Translate
środa, 18 marca 2015
396/396 NOVA by GENNY MORROW
środa, 8 października 2014
NOVA by GENNY MORROW reaktywacja
Na dzień wczorajszy pokonałam 13 pierwszych rzędów. Każdy składa się z 18 kwadratów każdy po 144 krateczki. Jest co robić. Do końca jeszcze 9 rzędów. Dłubię sobie więc dzień po dniu , po troszeczku. Byle do celu. Kiedy zaczynałam pod koniec marca , zrobiłam sobie takie oto założenie. Wyszywam 4 kratki dziennie , codziennie. W ten sposób miałam dotrzeć do końca pracy równo do wakacji. Na początku musiałam się dużo spinać , gdyż w drugim rzędzie pomyliłam ilość kratek o 1 i kolops , prułam 15 kwadratów. Ale dawałam sobie radę z bieżącą pracą i nadrabianiem zaległych dni. Zupełnie jak w pracy na akord. Potem nawet byłam sporo elementów do przodu , myśląc o zbliżającym się wypadzie majówkowym. Zapału miałam bardzo dużo i nic a nic mnie nie męczyła ta wyszywajka.
Aż tu pech nastąpił w końcu maja. Taka byłam zła na siebie , że aż nie chce mi się wspominać. Niefortunnie przycięłam sobie wskazujący palec i to w tak głupi sposób. Sama trzasnęłam z całym impetem drzwiami zapominając cofnąć rękę i dorobiłam się takiej rany w zgięciu , że przez trzy tygodnie nie było mowy o jakimkolwiek haftowaniu. Dopiero rada mojej córki pomogła. Palec trzeba było usztywnić za pomocą ołówka i plastrów , by rana nie zginała się i nie pękała zaleczona skóra. Teraz mam wielką bliznę , ale co tam . Najważniejsze , że mogę już w pełni operować palcem.
Tak to było z moimi planami. Na wakacje nie zabierałam NOV'ej , z powodu na jej wielkogabarytowości i na cały ten potrzebny majdan. We wrześniu nie miałam do tego głowy , bo szykowałam ,, ptaszka do odlotu" i szyłam patchwork. A teraz wreszcie mam kilka chwil dziennie by wrócić do tego projektu.
Staram się bardzo , tak gospodarować moim czasem , by znów robić po 4 kwadraty dziennie , może czasem więcej , jak się uda. To nie jest wielka sprawa. Obliczyłam sobie , że średnio jeden kwadrat robię ok 1/2 h. Więc wynik jest prosty wygospodarować 2 h na dobę i jakoś będzie.
A że mam teraz wolne miejsce przy biurku , to nie składam pracy , tylko robię w ciągu dnia , w wolnych chwilach moje 4 place. Mam nadzieję , że nic się nie wydarzy niepożądanego i będzie mi dane dotrwanie do końca pracy przed grudniem. A dlaczego taka data? Chciałabym jeszcze coś zrobić na święta , coś klimatycznego i nie koniecznie wielkiego.
Pozdrawiam wszystkich cieplutko.
Joanna
środa, 20 sierpnia 2014
CO ZROBIŁAM Z CHUSTECZKI HAFTOWANEJ CO MA CZTERY ROGI....
Witajcie!
Dziś dowiecie się co zrobiłam z chusteczki haftowanej.
Kilka sztuk ręcznie wyszywanych batystowych chusteczek zakupiłam w graciarni prowadzonej przez Caritas. Ten magazyn to wielki szperak , towar dokładany jest przez cały czas. Najchętniej zamieszkałabym w jego bliskości , ale jak wówczas wyglądał by mój dom. No cóż pewnie nie dałoby się do niego wejść.
Od razu wpadły mi w oko te bieluśkie cudeńka. Może i mogłabym wyszyć je sama , ale zajmuję się teraz Samplerami i nie mam czasu na wszystkie moje fanaberie. Tak więc zakupu dokonałam za całą złotówkę i hurrrrra są prześliczne. Era tekstylnych chusteczek minęła bezpowrotnie , więc uratowałam te kilka sztuk przed przemiałem.
