Translate

wtorek, 26 czerwca 2012

STARE SŁOJE WECKA


Lawendowa zabawa już zakńczona. Cieszę się , że nie zawiodłam waszych oczekiwań i , że jesteście zadowolone z lawendowej herbatki. Dziękuję za wszystkie miłe emaile i słowa uznania. Dziękuję również za miłe upominki , które zapychają moją skrzynkę. Jesteście wspaniałe dziewczyny. Poprzez tą zabawę udało mi się poznać nowe blogi i nowe osoby za co wam dziękuję.


Dziś będzie bardzo skąpo , jutro uciekam na wakacje i tam , w miarę możliwości poślę wam jakiś nowy post. Będzie to na pewno rzadziej , ale będę miała możliwość podglądać to co robicie , więc mój oddech nad ekranem będziecie mogły sobie wyobrazić.


Teraz opowiem wam jak powstały moje nowe , kuchenne lampiony ze starych słoików wecka. Na początek wyszukałam kilka starych , wysokich słoi na strychu starej kamienicy. Dwa już zagospodarowałam. Jeden dostał papier różowy w delikatne kropki , a drugi papier podobny do kalki technicznej , mlecznobiały , oraz zrobione na drutach ubranko.


Na zdjęciach pokazałam wam kilka wersji tej dekoracji. Może , a nawet na pewno , zdjęcia nie oddają w pełni klimatu na moim kuchennym parapecie , a wszystko to wina pogody. Zachęcam wszystkich do takich miłych i łatwych dekoracji , które można zrobić z niczego. Uciekam zatem do pakowania i życzcie mi cudnej pogody. Jeśli będzie padało cały lipiec , to przyhaftuję każdą kroplę deszczu , z zdjęcia wam poślę zapłakane....
Joanna




poniedziałek, 11 czerwca 2012

LAWENDOWA HERBATA


Już powróciłam do rzeczywistości , po pobycie nad morzem i to właśnie tam mnie natchnęło do zrobienia niespodzianki. Ogłaszam zatem miłą zabawę. Kto ma ochotę popróbować mojej autorskiej lawendowej herbaty w zaciszu swojego domu , to miło zapraszam.


Mieszanka herbat to moja słodka tajemnica , ale zaręczam wam , że smak jest cudowny. Zamknęłam ją w papierowych saszetkach , więc idealnie zmieszczą się do dzbanka. Cały produkt jest ekologiczny , choć posiada tylko certyfikat Fabryczki z Mglistego Snu. Lawenda jest z mojego ogrodu , a resztę składników zakupiłam w sklepie ze zdrową żywnością.



W każdej saszetce mieści się tyle herbaty ile potrzeba do zaparzenia dużego imbryczka. Można zatem delektować się tym smakiem cały dzień. Nie wolno jednak przesadzać , jak to bywa z ziołem.Lawenda lekarska była i jest jednym z najbardziej kochanych ziół za jej zapach. Napar z lawendy lekarskiej lub wdychanie olejku lawendowego posiada cudowne właściwości relaksujące zarówno ciało jak i umysł. Lawenda lekarska to świetny środek na nerwice, nerwowość oraz na fizyczne objawy spowodowane stresem takie jak: napięciowe bóle głowy, migrenę, palpitacje oraz bezsenność. Olejek lawendowy jest uważany jako środek balansujący emocje, podnoszący na duchu, łagodzący depresje oraz balansujący wewnętrzną dysharmonię. Lawenda lekarska posiada również właściwości regenerujące system nerwowy, przywracania żywotności ludziom cierpiącym na wyczerpanie nerwowe. Tak więc czego jeszce chcieć więcej.



