparentną szachownicę. Po nałożeniu warstw przesuszyłam obrazek dokładnie przez noc , a następnie pomalowałam go po raz ostatni i całość przyłożyłam do pudełka , gdy było już pomalowane. Ostatnia - szósta warstwa spełniła rolę doskonałego kleju i kiedy dokładnie obrazek już przywarł do podłoża , namoczyłam go gąbką i pod małym strymieniem ciepłej wody delikatnie poczynając od środka , kierując się ku bokom , złuszczałam papier. Trochę trzeba do tego cierpliwości i delikatności , ale na pewno wam się uda. Kiedy papier odszedł całkowicie , postąpiłam dokładnie tak jak w przypadku techniki decupage. pokakierowałam wieczko pudełka i zmatowiłam je. Transfer zatopił się wówczas i tak oto jest na wieczku.
Mogę tylko przypuszczać , macie zapewne swoje sposoby , a ja zrobiłam tak i możecie mi zaufać udało się doskonale. Cały czas możecie zapisywać się na moje słodkie candy , jeszcze do 14 lutego i twórzcie , zachęcam was bardzo. Po skończeniu zabawy z transferem zajęłam się znów nowym projektem , który jest skończony i niezwłocznie wam go pokażę przy kolnym spotkaniu.
Joanna
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(680x1024).jpg)
+(1024x680).jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)