Witajcie wiosennie w te piękne , słoneczne dni marcowe. Mam nadzieję , że nie sprawdzi się w tym roku powiedzenie " w marcu jak w garcu " , bo chciałabym pochować już wszystkie szale i czapki i cieszyć się tą jakże optymistyczną aurą.
Jak to o tej porze bywa nie mogę opędzić się od sprzątania i innych wiosennych spraw , odkładanych na " Świętego Nigdy ".
W czasie załatwiania moich miastowych obowiązków objazdowych , nie mogłam odmówić sobie wizyty na pchlim targu. A opłacało się , opłacało , poszukiwać parkingu przez 20 min. Tam oto czekała na mnie ta lampka . Na pewno domyślacie się , że była w opłakanym stanie , jak wszystko , co udało mi się do tej pory zreanimować.
To holenderski import , jak większość rzeczy z pchlego targu. Tak czasem myślę z nostalgią , że prawdziwych ryneczków ze starociami jest jak na lekarstwo. Holandia i jej śmietnik zalewają nas po czubek głowy i jest na to popyt. Sama też dałam się skusić , aby ocieplić tą lampką atmosferę wiosennych , zimnych wieczorów.
Zachwyciłam się kształtem abażuru , który przypomina mi krynolinę balowej sukni , choć nie zamierzałam tego eksponować , gdyż nie taki był mój zamysł. Zawsze jednak mogę uszyć nową , bardziej zwiewną" sukienkę" na tę lampę. Spodobała mi się również drewniana podstawa , którą w bardzo łatwy sposób można zshabbyshicować. Użyłam do tego białej farby akrylowej , którą czterokrotnie pomalowałam zeszlifowaną podstawę. Następnie przy pomocy papieru ściernego przetarłam tu i ówdzie , a na koniec pokryłam podstawę transparentnym akrylem bez połysku.
Kiedy podstawę lampy miałam już gotową zajęłam się szyciem abażuru. Poszło mi szybko i gładko , gdyż jako modełkiem posłużyłam się starym materiałem , zdjętym z lampy. Do szycia użyłam wyłącznie lnianych materiałów- lnu w kolorze ecru , oraz naturalnego w białe grochy , a także dwóch rodzai taśm ozdobnych z motywami serc i róż. Wyszło bardzo nastrojowo , szczególnie po zapadnięciu zmroku. Do kompletu przydała by się jeszcze poducha i zawieszka na komódkę - pomyślę o tym ( czytaj- pewnie będę musiała uszyć , bo nie da mi to spokoju) .
Tak się składa , że uwielbiam wszelkiego rodzaju lampki , a unikam oświetlenia sufitowego , bardzo jasnego- kocham ten klimat ciemnych kątów. W mojej kolekcji to już czwarta lampka , która zyskała u mnie schronienie i nowe życie.To już mała kolekcja. Na razie domownicy nie protestują , ale co będzie za 10 lat?
Joanna