Kilka wskazówek dla amatorów - ogrodników.
Lawenda lekarska pochodzi z Francji oraz z obszarów zachodnich Morza Sródziemnego. Lawenda lekarska jest uprawiana na całym świecie dla jej olejków lotnych, oraz jest również hodowana jako roślina ogrodowa.
Lawenda lekarska jest ziołem wieloletnim. Wystepują liczne jej odmiany, między innymi karłowata odmiana. Tam, gdzie zimy są surowe, należy wybierać do sadzenia gatunek bardziej odporny, np. lawendę angielską. Lawenda powinna być okryta na zimę. Lawenda lekarska rozmnaża sie najlatwiej przez podział korzenia.
Lawenda lekarska toleruje różne typy gleb, ale rośnie najlepiej w suchej, piaszczystej, dobrze osuszonej, zasadowej glebie. Jeśli jest sadzona w kwaśnej glebie, glebę należy zneutralizowac dodając wapień. Tolerowane pH waha się w granicy 6.4 do 8.2. Lawenda lekarska wymaga pełnego słońca. Nie należy sadzić tego zioła w zacienionych, mokrych miejscach ponieważ nie będzie rosło lub nie będzie kwitnąć.
Sadzić nasiona lawendy lekarskiej w pomieszczeniu na 10 – 12 tygodni przed datą ostatnich przymrozków wiosennych. Aby przyspieszyć prędkość kiełkowania nasion, należy zmrozić nasiona w lodówce na kilka tygodni przed sadzeniem. Nasiona należy sadzić nie głębiej niż 6mm. Roślinki kiełkują od 14 do 28 dni. Sadzić młode rośliny na zewnątrz po ostatnich niebezpieczeństwach przymrozków.
Ponieważ nasiona różnych gatunków lawendy potrzebują dużo czasu na kiełkowanie, młode roślinki rosną bardzo wolno, łatwiejszym sposobem na wyhodowanie dorosłej rośliny jest rozmnażanie lawendy poprzez obcinanie łodygi, co powinno się odbyć na wiosnę lub na jesieni. Rośliny powinny być oddalone od siebie na odległość 30 do 90cm.
Do roślin sadzonych w doniczki powinien być dodawany użyźniacz w płynie, aby pomóc roślinie kwitnąć.
Pomimo że lawenda angielska potrafi „żyć” 20 do 30 lat, po kilku latach staje się nieładna i wymaga obcinania starych gałązek. Robi to się wiosną i następnie wczesną jesienią.
Obrywanie końcówek gałązek zanim roślina zakwitnie podczas pierwszego roku, powoduje, że roślina staje się bardziej gęsta i obfita w kształtach. Lawenda lekarska jest podatna na owady, gąsiennice, oraz na choroby wywołane grzybami, np. plamy na liściach. Nie sadzić lawendy lekarskiej w bardzo wilgotną ziemię, gdyż w takich warunkach korzeń zaczyna gnić. Lawenda lekarska zostawiona na zewnątrz powinna być okryta ściółką, słomą, aby ochronić ją przed zimnem.


Lawendowej herbatki udało mi się sporządzić 28 saszetek , więc kto pierwszy , ten lepszy. Nadmienię jeszcze , że jedna osoba może otrzymać tylko 1 saszetkę , takie są twarde reguły i nie może być mowy o negocjacjach. Trochę mnie to kosztowało zachodu , bo musiałam nieźle naszukać się odpowiednich , herbacianych opakowań , ale udało mi się i jestem tak szczęśliwa , że znów mogę podzielić się z wami odrobiną moich kuchennych czarów.

Joanna

środa, 6 czerwca 2012

MGLISTY SAMPLER W OPRACOWANIU


Witajcie u mnie , w moim kąciku. Praca wre na 100 fajerek. Jakiś czas temu znalazłam w necie udostępniony wzór przepięknego Samplera. Tak bardzo chciałam go wyszyć podczas wakacji. Zamówiłam więc w Hobby Studio Aidę Zweigarta nr 18 o zwiększonym rozmiarze ( 42x54cm) , bo haft nie mieścił się na standartowym kawałku (33x49cm). Kolor oczywiście błękitny , tak jak autor wzoru to zaproponował . Taka byłam zadowolona i pełna energii do zrobienia tej pracy , że podskakiwałam do sufitu.


Przyszykowałam białą mulinę i wydrukowałam wzór. Jakie wielkie było moje zaskoczenie i zawód , gdy zobaczyłam , że schemat jest zwyczajnie zamglony-nieostry. To czasem celowy zabieg publikującego , ale tak , czy owak , ze zdjęciem nie można nic począć . Nie pomogły zmiany formatu wydruku. Nie pomogło poszukiwanie innej wersji , gdyż wszystkie , które znalazłam , są kopią podstawowego zdjęcia. Nie pomogła też pomoc innych maniaków haftu X. Jednak Polak potrafi. Postanowiłam sama opracować wzór i mimo wszystko spróbować go wyszyć. Zdjęcie całości publikuję poniżej. Jest piękny , taki niecodzienny i oryginalny , że muszę go mieć w mojej kolekcji.


