Translate

czwartek, 7 stycznia 2016

DRUGI ETAP SAMPLERA


Witajcie w Nowym Roku 2016.
Wszystkiego najlepszego , najpiękniejszego , najszczęśliwszego i samego zdrówka.


Dziś pragnę się podzielić z wami i hucznie świętować zakończenie drugiego etapu mojej pracy nad Samplerem DMC BK 723. Za mną już UROCZY ŚRODEK i alfabet utworzony z liter 2x2 XXX.
 

Poszło mi zaskakująco szybko , może w terminach tego nie widać , ale miałam dłuższą przerwę z powodu przygotowań do Świąt i mojego wyjazdu , przyplątało też się przeziębienie , ale udało mi się jeszcze przed zakończeniem roku dobić do brzegu z postanowieniem , aby ukończyć drugi etap haftu jeszcze w starym roku.
 

Przedstawiam wam go zatem wraz ze słodkimi przyjaciółmi liskiem i reniem. Tak bardzo spodobały mi się te dwa zwierzaki , że nie mogłam wam ich nie pokazać. W sam raz pasują do zimowej aury za oknem , bo my już na PN kraju mamy śnieg i to całkiem sporo , a jeszcze dopada mam nadzieję i będę bardzo , bardzo szczęśliwa. Uwielbiam śnieżne zimy , pomimo braku garażu , co skutkuje codziennym odkopywaniem auta. Bawi mnie to tak samo jak odśnieżanie chodników. Jestem zwariowana ! Świadoma swojego wariactwa!
 

Zwariowałam nie tylko na punkcie śniegu , ale także Samplerów na linie. Mam jeszcze ze dwadzieścia na tapecie do wyszycia i jeszcze chcę ukończyć wreszcie moją GAIL.
 

O chuście napiszę oczywiście jak będzie skończona , ale jakoś pechowo mi z nią idzie, a dlaczego. Głupia Ja! Kiedy już drugi etap Samplera był gotowy postanowiłam odpocząć od haftu XXX i wyjęłam z szafy zaczętą GAIL. Ile jej było , no cóż tyle ile teraz jest czyli 5,5 liścia na długość i choć całe Święta i po nich , a także Nowy Rok i po nim dziergałam z zapałem , to zapomniałam , że parzyste rzędy przerabia się zawsze na lewo , a ja robiłam prawe oczka. Wyszło tak , że opamiętałam się dopiero po 7 listku i musiałam wszystko spruć . Och całe szczęście , że udało mi się to bez zbędnych kłopotów uczynić , bo inaczej to chyba rzuciłabym tą GAIL z Kasprowego w przepaść.
 

Teraz mam rozterkę czy zaczynać 3 bardzo trudny etap Sampler , czy kończyć Gail. Sama nie wiem jak to wyjdzie , czas pokaże. Dlaczego napisałam trudny , może nawet najtrudniejszy , trudniejszy od uroczego środka? A to dlatego , że znów zaczynam krzyżyki 1x1 . Światło dzienne marne , pod lampą też słabo się wyszywa taką drobnicę , a jest jej chyba jeszcze więcej niż było przy sercu. Może jednak się mylę  , ale na cuda nie liczę . Jak serce wyszywałam 2 miesiące to jak nic do lata minie , gdy ukończę trzeci etap. Jak dam radę.
 

My z Elą nie wyszywamy na wyścigi , byle do celu dotrzeć . Wspieramy się merytorycznie i duchowo w naszej mozolnej pracy nad tym cudem.  Poza tym każda jest na innym etapie życiowym i ma swoje obowiązki. Teraz jednak myślę , że Ela mnie wyprzedzi , a ja utknę w dolinie maleńkich krzyżyczków do pierwszych upałów. Och tak marzy mi się już lato , choć kocham zimę , tym bardziej to odczuwam , gdy dzień dobiera minut z nocy... a to się już dzieje.


Tak oto moje poczynania pokrótce wyglądają , kiedy cisza w Mglistym Śnie.

Joanna 


czwartek, 17 grudnia 2015

GODNE PINTERESTA


Witajcie!

Do Świąt pozostało już niewiele czasu. Prace wstępne już u mnie na  ukończeniu. Jakoś udało mi się prawie wszystko już ogarnąć w tych ostatnich dniach Starego Roku. Czas by odświeżyć również bloga. 


