Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 maja 2016

PATCHWORK Z KORONEK


Witajcie!

Znów obsuwa z postami. Czas mija nie ubłagalnie.  Wpadłam zatem na chwilkę by wam coś pokazać i zaraz zmykam , bo w sobotę szykuję wielką imprezkę - moja córka ukończy 18 lat. Oj będzie się działo.


W międzyczasie udało mi się cosik uszyć. Pomysł chodził mi już po głowie od dawna i od dawna miałam zgromadzone piękne koronki. Wszystkie znalezione w sklepach z różnościami , stare poszewki , taśmy , lamówki i szydełkowe delikatne wykończenia. Wszystko pocięłam , poskładałam jak puzzle i powstała nowa poduszeczka do mojego wnętrza.


Zabawa prawie dziecięca , dająca tyle radości , że aż trudno mi opisać. Rozmiar poduszki powstał spontanicznie , tyle ile było koronkowych skrawków , czyli jakieś 60X40cm.
 

Uwielbiam patchworkowe zabawy , może troszkę inne , niż można zobaczyć w necie. Po pierwsze wszystkie materiały , których używam , to stare sprane tkaniny. Po drugie patchwork taki spontaniczny i bez pikowania ma coś w sobie z prawdziwej wolnej twórczości. Może osoby , które zajmują się patchworkiem geometrycznym oburzą się na mnie za samo nazwanie mojej poduszki patchworkiem , ale to coś pomiędzy aplikacją a patchworkiem jednak jest.


Do tego jeszcze jedno spojrzenie na moje miejsce do pracy już uprzątnięte i czekające na kolejne wyzwanie. 

Pozdrawiam gorąco w te całkiem letnie dni.

Joanna


niedziela, 6 grudnia 2015

STOPER ŚWIĄTECZNY


Witajcie!

Dziś inauguracja postów o tematyce Bożonarodzeniowej . Udało mi się znów coś obfocić , zanim opuściło moją pracownię. Mało się w niej dzieje ostatnimi czasy , a wszystko za sprawą Samplera , który w wolnej chwili się robi i oczywiście przygotowań nie tylko do świąt. Z końcem roku trzeba pozamykać wszystkie ważne sprawy i z wolną głową wejść w Nowy 2016 Rok. Tak też czynię i dlatego jestem bardzo zagoniona. Dam radę , dam radę , plącze mi się codziennie po głowie od rana do wieczora , a zadań na liście nie ubywa , zauważam nawet tendencję wzrostową. Kto też tak ma ręka w górę.


Tak to w życiu bywa , że obiecałam stoper mojej sweterkowej modelce , która czasem prezentuje moje drutowe poczynania. Przyszedł czas na rewanż , czasu było mało , a odwiedziny z drugiego końca Polski bardzo miłe i bardzo niespodziewane. Tym mniej czasu pozostało , gdyż jeszcze wypadły mi całe dwa dni w Krakowie i jak to w życiu bywa , gdy tylko powróciłam z Miasta Królów Polskich , pomimo zmęczenia i późnej pory zasiadłam do maszyny . Jak z dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyczarowałam ten STOPER. Jak to teraz się szybko napisało , ale w rzeczywistości trochę było to dłużej. Ha ha ha , wiadomo!


Wiecie co najpierw zrobiłam , otworzyłam bloga by sprawdzić jak to uszyć od początku , by dużo nie myśleć , nie kombinować , tylko by było bez komplikacji. Ania przesłała mi fotkę swojego nowego salonu po remoncie i udało mi się dopasować kolory materiałów do jej szarości. Dobrze , że chomikuję różne bawełniane materiały , bo inaczej  bym piszczała. Jak bardzo się cieszę , że udało mi się zmieścić w czasie i już kolejnego dnia STOPER znalazł się w rękach nowej właścicielki. Dałam radę i jestem z siebie dumna. Muszę przyznać , że coraz szybciej idzie mi to szycie maszynowe. Może pomogło serwisowanie maszyny , teraz jakoś tak gładko chodzi , a już myślałam , że to ja mam ręce z drewna. A tu taka miła niespodzianka.

Aniu niech ci długo i dobrze służy . 

Joanna

Ps. Więcej o tym jak wykonać STOPER znajdziecie tu.


wtorek, 16 czerwca 2015

STOPER


Witajcie !