Uszyłam z nich delikatne zawieszki serca. Szablon dopasowałam tak , by na prawej stronie zmieścił się cały haft , a na tył użyłam zwykłego batystu z obecnej epoki. Kolor materiału jest identyczny więc nie ma mezaliansu barw.
Celowo pokazałam na fotkach gotowe do dekoracji serce i całkiem jeszcze płaskie , niewypełnione , by można było zorientować się jak ono powstało. Poza tym jedno z serc wypełniłam poliestrowymi kłaczkami , a drugie będzie z suszoną lawendą. Muszę jednak poczekać , aż kwiatki na dobre wyschną , by uniknąć niespodzianek.
Takich zawieszek powstało kilka i są tak bardzo delikatne , że nie można z nimi szaleć , by wiekowy materiał nie rozdarł się , ale w mojej pracowni na pewno im to nie grozi.
Znalazłam jeszcze chusteczkę w kolorach błękitu i z niej próbuję coś wykrzesać , już wiem , że będą to maleńkie kwadratowe saszetki , które też wam pokażę przy okazji.
Może to trochę odtwórcze zajęcie , ale uwielbiam się bawić w takie drugie tchnienie niepotrzebnych rzeczy i pragnę uchronić je od zniknięcia. Tak sobie teraz myślę , że jakaś kobieta , potencjalnie , z wielką ochotą i radością haftowała te maleńkie , delikatne chusteczki , a potem gdy odeszał jej bliscy spakowali cały jej dobytek , całą pracę , która pochłonęła wiele godzin jej cennego życia , i oddali wszystko na przemiał. Nikt nie ocalił tego , co najpiękniejsze , pracy ludzkich rąk.....
Ja zawsze wyszukuję takie cuda z minionej epoki , by ocalić je od zapomnienia i zniszczenia , by dać im drugą szansę i miły dom. U mnie znajdą spokój.
wtorek, 29 kwietnia 2014
NOVA by GENNY MORROW
Witajcie!
Ach tak się zakręciłam na punkcie mojej novej pracy , że nawet nie mam czasu , by puścić dla was posta. Odkładałam to z dnia na dzień , ale przed majówką postanowiłam pokazać wam , co tak owładnęło moim czasem . To niesamowity wzór projektu Genny Morrow o nazwie NOVA. Wzór nie jest nowy , powstał w roku 1990 , a wydany w Studio M Production w 1991. Genny pochodzi z Lancaster z Wielkiej Brytanii. To ona wpadła na pomysł stworzenia wzoru o charakterze patchworku , wykonanego w różnych technikach haftu.
Tak wyglądał mój początek zmagań z tą wielką pracą.
Kolaż zdjęć po zrobieniu pierwszych dwóch rzędów wzoru.
Kolaż zdjęć po zakończeniu czwartego rzędu.
Kolaż po wyszyciu sześciu rzędów , czyli po minięciu 25 % całej pracy.
Czas by opowiedzieć wam dalej jak powstawał ten wzór. Autorka pisze tak:
" Projekt NOVA jest rezultatem wielu pomysłów , które dojrzewały i dorastały w głowach wielu ludzi. Chcę wyrazić głębokie uczucie radości , które przepełnia moje serce i wyrazić uznanie niesamowitym hafciarkom krzyżykowym , które asystowały mi w wielu drogach podczas powstawania tego projektu. Tj. Jean Hoover , Nancy Kirwin , Charlotte Lance , Betty Lou Pendelton , Sue Reed , Shari Strosser , Pat Timpanaro i Patti Wilkinson.
Wszystkie dały mi zachętę i moralne wsparcie , co bardzo mi pomogło ( obok poprawiania błędów ). Bez pomocy mojego komputera i wsparcia mego syna , jego cierpliwości i wytrwałości oraz uporu mego męża , ta praca nie ujrzałaby światła dziennego.