Zabrałam się zatem do rozpisywania po troszeczku diagramu , zaznaczając kropeczkami , przy pomocy najdelikatniejszego pisaczka , miejsca pokazane na zamglonym wzorze. Następnie po troszeczku i bardzo uważnie , przeliczając wszystkie kratki , zaczęłam wyszywać wzór. Jak widać po zdjęciach da się to rozpracować. Niestety , nie podjęłam się wyszywania samplera na lnie , gdyż miałam obawy , czy przy takim natłoku trudności , dałabym radę wszystko poprzeliczać. Postanowiłam też zliczać ile godzin pracy potrzeba by wyszyć ten wzór. Zliczam sobie więc minutki i na pewno wyjdzie mi spora liczba. Robię to oczywiście dla zabawy.


Kibicujcie mi wszyscy , a jak wyjdzie mi i nie zniechęcę się , lub nie utknę w martwym punkcie ( to byłoby najstraszniejsze ), to podzielę się ze wszystkimi chętnymi tym cudownym wzorem. Jestem teraz na początku długiej drogi , ale nie mam zamiaru zdezerterować. Dam radę !


Obiecałam jeszcze ciekawskim , że napiszę jak przeliczam i rozmieszczam wzór na materiale. Na drugim zdjęciu widać nawet moje zapiski , które zawsze robię przed przystąpieniem do pracy. Załamałabym się , gdyby po kilku tygodniach pracy z igłą , okazałoby się , że zabrakło mi materiału , lub wzór nie jest w centralnym jego punkcie.
Tak więc powracając do tematu na początek odliczan 10 dziurek ( czyli 10 miejsc na X) , następnie zaznaczam je i mierzę linijką ile mają cm. Np Aida 18 - 10 dziurek to 1,5cm. Następnie liczę ile krzyżyków ma haft w pionie i poziomie. We wzorach , krzyżyki poprzedzielane są poprzecznymi i podłużnymi liniami co 10 kratek , więc mam ułatwione liczenie. W tym wzorze w poziomie jest 320 kratek , a w pionie 250 kratek. Teraz czas na kalkulator.
320x1,5cm=48cm 250x1,5cm=37,5cm
Wiem zatem ile potrzebuję materiału - 48x38cm + dystans. W tym przypadku nie zostanie wiele materiału po bokach , gdyż materiał ma 54x42cm , ale wiem , że haft się zmieści. By wyznaczyć idealnie środek składam materiał na czworo i zaznaczam centralny x nitką , a pisakiem na diagramie środek wzoru. Od tego miejsca zaczynam zawsze moją pracę. Następnie " rozlewam " cały wzór w cztery strony świata. Zawsze sprawdza mi się ta technika , po prostu jest niezawodna , a bardzo potrzebna , gdy używam wielu różnych materiałów , a szczegółnie lnu.
Mam nadzieję , że to co napisałam nie jest zbyt zawiłe , jeśli chcecie mnie o coś zapytać , to z chęcią odpowiem. Wystarczy do mnie napisać emaila.
Miłego i owocnego wypoczynku!
Joanna


wtorek, 29 maja 2012

SAMPLER CZYLI LEN ZA SZYBKĄ


Dziś częściowa odsłona mojego twórczego zakamarka , który mozolnie powstaje w miejscu dawnego garażu na pięterze - 1/2. Tak , kiedyś tu był pokój na autko , ale nie spełniał swojego zadania . Kiedy nabyliśmy dom w pięknej okolicy , był cały do remontu i miał garaż. Początkowo miało tak zostać , lecz gdy przyszła śnieżna zima , okazało się , że są poważne problemy z wyjazdem pod górkę po oblodzonym podjeździe , że jest zbyt stromo i ciasno , a samochód tańczy od lewej do prawej burty. Tak więc zamiast bramy wstawiliśmy wielkie okno i mam teraz moją pracownię. Marzy mi się w niej prawdziwy ogień , ale nie wszystko na raz. Na razie ustawiłam już kilka mebelków i poszukuję stołu na toczonych nogach. Zobaczymy kiedy go upoluję.