Dziś pokażę moje najnowsze dziecię STOPER do drzwi . Może i sama nazwa nie brzmi romantycznie , ale sam gadget jest bardzo , bardzo przydatny, szczególnie teraz latem , gdy wietrzymy nasze domki na potęgę.


Jak wiadomo wszystkim, przy wietrzeniu domostw nie raz przeciąg wali drzwiami i huk w całym domu taki , że aż szyby zadrżą. Jest na to sposób . Trzeba zablokować niesforne drzwi np krzesłem , kapciem , czasem literaturą , też taki sposób widziałam.


Potrzeba matką wynalazków. Podczas moich zimowych podróży do krajów różnych , a szczególnie serwujących snow- turystykę  napatrzyłam się na różne gatunki stoperów do drzwi. Czasem byłam zaskoczona czego to ludzie nie wymyślą , ale jedno wiem na pewno , że jest to rzecz niebywale popularna i niezwykle potrzebna w każdym domu , szczególnie pośród alpejskich szczytów.


Czas by ta moda zagościła również w naszym kraju , choćby z powodu rześkich wiatrów z kierunku N oraz halnych z kierunku S. Tak więc zachęcam zaopatrzyć się w taki przydaś , gdziekolwiek w naszej pięknej Polsce mieszkacie i czy wasze schronienie to wielka willa z basenem , czy małe lokum na stryszku. Takie coś pasuje wszędzie , a jak upiększy waszą strefę wypoczynku ( bo przecież po to zamykamy się w naszych ukochanych gniazdkach ).


Cóż to takiego jest. Sześcian o wymiarach 20 x 20 cm. Uszyty z sześciu różnych tkanin bawełnianych metodą patchworkową. Można użyć fantazji kolorów , lub uszyć monokolor , po prostu taki jaki nam się podoba. Ja w moim projekcie postawiłam na beże , brązy , biel , a to dlatego że miałam misję do spełnienia.


W tym roku kończyłam okrągłe urodziny i na tą okazję dostałam bardzo wzruszający prezent od Maji 71 z bloga TYMCZASEM . Nie miałam jednak śmiałości wam go pokazać , choć wiem , że powinnam to zrobić. Po pierwsze chciałam się jej odwdzięczyć , a po drugie bardzo dawno temu Maja powierzyła mi swój haftowany monogram , bo jakoś nie miała do niego serca , a ja obiecałam coś z niego zrobić. I tak przepadł śliczny delikatny monogram w mojej pracowni. Przekładałam go wiele razy i myślałam gdzie go umieścić. Oczywiście mogłam uszyć zawieszkę , ale Maja ma ich już miliony , więc wciąż odkładałam tę sprawę na później. Aż wreszcie mnie oświeciło!!!
Uszyję dla Maji STOPER i to jeszcze teraz zaraz przed wakacjami i przed jej urodzinami , które przypadają w sierpniu , a na których jak zwykle nie będę , bo wakacje , wakacje , wakacje.


Tak więc miałam już trzy składowe tego projektu : pomysł , aplikację z literką J i wielkie chęci. Przyszedł czas na błyskawiczną realizację. Poszukałam odpowiednie materiały w kolorach pasujących do haftu i domku Maji. Każdy z innej parafii , ale każdy bawełniany. Wycięłam 6 kwadratów 20x20 cm , na jednym z nich umieściłam monogram metodą aplikacji.

Podpowiem jak ją naszyć perfekcyjnie , bo sama miałam z tym kiedyś kłopot , ale moja Kochana Grażynka , przed którą szycie nie ma tajemnic , podpowiedziała mi jaki łatwo się to robi i kłopot zniknął. Najpierw naszywamy aplikację 2 mm od brzegu zwykłym prostym ściegiem , a potem zmieniamy ustawienia maszyny na gęsty zygzak i naszywamy aplikację , a zwykły ścieg schowa się pod nim w niewidoczny sposób i gotowe.