Ten projekt jest niekończącą się fascynacją i jestem pewna , że każdy z was , który wyszywa poczuje się tak jak ja i doda od siebie własną interpretację kolorów. Cieszcie się i bawcie się . "
Genny
Pomimo , ze wzór powstał w ubiegłym stuleciu , to jest bardzo fascynujący. Składa się z 396 kwadratów , każdy ma 12 X 12 krzyżyków , a to o zgrozo aż 57024 dziurki do obszycia. Wyszywa się go na mono kanwie 18 ct. Ja moją kupiłam w Hobby Studio. Nie ma co kombinować z innymi materiałami , bo tylko na kanwie można go wykonać , tak więc mój len poszedł w odstawkę. Wzór podzielony jest w poziomie na 18 rzędów oznaczonych cyframi od 1-18 i w pionie na 22 rzędy oznaczone literami od A-V. Każdy z kwadratów posiada swój własny schemat , a książka ze wzorem ma całe 102 strony. Na dzień dzisiejszy udało mi się przerobić już 37 stron wzoru hurrrrrrrrrrrra!
Nici zalecane do wyszywania to oczywiście DMC , ale jest też Anchor , oraz Eva Rosenstrand , które z braku dostępności zostały przez autorkę zamienione na pierwsze dwie. Ja zamieniłam jeszcze Anchor na DMC , bo mam sporą kolekcję tych nici i nie chciałam generować dodatkowych kosztów. W mojej książce na marginesie zapisuję ołówkiem moje uwagi dotyczące poszczególnych kwadracików , by nie zapomnieć ,co w nich było godnego uwagi , a co pokażę wam w kolejnych postach. Będzie to swoisty przewodnik po wzorze.
Wzór znalazłam na blogach Yenulkowe nitek poplątanie http://yenulka.blogspot.com/ i Cała ja http://aploch.blogspot.com/ u Agi i Ani. I choć one dawno już zaczęły swoją pracę , to mnie siekło dopiero teraz. Przy nieocenionej pomocy Yenulki - Agi , która pomogła mi zakupić w Stanach wzór , oraz służy mi wszelką pomocą merytoryczną udaje mi się tworzyć moją Novą. Gonię dziewczyny ile tylko starcza mi czasu , a przecież jestem żoną i matką dwóch dziewczynek i mam pełne ręce roboty. Poświęcam za to cały mój czas wolny na wyszywanie , przestałam czytać książki , teraz ich słucham przy wyszywaniu. To jest sposób , praca narasta , a ja przenoszę się w świat literatury i to jak łatwo.
Yenulko ! Bardzo ci jestem wdzięczna za okazaną , bezinteresowną pomoc , jeszcze raz wielkie dzięki!
Dziewczyny wzięły się do wyszywania od dołu wzoru , by podczas pracy materiał się nie zbrudził. U dołu wzoru jest przewaga ciemnych barw , ja jednak postanowiłam wyszywać po kolei jak jest w schemacie , czyli od góry. W ten sposób można u mnie zobaczyć inne kwadraty i inną kolorystykę , niż u Agi i Ani oraz Madzi , która tworzy trio z hafciarkami na literę A , a które tu pozdrawiam.
Zapomniałam jeszcze napisać o stronie technicznej tej pracy. Sprawdziłam sobie na kilku ściegach , że najlepiej dla mnie , dla wzoru i z powodu użycia kanwy 18 ct będę wyszywała podstawowe wzory 5 nitkami muliny , chyba , ze autor poleca inaczej . Wówczas dobieram też nici według mojego uznania i to mi najbardziej pasuje. Kanwę naciągnęłam na zwykły blejtram , z którego wcześniej usunęłam płótno . To dla mnie najlepszy sposób , nie chciałam nic kombinować z drewnianymi listewkami , bo szkoda mi czasu i zachodu. Blejtramowa rama jest bardzo lekka i można nią operować pod wieloma kątami , co bardzo ułatwia mi pracę. Poza tym nie kosztuje wiele , bo ok 15 zł , więc to najtańsze sprawdzone wyjście. Nie kupowałam też żadnego stojaka , czy uchwytu. Siadam sobie po prostu przy biurku jednej , czy drugiej córki , opieram górę ramy na blacie , a dół na kolanach i nie boli mnie nic , ani szyja , ani kręgosłup , ani ręce. Często obracam ramę o 90 stopni , by łatwiej mi było operować igłą i dostać się do środkowych kwadratów. Jestem zadowolona z tak zorganizowanej pracy. Mam też sporo miejsca na blacie na nici , książkę ze wzorem oraz herbatę.