Sampler , nad którym się napociłam wiele dni , doczekał się wreszcie odpowiedniej oprawy. Robiłam go w zeszłym roku na wakacjach i w dalszym ciągu przypomina mi tamte cudowne , beztroskie dni i ciepełko. Deszczu nie pamiętam , gdyż w każdy taki dzień pilnie dziergałam i nie oglądałam się co się dzieje  za oknem. Obrazek powstał na lnie do haftu , oczywiście krzyżykiem , co widać dokładnie. Haft jest bardzo drobny , wyszyty białą mulinką z kłębka. Tak , nikt się nie przesłyszał , dawno temu udało mi się kupić cały kłębek muliny.  Jest fantastyczna , przy biełych haftach. Odwijam tylko ile potrzebuję i dzielę  na 3 pasma po 2 nitki i co najważniejsze , nigdy się nie kończy - na razie.


W tym miejscu muszę koniecznie podziękować Maji 71(htpp://tymczasem-maja71.blogspot.com) , która zawsze wesprze mnie super dobrą radą , za to , że podpowiedziała mi , gdzie mam udać się z moim haftem , by był pięknie oprawiony , oraz użyczyła mi wzoru , o czym pisałam już latem. Dobrze mieć takiego dobrego duszka w okolicy. Jeśli ktoś z was wyszywał już na lnie , to doskonale wie , jaki to trudny materiał. Praca z nim wymaga tamborka i dobrze wyrobionej ręki. Nie można zbyt zaciskać nitki , ale także haftować zbyt luźno. Na koniec oprawa , też nie łatwa. W moim przypadku trwało to prawie rok.


Na początku delikatnie wyprałam w rękach moje wypociny , podsuszyłam i wyprasowałam , nadmienię , że kilka razy , bo len taki już jest. Potem na lewej stronie na gorąco przykleiłam flizelinkę , by nitki materiału nie " tańczyły". Ale i to na nic się nie zdało. a radą Maji umocowałam haft na cieniutkiej desce i wydawało mi się , że teraz będzie już super. Jednak pan ramkarz , jak go nazywam , nie był zadowolony z tak przygotowanego obrazka. Umówiłam się z nim , że na jego odpowiedzialność , zdejmę robótkę z deski , a on oprawi mi ją po swojemu. Wyobraźcie sobie , jak waliło mi serce , gdy szłam odebrać gotowy obrazek. Muszę przyznać , że jestem zadowolona tak na 85% , ale nie miałam już siły na jakieś tam wymysły. Sprawa została zamknięta , mam nadzieję , że odbędzie się bez reklamacji , tzn haft nie spłynie i nie powstaną powietrzne brzuchy. Dziś wygląda ślicznie i delikatnie. Wielkość oprawy to 59x60 cm , a haftu 40x42 cm. Moim zamysłem było przykrycie go w klasycznym szkłem. Pomimo tego , iż nie wszystkim się podoba pobłysk i odbicia , które powstają na tafli , ale ja uwielbiam ten czar , co widać na zdjęciu u dołu. Haft to delikatna koronka do bieluśkiego wnętrza. Ramka ma kolor srebrno złoty , choć nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciu i idealnie podkreśla lniany materiał. Jest perfekcyjnie.


Nie dajcie się tylko zwieźć tej wszechobecnej bieli i stylowi vintage. Muszę to powiedzieć , to tylko moje atelieu , pracownia i azyl , reszta domu ma kolory normalne - na razie. Mam nadzieję , że nikt z domowników tego nie podczytuje , bo mają nadzieję żyć w świecie kolorów , a ja , no cóż niekoniecznie.

Dziękuję za wspaniałe e-maile i komentarze po ostatnim słodkim poście.
Joanna

wtorek, 22 maja 2012

TORT 3 D


 Witajcie w tak piękny i letni dzień , choć to jeszcze środek wiosny. Zapraszam was dziś do mojej kuchni , gdzie powstają przeróżne smakołyki. Rzadko coś pokazuję , bo nie to jest tematem moich blogowych postów. Nie lubię pisać o kotletach i sałatkach , ani klopsach. To pozostawiam innym blogerkom. Zachęcam was jednak do upieczenia wspaniałego tortu 3D. Może wygląda to dosyć skomplikowanie , ale takie wcale trudne nie jest. Jak widać na zdjęciach tort nie jest idealnie gładki jak z cukierni , ale to jego zaleta , nie wada. Zrobiony tylko z naturalnych produktów i bez polepszaczy zadowoli wszystkoch smakoszy.