Następnie zszywałam kwadraty by powstał sześcian. Zostawiłam jeden otwarty brzeg i rozprasowałam wewnętrzne ściegi. Brzeg otwarty potrzebny mi był by schować do środka wypełnienie. Umieściłam go u podstawy , by był niewidoczny w tym projekcie. A w środku znalazło się poliestrowe poduszkowe wypełnienie uszlachetnione suszonymi kwiatami lawendy oraz pokaźnych rozmiarów lnianym woreczkiem wypełnionym białymi małymi ogrodowymi kamykami. Po co taka kompozycja? STOPER musi być ciężki , by spełniał swoją rolę , musi być mięciutki , milutki i bardzo pachnący. Po prostu musi taki być , by sprawiał radość.
Trzeba poświęcić troszkę więcej czasu by to wszystko w środku dokładnie umieścić , by worek z kamykami był dokładnie otulony poliestrową chmurką , by kamyki nie były wyczuwalne i dobrze ułożone , by sześcian był stabilny. Na dno dla doskonałego wyważenia włożyłam jeszcze tekturkę z zaokrąglonymi brzegami i prostym niewidocznym  ręcznym ściegiem zszyłam ostatni brzeg.
Potem obfotografowałam mój projekcik , by wam go dziś pokazać.


A później odwiedziłam Maję i obdarowałam ją tym przydasiem . STOPER spodobał się nowej właścicielce , ale także wzbudził zainteresowanie jej kotki WENDELI. Tak teraz STOPER prezentuje się w nowym domu.

Pozdrawiam was i zachęcam do szycia . 

Joanna


czwartek, 13 listopada 2014

NAJWIĘKSZY TAMBOREK ? KTOŚ PRZYGARNIE ŚRODEK?


Witajcie!

Cóż to jest dziś u mnie. 
Sama nie wiem , kiedyś próbowałam swoich sił w takiej technice podobnej do patchworka . Wówczas powstała taka oto dekoracja.



Dziś chciałam ją przerobić na okrągłą podusię w sam raz na zbliżające się święta Bożego Narodzenia. Gwiazdka pięknie się komponuje na samym środku i po bokach materiał łączka bordo doskonale dopełnia całość. Wielkość tej dekoracji to ok 40 cm.



Pomyślałam jednak , że poduch mam już tyle , że mogłabym przyjmować dzieci przedszkolne na leżakowanie w wolnych chwilach.



Tak więc , jeśli ktoś ma ochotę przygarnąć gotowy już środek i zrobi coś z tego to zapraszam. Oczywiście kto pierwszy , ten lepszy. Czekam na wpis w komentarzach , a potem adres do wysyłki na mojej poczcie wp.



W tytule jest mowa o tamborku. To mój największy 38 cm tamborek. Którego oczywiście nie pozbędę się nigdy. Rzadko na nim coś robię , ale mam go w kolekcji. Pochodzi z tego samego źródła , co motowidło , które pokazałam w poprzednim poście. Tak więc to też antyk.
Zapraszam zatem, do zabawy , kto ma większy okrągły tamborek , niech do mnie pisze i go pokazuje , ciekawe do jakich rozmiarów dojdziemy....

Joanna


środa, 24 września 2014

PODUSZKA DLA JUSTINE


Witajcie!
Już trochę minął mi szał po mistrzostwach świata w piłkę siatkową i musiałam zająć się szyciem. Wszystko z powodu mojego serca. Byłoby na pewno złamane na jakiś czas , gdybym , tak jak obiecałam , oddała jedną z moich poduszek . Taki spontaniczny konkursik sobie wymysliłam , a nagrodą miała być jedna z moich poduch. Tak nie będzie. Z żadną nie mogę się rozstać. Co tu czynić?  Szyć oczywiście szyć nową dla Justine.



Tak też się stało. Najpierw pilnie prześledziłam bloga Justine , by zobaczyć , co lubi , co by jej się najbardziej podobało. Potem puściłam wodze fantazji.


Wymyśliłam taki oto wałeczek puszysty. Bardzo mięciutki i delikatny. Oczywiście wszystkie materiały to zbieranina. Wyszło trochę w stylu ozdób scrap i tak też miało być. Troszkę haftu XXX , anioł z monogramem. Wzór ponadczasowy . Gwiazdkę na nim znajdiecie i króliczka.



Szczyty wałka to dwa różne materiały z jednej kolekcji , kwiatuszkowy i szlaczkowy. Prosto z Włoch je przywiozłam i teraz w sam raz tu pasują. Do tego wstaweczka lniana z bawełnianą różaną wstążką,
a w środku wypełnienie z puszystego poliestru. Można śmiało prać w pralce.
Mam nadzieję , że spodoba się nowej właścicielce.

Miłego dnia i bez mrozów. Nigdy bym nie przypuszczała , że na termometrze zobaczę rano 0 stopni i to we wrześniu. Może czas już szykować sprzęt narciarski?