Dziś jest 33 dzień od rozpoczęcia mojej pracy przy NOVej i mam już wyszytych 8 pierwszych rzędów , czyli 144 z 396 kwadratów czyli 36 % całości. Teraz jednak praca moja zwolni z powodu majówki , i innych takich przypadków. A już się nie mogę doczekać przekroczenia magicznej liczby 50 % wzoru.
To z pewnością praca mojego życia. Potrzebuję dużo czasu i wytrwałości , by ją ukończyć , ale chęci mam sporo jeszcze po takim czasie , więc będę parła do przodu. Trzymajcie za mnie kciuki .
Joanna
wtorek, 21 maja 2013
LAWENDOWE ESPRIT`Y
Witajcie!
Atmosfera troszkę się ochłodziła za oknem i zastanawiam się kiedy powróci gorące lato tej wiosny. Uwielbiam upały i wcale mi nie przeszkadzają , choć nie używam klimy , tylko staram się żyć z rytmem natury. Gdy gorąco na świecie , wstaję skoro świt , zrobię co do mnie należy , potem odpoczynek , jak w Hiszpanii , a wieczorem korzystam z pogody w 100 % do pierwszych deszczy i tak w kółko. Piję dużo wody z miodem , cukrem i solą. Może was to zaskoczyć , ale już poznałam zbawienny wpływ tej miksturki na upał i wcale nie przeszkadza mi to dziwaczne połączenie , które zapobiega odwodnieniu organizmu.
Szykuję się też w inny sposób na gorące dni. Właśnie dziś postanowiłam pokazać wam jak utrzymać świeżość i zadbać o buty latem. Pomysł ten zrodził się w mojej głowie już w zeszłym roku , gdy moja córka , która 5 razy w tygodniu trenuje na sali poprosiła mnie o poradę w kwestii obuwia sportowego.
Chciała pozbyć się wilgoci i drobnoustrojów w swoich sportowych butach i to zaraz po treningu. Pomyślałam i sporządziłam jej skarpetkę z supłem na końcu , a w niej wysuszone kwiaty lawendy. I o dziwo eksperyment zadziałał. Buty przez cały sezon były pachnące i świeże i nie miały tak przykrego zapachu szatni zbiorowej.
Teraz przyszedł czas na mnie , a to za sprawą zakupu nowych butów i to nie byle jakich , choć z bardzo wielkiej przeceny. Buty wykonane się w całości ze skóry i chciałabym by posłużyły mi na lata , bo są bardzo wygodne , a ja przywiązuję się do wygody. Postanowiłam wykorzystać pomysł z lawendą , a kiedy zobaczyłam w ogrodzie , że moje 28 krzaków tej prowansalskiej rośliny zawiązało już tysiące pączków , postanowiłam pozbyć się zeszłorocznych zapasów w ten oto sposób.
Wycięłam z kartki model wkładki buta i odrysowałam go na różowym materiale w kropeczki. Dokładnie sprawdziłam czy będą obie prawa i lewa wkładka. Następnie dodałam malutki hafcik na piętach , a co tam , w końcu uwielbiam takie akcenty i przeszyłam obie wkładki po lewej stronie , pozostawiając otwór na wywinięcie i na nasypanie lawendowego suszu.
Wkładki napełniłam lawendą , ale z umiarem , by się nie wybrzuszyły , by były płaskie i umieściłam je w butach. Próbowałam nawet wcisnąć tam stopę i nawet się udało , ale nie w tym rzecz. Przecież wkładki mają tam spoczywać , gdy buty też odpoczywają po spacerze w upalny dzień.
Podczas tej zabawy taki zapach roztaczał się po całym pomieszczeniu , że przewenytlowałam się do dna płuc i teraz jestem trochę odurzona. Nie przeszkadza mi to jednak , bo kocham ten zapach , a olejek lawendowy jest przecież antyseptyczny , więc inhalacja była przy tym cudowna.