Cała zaleta tego ciasta , to jego kształt i wygląd , gdyż pod lukrem kryje się najzwyklejszy , ale najwspanialszy biszkopt z przepysznym kremem. Jak to zrobić? Poczytajcie , a uda wam się na 100%.

Trzeba upiec dwa biszkopty , najlepiej po kolei. Oto mój przepis niezawodny. 4 jajka zmiksować na pulchną masę ze szklanką miałkiego cukru , dodać 3/4 szklanki mąki tortowej i 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej ( mąkę wymieszać delikatnie bez użycia robota kuchennego) i ciasto gotowe. Przełożyć je do tortownicy ( średnica 24 cm) wysmarowanej tłuszczem i posypanej mąką. Piec w nagrzanym piekarniku w temp 175 C . Jeśli udało wam się je już upiec , to czas na krem.


Krem jest również wspaniały i smaczny , choć do niego potrzeba 2 kostki ciepłego masła , 10 łyżek cukru pudru , cukier waniliowy , 4 jajka , 1 serek homogenizowany waniliowy i 4 listki żelatyny , oraz 100g spirytusu. Na początek wyparzam jajka , bo to podstawa , przy surowych kremach. Następnie miksuję je na puszystą masę wraz z cukrem pudrem i cukrem waniliowym. W drugim naczyniu ucieram masło i stopniowo dodaję puszysty sos z jajek i cukru. Potem czas na serek waniliowy i spirytus. Wlewam go bardzo delikatnie , po jednej łyżce , w czasie miksowania i smakuję , by krem nie był za ostry. Na koniec dodaję stopniowo żelatynę rozpuszczoną w małej ilości gorącej wody( trzeba troszkę przestudzić) i gotowe.


Tak więc mamy już 2 biszkopty i krem , pora teraz zabrać się za formowanie tortu. Biszkopty przekrajam na połówki i smaruję kremem. Najpierw pierwszy krążek , następnie przykrywam go drugim kółkiem. Kolejne dwa przycinam tak, by powstał idealny rozmiar 2 piętra. Używam do tego metalowego , rególowanego koła . Tak powstają 2 średnie koła , a odpadem są 2 okręgi , które stworzą 3 piętro. Piętro 1 jest już gotowe. Teraz smaruję krążki śrdnie kremem i układam je na torcie. By wszystko się dobrze trzymało i nie rozjechało , przycinam słomki do napojów i wtykam je w środek ciasta , dla utrzymania ciężaru ostatniego piętra i by zapobiec wędrówce ciasta na boki. Ostatnie piętro powstaje z posmarowanych kremem i zwinętych w ślimaczki 2 okręgów , które nadziewam na wystające słomki i już mam kształt 3D. Całość wstawiam na kilka godzin do lodówki , by wszystko dobrze zastygło.

Może tak jak sobie czytacie , to wszystko wydaje się takie długie , skomplikowane i trudne , ale tak nie jest. To wspaniała zabawa , a napisałam tu krok po kroku , bo wiem , że niektórzy z moich gości chcą wiedzieć wszystko po kolei. Sama też nie lubię przepisów typu składniki : i połączyć i gotowe. Taka zabawa to w tort 3 D to dla mnie super relax i zaspokojenie moich twórczych zapędów. Muszę przecież robić coś z rękami.

Kiedy tort już schłodził się w lodówce mam czas na zrobienie piankowego , różanego lukru. Kolory zewnętrzne , mogą być dowolne i nie raz już pisałam o tym jak je uzuskać , ale mogę jeszcze raz przypomnieć. Żółty - kurkuma , różowy - koncentrat barszczu , zielony - surowy sok z pora , błękitny-kurkuma i sok z pora. Pamiętajcie jednak , że kolorowanie w ten sposób daje bardzo delikatne barwy-pudrowe , gdyż dodajemy tylko odrobinę pigmentów , by lukier nie zmienił smaku.