Joanna


wtorek, 16 września 2014

JESIENNE ODLOTY



Witajcie!

Powracam znów na blogowe przestrzenie. Jakoś tak powakacyjnie i w zamyśleniu , w momencie  wielkiego przemeblowania mego życia. Moja córka szykuje się do odlotu w wielki studencki świat. W dorosłe życie , bez opieki mamy i taty. Teraz będzie zdana na nowe doświadczenia , będzie odpowiedzialna za swoje życiowe decyzje. Zawsze jednak pozostanie moją małą córeczką . Będę ją wspierać jak tylko potrafię. Nie czuję jednak żalu , czy smutku , gorąco ją dopinguję , by spełniała swoje marzenia i plany. Nie czuję sundromu opuszczonego gniazda , tylko rzeczywistość wkoło mnie się zmienia. Mam w głowie tyle pomysłów i tyle projektów , że samotność mnie nie dopadnie , nie zdąży , nie dogoni mnie nigdy!


Wymyśliłam sobie już dawno , że kiedy moje dziecko opuści dom , to miło mu będzie , gdy dostanie ode mnie coś , co będzie jej przypominać o rodzinie , o tych wspólnych chwilach spędzanych razem. Wzięłam się zatem ostro do szycia , by powstał różany patchwork. Czasu jak zwykle nie miałam dużo , ale za to masę zgromadzonych szmat. Celowo piszę o ty w ten sposób , gdyż wiele osób , kiedy widzi co robię pewnie puka się w czoło. Szmaty kupuję z drugiej ręki. Tak lubię najbardziej. Wyszukuję stare poszewki i powłoczki we wzory , które wpadną mi w oko. Moja zasada to szukaj kolorowej , delikatnej łączki , a zrobisz z tego cudną rzecz.


Tak też było w tym przypadku. Wiem , że wiele osób nigdy , przenigdy , nie wchodzi do tych sklepów , nie wyobraża sobie ubrać coś po kimś i w dodatku nieznanym. Ja jednak postawiłam na ten rodzaj zakupów patchworkowych postawić , jak na czarnego konia. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Takich kolorów próżno ze świecą szukać. Można pokusić się o kupowanie tzw. tłustych ćwiartek bawełny jak to jest modne w blogowym świecie. Wówczas cena jest ogromna i bawełna sztywna. Kupując tak jak ja to robię , mam 1000% pewności , że mój patchwork będzie niepowtarzalny , jedyny taki na świecie , indywidualnie dopasowany do mojego gustu , a przede wszystkim mięciutki i delikatny jak nic innego. Bo przecież uprane materiały po 100 razy , jeśli nie stracą koloru , są idealne do tego typu kołedrek.


Za to zabawy z krojeniem jest więcej , trzeba czasem wybrać najwłaściwsze miejsca , nie wytarte , nie uszkodzone , nie poplamione. Trzeba sprawdzić dokładnie , czy materiał wytrzyma jeszcze drugie wcielenie , by się nie rwał jak papierowa serwetka. Reszta to super zabawa.

Na moją kołedrkę potrzebowałąm 6 różnych tkanin. Wycięłam z nich po 10 kwadratów o wymiarach 21 cm. Następnie zszywałam je razem układając identyczną formułę kolorystyczną , najpierw tworzyłam pasy po 6 kwadratów . Kolory tkanin zaznaczyłam numerami 1, 2 , 3... 6. 1 pasek to materiały od 1-6 , 2 pasek to materiały 2 , 3 , 4 , 5 , 6 , 1 , 3 pasek to materiały 3 , 4 , 5 , 6 , 1 , 2 , i tak dalej przez całe 10 pasów. Kiedy powatawał pierwszy pas nazwałam go literą A , 2-B , 3-C i tak do J. Kiedy pasy były już gotowe zszywałam je wzdłuż według liter , najpierw AiB , potem AB i C , ABC i D i tak dalej aż do końca.
Po co ta cała zabawa zapytacie. To dziwne , zawiłe zszywanie , pozwoliło uniknąć mi takiego układu tkanin , by się  nie stykały.