Dziś moja kultowa w tym roku dekoracja świąteczna , czyli bezigłowa , czyściuteńka  choineczka alternatywna dla tradycyjnego żywego drzewka. Co nie oznacza , że takowej u mnie w domu nie będzie. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić świąt Bożego Narodzenia bez żywego świerku , udekorowanego tradycyjnymi ozdobami jeszcze z czasów naszego dzieciństwa. Już od lat nie kupuję nowych , kuszących ozdóbek , które spoglądają na mnie z każdego marketu , zachwycając wzorem , kolorem i blaskiem. W naszym domu kolekcjonujemy stare ozdoby . Zaczęło się od buszowania w pawlaczach naszych mam , cioć , babć i trwa to nadal. Takie dekoracje cieszą nas najbardziej. A nowe pokolenie , które dorasta , nie może obyć się bez swoich starych bombek z Kubusiem Puchatkiem oraz tych z księżniczkami. Nie przeszkadza im nawet to że sesja za pasem. Tak to już jest z tą młodzieżą. Nic w tym domu nie można przeforsować , tradycja to tradycja.


Ciekawe co by było , gdyby nagle mi odbiło i zapragnęłabym dekoracji choinkowych tak teraz modnych monokolorystycznych  na przykład w szarościach i srebrach. Koniec by był świata. Na szczęście nie mam takich marzeń.


Zapragnęłam jednak coś zmienić w mojej pracowni i powstała taka oto alternatywna choineczka. Godna Pinteresta , jak zaopiniowali życzliwi. To oni mnie namówili by ją obfocić i pokazać szerszej publice.


Sam pomysł zrodził się podczas dekorowania mojego zacisza twórczego. Od dawna mam moje wymarzone stareńkie drewniane narty , które zapewne pamiętają Zakopane , gdy jeszcze nie używano ratraków na stokach. Po raz pierwszy posłużyły mi do choinkowego szaleństwa.


Do tego długi sznur chińskiej produkcji lampek w miłym kolorze ciepłego światła , nie jakichś ostrych ledów. Co jeszcze ... aha ... Zamiast gwiazdy na czubku występuje plecione serce. 
 

Są jeszcze szydełkowe płatki śniegu od Maji 71 z bloga Tymczasem. Przepiękne jak zawsze i takie misterne. Dlaczego jeszcze nie znalazłam czasu by sobie kilka dodatkowych udziergać , nie wiem , może w styczniu to zrobię z myślą o zimie.
 

Dekorację uzupełniłam porcelanowym ptaszkiem i kilkoma błyszczącymi bombkami. Nie chciałam by tych dekoracji było zbyt dużo , miało być przejrzyście i ascetycznie i tak jest.
 

Na koniec wplotłam jeszcze pomiędzy stare skórzane wiązania  mój tamborek z szydełkowym łapaczem snów , by był akcent twórczy i gotowe. A .... jeszcze na podłodze pozostał jeden kijek narciarski z trzciny jak przystało na owe czasy , więc wkomponowałam go na samym środku.


Miałam spory kłopot jak wam pokazać tą dekorację , przy pełnym świetle czy z wieczora. Postanowiłam jednak by cały pomysł mógł być pokazany z dokładnością , więc światło było niezbędne , ale możecie uwierzyć mi na słowo najlepszy efekt jest wieczorową porą , co widać na ostatnim zdjęciu.

Dziękuję za wasze odwiedziny i komentarze. Zachęcam do zrobienia własnej dekoracji w tym stylu .

Joanna



niedziela, 6 grudnia 2015

STOPER ŚWIĄTECZNY


Witajcie!

Dziś inauguracja postów o tematyce Bożonarodzeniowej . Udało mi się znów coś obfocić , zanim opuściło moją pracownię. Mało się w niej dzieje ostatnimi czasy , a wszystko za sprawą Samplera , który w wolnej chwili się robi i oczywiście przygotowań nie tylko do świąt. Z końcem roku trzeba pozamykać wszystkie ważne sprawy i z wolną głową wejść w Nowy 2016 Rok. Tak też czynię i dlatego jestem bardzo zagoniona. Dam radę , dam radę , plącze mi się codziennie po głowie od rana do wieczora , a zadań na liście nie ubywa , zauważam nawet tendencję wzrostową. Kto też tak ma ręka w górę.