Lukier piankowy robię w następujący sposób. Ubijam pianę z trzech jajek , dodaję podczas miksowania 300-350 gram cukru pudru i kolor , a na koniec rozpuszczoną żelatynę ( 3 płatki ). Wkładam masę do rękawa cukierniczego i nie zwlekając dekoruję lukrem tort zaczynając od góry , do dołu. Kiedy wszystko jest już znakomicie polukrowane pozostawiam tort do wyschnięcia w chłodnym miejscu , a kiedy wyschnie dekoruję żywymi kwiatami i zajadam się nim z moimi gośćmi. Do dekoracji używam tylko delikatnych kwiatków z mojego ogrodu i łąki nieopodal , ale w zimie , gdy dostępne są tylko cięte kwiaty , doskonale sprawdzają się róże i storczyki , oraz gipsówka.
Zachęcam wszystkich do spróbowania takiej radosnej i słodkiej twórczości.
Joanna

środa, 16 maja 2012

Nowe kolory DMC



Witajcie!
Dziś pokażę wam jakie efekty można uzyskać łącząc kolory mulinek we własnym kąciku hafciarskim. To taki mój prywatny eksperyment. Nie wiem , czy już wpadłyście na to , jak w bezpieczny sposób dorobić się dodatkowej palety kolorystycznej , gdzie możliwość kombinacji jest , jak dla mnie , nie do przeliczenia. Może już kiedyś tak robiłyście , ale dla mnie to nowość.


Wpadłam na ten patent poszukując kolorów potrzebnych do wyhaftowania takiego oto milutkiego , maleńkiego samplerka. Jego wzór znajdziecie w poprzednich moich postach , więc już go dziś nie udostępnię. Niestety nie mogłam znaleźć koloru idealnego , jak na zdjęciu gotowego haftu , gdyż internet nieco kłamie i kolor podany , nie jest osiągalny w zasobach DMC.


Muszę się jeszcze przyznać , że ta barwa , którą otrzymałam , nie jest doskonała , ale spodobał mi się ten melanż. Wspaniale pasuje  do błękitnego , ceramicznego serca i wianuszka z gałązek clematisu. Tak to już jest w moim ogrodzie , że na kompost nic nie trafia. Wianek uplotłam z zeszłorocznych zeschłych pędów , bo i tak musiałam wszystko poprzycinać po ostrej i niszczącej zimie. Teraz cieszy moje oczy w takiej formie , a clematis pięknie odrasta i zaczyna się zielenić.


Do haftu użyłam nici DMC nr 4145 oraz 4020. Na białej Aidzie 18 wyszywałam dwiema nitkami mulinki , biorąc po jednej niteczce z każdego koloru. Nie miałam  problemów z plątaniem się nici , gdyż DMC to dla mnie najwyższa jakość .


Jestem zadowolona z efektów i poeksperymentuję na pewno jeszcze nie jeden raz. Was też do tego zachęcam . Nie wszystko da się kupić , czasem warto zajrzeć do szuflady i skorzystać z jej zawartości. Tak szybko mijają mi dni , że dopiero dziś spojrzałam do bloga i aż złapałam się za głowę . Jak ja długo nic nie pisałam.

Całusy i uściski dla wszystkich moich bywalców.
Joanna


czwartek, 26 kwietnia 2012

LA BRODERIE BLANCHE


Na początek , po długiej przerwie, witam was słonecznie i cieplutko. Zapewne z niecierpliwością tu dziś zaglądacie , by zobaczyć ,  kto został tym szczęśliwcem i zgarnął nagrodę w moim CANDY.
Z wielką przyjemnością ogłaszam , że świeczki - babeczki polecą do :
MONLANDII.
Gratulacje Moniko.
Proszę cię o kontakt na skrzynkę , byśmy mogły umówić się co do przesyłki.


Nagroda już wylosowana , więc mogę śmiało napisać coś na temat tego wspaniałego haftu. Inspiracją do jego stworzenia był cudowny prezent , jaki dostałam od mojej nieocenionej siostry. Z samiutkiej Francji przywiozła dla mnie książkę La Broderie Blanche. Długo zabierałam się do tworzenia tego wspaniałego , misternego dzieła. Pokonałam wiele nieudanych prób i wiele wprawek wylądowało w koszu na śmieci , nim powstała to bieluśka poduszka.