Kiedy miałam już pozszywane wszystkie części , przyszedł czas na mięciutką ocieplinę i warstwę spodnią ( w kolorze bieli oczywiście ). Napracowałam się , by wszystkie trzy warstwy przyfastrygować ręcznie , popularna nazw tej czynności to kanapkowanie. I ruszyłam do zszywania całości. Zaczęłam od skośnych środkowych ściegów i mozolnie szyłam  raz w lewą , a raz w prawą stronę zbliżając się sukcesywnie do brzegów kołderki. Tak udało mi się wszystko połączyć i odetchnąć.

Zawsze szyłam w kuchni , na stole. Rozstawiałam sobie wszystkie przybory i tkaniny i za każdym razem , gdy moja rodzina chciała jeść musiałam wszystko składać , co pochłaniało sporo czasu. Teraz w mojej pracowni mam wielki stary stół z graciarni i problem zniknął sam. Kiedy miałam czas szyłam sobie , wszystko miałam porozkładane i w każdej chwili mogłam przerwać , by dalej żyć w świecie codziennym , a nie patchworkowym. Zaoszczędziłam sporo czasu i jestem taka szczęśliwa , że mam niekolizyjne miejsce do szycia ( życia ).

Kiedy patchworkowa kołderka była pozszywana pozostało mi jedynie zająć się brzegami . Potrzebowałam 10 cm paska w kolorze różu o długości ok 7 m. Sporo tego wyszło , bo kołderka ma wymiary 200X120 cm. Wybrałam taki wymiar , bo super nadaje się zarówno do przykrycia podczas czytania księżki na fotelu , do krótkiego spania i do przykrycia łóżka , oraz dekoracji studenckiego mini pokoiku. Skończyłam przed czasem i odetchnęłam z ulgą. Zdążyłam ! Córce jeszcze nie pokazywałam i mam nadzieję , że nie zagląda regularnie na mojego bloga , bo to ma być niespodzianka. Tak więc nic jej nie mówcie !


To był powód mojej nieobecności w blogowym świecie. Winna jestem przecież rozwiązania spontanicznej zagadki . Pytałam w poprzednim poście ile uszytych przeze mnie poduszek pokazałam w Mglistym Śnie. No cóż muszę policzyć .....i minęło 1/2 h . Wyszło mi dokładnie 23 tak jak napisała

                                JUSTINE

I to ona otrzyma ode mnie śliczniusię podusię , a w zasadzie poszewkę , bo po co wysyłać puch w paczce. Zobaczę tylko w jakich wzorach może Justine gustować i coś wybiorę . GRATULACJE.
Jeśli strzelałaś , to masz w życiu farta dziewczyno , a jeśli policzyłaś na piechotę to wiem co to znaczy , bo sama właśnie to zrobiłam ufffff ! Czekam na maila z adresem od ciebie.


Całusy  Joanna


piątek, 18 października 2013

PATCHWORKOWO RÓŻOWO UPOMINKOWO



Witajcie!

Jesień za oknem już na dobre zbiera liście wiatrem i nocnymi przymrozkami , a ja przy ogniu , przy kominku , jak 100 lat temu szyję mój patchwork. To takie miłe chwile....

Kołderka uszyta została na zamówienie mojej córki. Wiadomo jak jest z młodzieżą , wszystko dzieje się na ostatnią chwilę i w wielkim pośpiechu. Zamówiona na 18 urodziny dla przyjaciółki dzień przed wkroczeniem w dorosły świat oficjalnie , bo przecież jeszcze nie mentalnie i odpowiedzialnie. Tak sądzę , bez urazy.


Właśnie z powodu zbyt małej ilości czasu posunęłam się do niedopuszczalnej w moim świecie lekkiej mistyfikacji , mam nadzieję , że udanej. Wyszło pięknie i obdarowana przyjaciółka może już w swym krótkim , lecz formalnie dorosłym życiu otulić się własnym ocieplaczem , czytając coś z chemii i biologii do matury. Zapewne , gdy przeprowadzi się do akademika wspomni swoją przyjaciółkę i jej matkę , która do nocy szyła tę kołderkę. To bardzo miła dziewczynka.


Jest jednak mała rysa na tym projekcie , kto buszuje w bławatnych sklepach doskonale rozpozna materiał z którego ona powstała. To bawełniana tkanina z nadrukowanym wzorem patchworkowych kwadratów 10 X 10 cm. Nie znalazłam innego sposobu , by tak szybko w jeden wieczór wyczarować patchwork , więc posłużyłam się tym materiałem. W rzeczywistości ominęłam pierwszy i drugi krok w tworzeniu patchworka , czyli nie wycinałam kwadratów i nie zszywałam ich . Od razu przystąpiłam do kanapkowania , pikowania . Następnie doszyłam wykończenie z białej bawełny i rano kołderka była gotowa.