Polecam wszystkim dbającym o buty , by zaopatrzyli się w takie wkładki. Nie widziałam , by można było je kupić , są ze srebrną nitką i innymi cudami , ale wiem dobrze , że coś co jest na pieprz suche wspaniale pochłania wilgoć. Kiedy pływamy w butach dosłownie , jest jeszcze jeden czarodziejski sposób na pozbycie się tego efektu , a mianowicie sól. Gruboziarnista sól wspaniale pochłania wilgoć , a w połączeniu z lawendą , nie pozostawi miejsca na kolonizowanie naszych butów przez mikro świat. Spróbujcie , bo warto!
Joanna
poniedziałek, 26 marca 2012
KOLEKCJA KREATYWNOŚWCI
Witajcie w ten słoneczny dzień. Tak mnie dzisiaj wzięło na porządki w moich zdjęciach i odnalazłam coś ciekawego. W czasie zeszłorocznych , wiosennych porządków powstała taka oto kolekcja. Zbiór moich fantazji kreatywnych i marzeń o miejscu dla tych wszystkich cudactw.
Minął już rok , a pokój na kondygnacji -1 jeszcze nie w pełni gotowy. Tak też wiele rzeczy ze stołowego zbioru czeka na powieszenie , na schowanie i uporządkowanie. Zawsze jednak mam na głowie inne obowiązki , lub zajęta jestem co rusz to nowym projektem. Tak się wtedy dzieje , że przybywa rzeczy , ale nic nie jest na swoim miejscu.
Mobilizacja , jeszcze raz mobilizacja , to będzie moje hasło na kwiecień. Mam wreszcie nowe-stare mebelki w których poukładam moje skarby. Zaopatrzona w wiertło nr 6 wyskoczę na ściany , by porozwieszać oprawione obrazki. Z resztą pójdzie łatwiej. Obym tylko po tak sumiennych porządkach niczego nie poszukiwała.
Tak sobie patrzę na te fotki i widzę , że niektóre rzeczy mieszkają już w innych domach. Tęsknię za nimi , ale wiem , że trafiły do osób , które potrafią docenić prace HAND MADE. Przyznam wam się , że to w naszym kraju ciągle rzadkość. Jeśli porównam sobie region w którym mieszkam , gdzie pasmanterie ledwo zipią z braku klientów , za to hipermarkety i galerie królują , do włoskich alpejskich malutkich miasteczek , gdzie wszystko do haftu , szycia i innych technik znajduje się w 7 na 25 sklepików , to chce mi się wyć. Co za dziwny naród ci Włosi myślę , taki u nich niby kryzys , a w sklepikach pełno kupujących , wydających swoje " skromne pensyjki". Nie myślcie , że są to turyści , to miejscowe kobietki , do lady nie można się dopchać , a każda kupuje motki , kordonki i inne różności. I zapewne miło im się dzierga patrząc na szczyty Alp. Postaram się pokazać wam w jakie cuda tam się zaopatrzyłam , ale to innym razem.
Jak same widzicie na wielkim stole , który ma już swoje 100 letnie urodziny dawno na koncie , jest taki misz masz technik , że można dostać oczopląsu. Może za bardzo gnam do przodu , wszystkiego chcę spróbować , nauczyć się . Po co to robię - bo to kocham , to nasłonecznia moje dni , daje wytchnienie i wyciszenie. Daje mi czas bycia samej ze sobą , zwolnienie tempa i powrót do źródła.
W takich chwilach można odnaleźć spokój i ukojenie. Zatrzymać się świadomie i nie gnać do przodu na złamanie karku , bo ile w końcu człowiek może znieść tego wariactwa świata. Dokąd my wszyscy tak lecimy i w jakim celu , co to nam daje . Nie szukam już odpowiedzi na te i podobne pytania - hamuję i już , bo tak mi dobrze , a inni niech biegną...
Pomyślcie sobie o tym wszystkim.....
Joanna
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)






.jpg)
.jpg)



.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)