Haft rodowodem ze Niemiec , jest delikatny , a do jego wykonania potrzeba wielkiej cierpliwości i czasu. W Polsce nosi on nazwę Haft ze Schwalm. Bardzo podobny wzorami do Haftu Angielskiego , zawierający elementy Richelieu. Ja dodałam do tego jeszcze szydełkową koronkę z białego kordonka , by poduszka była jeszcze bardziej słodziutka.


Napracowałam się nad nią tak bardzo , że nie wiem kiedy podejmę kolejną próbę . Mam jednak zobowiązanie wobec mojej siostry , której obiecałam , jakiś drobiazg z tym motywam. Na razie jednak odpoczywam w innej technice.


Do stworzenia takiej podusi użyłam białych nici DMC , zarówno muliny , jak i PERLE , oraz kordonka. Materiał jaki wybrałam ma długą historią. To bawełna ze starego prześcieradła , taka , jakiej już w obecnej chwili nie można kupić z metra w sklepie. Jest ona delikatnie tkana i przypomina batyst. Mogłabym jeszcze postarać się o błękitne obszycie poszewki do poduszki , by haft był bardziej widoczny , ale zabrakło mi już czasu , a tak bardzo chciałam wam pokazać , jak miło można spędzić wiosenne niepogody w zaciszu domu.
Jeszcze raz gratuluję zwyciężczyni i pozdrawiam wszystkich , dziękuję również za tak wielkie zaintresowanie moim candy. Zapewniam was , że jeszcze przed wakacjami ogłoszę następne losowanie , bo już mam coś przygotowane i to w dzisiejszym temacie , ale to będzie niespodzianka.
Joanna

czwartek, 12 kwietnia 2012

WYNAJMĘ MIESZKANKO NA LATO

Witajcie!
Bardzo , bardzo wam dziękuję za wspaniałe słowa , które spływały na mojego maila , w tak cudowny czas wielkanocny , a także za niespodziewane prezenty , które o mały włos , a nie rozsadziłyby mojej skrzynki. Podziękowałam wszystkim z osobna i zapewniam na forum , że wszystkim miłym osobom, których niespodzianki odebrałam , poślę cosik z mojej kolekcji. Nie zdradzę na razie co , bo muszę troszkę nad tym popracować.




W dzisiejszej odsłonie małe ogłoszenie: WYNAJMĘ MIESZKANKO NA LATO miłej , świergotliwej parce , by pod moim czujnym okiem mogła w spokoju doczekać się zdrowego i ślicznego potomstwa. Tak się składa , że przez całą mroźną zimę dokarmiałam malutkie ptaszyny , a teraz zaprosiłam je do mojego ogrodu na lato. To dla nich przy pomocy kilku pomysłów powstał długi loft.



Na początku domek dekorował mój zimowy ogród i pięknie wyglądał pomiędzy kwitnącymi o tej porze rododendronami , ale teraz nadeszła już ostatnia chwila , by zamieszkały w nim ptaki. Mam nadzieję na udane narodziny wrzeszczących i wiecznie głodnych lokatorów.



Domek nie jest typowy , raczej tunelowy. Zrobiłam go z tego co pozostało po wizycie znajomych , a mianowicie skrzynki na wino. Zapewne to widać. Pomalowałam go białą nietoksyczną farbą , wywierciłam koślawy otwór , doczepiłam drążek , by ptak mógł spokojnie przycupnąć i wytrzeć nóżki. Budka jest otwierana od spodu , zablokowałam jednak małym gwoździkiem ruchomą część dla bezpieczeństwa mieszkańców. Na wierzchu ozdobiłam całość taśmą ozdobną , a daszek zalałam resztkami stearyny , która pozostała mi po ostatnich zabawach ze świeczkami. Uznałam , że to najlepszy sposób na zaizolowanie daszku przed deszczem. Zapewne budka będzie tylko jednosezonowa , ale za to jaka ekologiczna. Po udanym sezonie zapewne przez zimę nieco się rozeschnie i zniszczy , wówczas spalę ją w kominku zamiast topić Marzannę na powitanie wiosny , a przez ten czas uzbieram na pewno kilka skrzynek po winku i powstaną nowe domy.




A tak prezentuje się dom gotowy do wynajęcia.


Całuski Joanna




Cieszę się , że tak wiele osób zapisuje się na moje wiosenne CANDY , będzie co losować.