Nie było to takie proste zadanie , gdyż wymiary były bardzo spore 200 x 150 cm , a kolorowe kwadraty wydrukowane były blisko siebie , tak więc po kanapkowaniu musiałam pikować trzy warstwy materiału aż 19 razy w poprzek materiału i 14 wzdłuż , łatwo policzyć ile metrów szwów zapakowałam w tę kołderkę 19 x 150 cm = 2850 cm i jeszcze 14 x 200 cm 2800 cm , razem 5650 cm , czyli prawie 6 metrów w całkowitym skupieniu. A wszystko w jeden wieczór , a jeszcze muszę doliczyć krojenie , spinanie szpilkami i zszywanie brzegów 2 x 7 m - 14 m , ufff z tego wynika , że prawie 20 m bieżących szwów mi wyszło , a i godzina zrobiła się całkiem nocna , a ja wciąż piszę o wieczorze.

To był mój pierwszy i ostatni taki maraton , nigdy więcej nie dam się tak załatwić ha ha ha !


Cieszę się , że rano na szybko udało mi się jeszcze zrobić kilka fotek , by móc wam pokazać mój drugi patchwork , no może to za duże słowo , ale się udało. Córka zadowolona , przyjaciółka jeszcze bardziej więc i ja mam się z czego cieszyć , choć w wielkim pośpiechu.....

Joanna

wtorek, 3 września 2013

POŚCIELOWO BIAŁO GRANATOWO


Witajcie!

Na początek wielkie dzięki za tyle komentarzy , pod tak prostą robótką , jaką były monogramy. Nie zawsze mamy przecież czas pokazywać coś bardzo pracochłonnego , bo dni w sieci lecą tak szybko. Staram się za każdym razem pokazać coś ślicznego i prostego , by zainspirować was do działania , ale dziś mi to nie przejdzie. Pokazać jednak muszę moją nową pościel.




Uszyłam ją z wielkim namaszczeniem i chciałam by była dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Naszukałam się przeszło rok pasującego materiału i znalazłam go jak zwykle w sklepie z używanymi ciuchami i tak się ucieszyłam , że los mi sprzyja.


Najpierw uprałam materię , by pozbyć się dość nieprzyjemnego zapachu i ewentualnych zabrudzeń , a potem w ruch poszły nożyczki i miara. Wszystko udało mi się odpowiednio poprzycinać i pozszywać , a nawet zaoszczędziłam część tkaniny na inne projekty i oczywiście na figlarne troczki.



Moja pracownia w niebieskościach i błękitach już prawie gotowa , choć stale coś poprawiam i zmieniam. I to mnie bawi najbardziej. Nie wiem tylko co zrobić z meblami , bo są podzielone na dwa kolory . Komody są miętowe , a inne rzeczy pobielone. Tylko w głębi pomieszczenia mogę zaszaleć z kolorami. Może przemaluję je w jakiś inny deseń? Choć z drugiej strony mięta idealnie pasuje do różu , który teraz kompletuję . No i masz babo placek.


Na drugim planie pojawiają się maleńkie samplery , które jeszcze pokażę w odpowiedniej odsłonie , na razie leżą sobie na poduszkach luzem i tak pasują do wnętrza.


Patchworkowa kołderka też ma swoje miejsce na oparciu łóżka , czeka na chłodniejsze dni. Prawda jest taka , że jeszcze nigdy nie spałam w pracowni , ale przygotowana na to jestem , tak dla pewności przy jakimś wielkim projekcie.


Poduszki w poprzeczne granatowe paseczki kupiłam wiosną w JUSK'u i nie przypuszczałam , że tak się przydadzą pod moje hafciki , ponaszywam je , postanowione , bo takie podobają mi się najbardziej.


Udało mi się , wreszcie nadganiam zaległe prace. Czasem mam tak , że kupię coś z myślą o danym projekcie , a potem nie mam czasu na jego realizację , ale teraz postanowiłam trochę się odkopać na powierzchnię , jak krecik. Dziękuję , że oglądacie moje zmagania i piszecie do mnie. Ślę do was uśmiechy , tym milsze , że od rana świeci słońce i jest tak radośnie pod chmurami.

Joanna