Tak to w życiu bywa , że obiecałam stoper mojej sweterkowej modelce , która czasem prezentuje moje drutowe poczynania. Przyszedł czas na rewanż , czasu było mało , a odwiedziny z drugiego końca Polski bardzo miłe i bardzo niespodziewane. Tym mniej czasu pozostało , gdyż jeszcze wypadły mi całe dwa dni w Krakowie i jak to w życiu bywa , gdy tylko powróciłam z Miasta Królów Polskich , pomimo zmęczenia i późnej pory zasiadłam do maszyny . Jak z dotknięciem czarodziejskiej różdżki wyczarowałam ten STOPER. Jak to teraz się szybko napisało , ale w rzeczywistości trochę było to dłużej. Ha ha ha , wiadomo!


Wiecie co najpierw zrobiłam , otworzyłam bloga by sprawdzić jak to uszyć od początku , by dużo nie myśleć , nie kombinować , tylko by było bez komplikacji. Ania przesłała mi fotkę swojego nowego salonu po remoncie i udało mi się dopasować kolory materiałów do jej szarości. Dobrze , że chomikuję różne bawełniane materiały , bo inaczej  bym piszczała. Jak bardzo się cieszę , że udało mi się zmieścić w czasie i już kolejnego dnia STOPER znalazł się w rękach nowej właścicielki. Dałam radę i jestem z siebie dumna. Muszę przyznać , że coraz szybciej idzie mi to szycie maszynowe. Może pomogło serwisowanie maszyny , teraz jakoś tak gładko chodzi , a już myślałam , że to ja mam ręce z drewna. A tu taka miła niespodzianka.

Aniu niech ci długo i dobrze służy . 

Joanna

Ps. Więcej o tym jak wykonać STOPER znajdziecie tu.


wtorek, 17 listopada 2015

UROCZY ŚRODEK


Witajcie!
Sampler się dzieje. To nasz wspólny sal . Wyszywamy go razem z Elą z bloga Made by Ela . Nie jest super łatwo. Choć na początku nie widziałam tych trudności. Praca jednak postępuje do przodu.


Przez dwa miesiące czyli cały wrzesień i październik zajęło mi wyszycie samego środeczka tego Samplera. Oczywiście muszę się zaraz wam tym pochwalić . A co taka jestem.


Sampler wyszywam na materiale BELFAST 32 ct , po raz pierwszy na tak luźnym lnie. Trudno mi się z tym pogodzić. Niestety nie miałam innego wyboru , gdyż w tym samplerze jest kilka trudnych elementów z którymi przyszło mi się zmierzyć.


Po pierwsze to kilkanaście elementów krzyżykami jeden na jeden. Oznacza to , że wyszywam krateczka w krateczkę. I tak teraz wygląda to prześliczne serce , na fotce u góry , krzyżyki co nitkę i obwódka co dwie nitki. Prawda , że jest znaczna różnica. To właśnie zdecydowało o wyborze Belfastu 32 ct do tego Samplera. 


Na początku robiłam podchody do mojego ukochanego polskiego lnu z Kamiennej Góry , ale poległam na gęstości splotu. Choć nawet wypatrzyłabym oczy robiąc te najmniejsze krzyżyki , chyba 10 razy dłużej , to w żaden sposób nie mogłam dopasować tak maleńkich koralików , nawet osławione TAHO 11 okazały się zbyt ordynarne. 


Tak więc pozostałam namówiona przez Elę do Belfastu i tak pozostało. Mogę jeszcze ponarzekać. Popatrzcie nawet najciemniejszy z dwóch Belfastów nie jest tak piękny kolorystycznie jak len w moich poprzednich Samplerach. Len z Kamiennej Góry , który kupuję w firmie BIOTEXTIL ma piękny , naturalny , głęboki kolor , czego nie mogę powiedzieć o Zweigarcie. Nie wiem na czym to polega , ale kolor troszkę zbyt mało uwydatnia biel muliny DMC.


Nie wiem jak to się dzieje , ale biel moja , a biel Eli to dwa różne światy. Choć wyszywamy obydwie białą muliną DMC , to widząc na żywo Sampler Eli miałam wrażenie , że jej nitka jest bielsza od mojej. Nie jest to spowodowane czystością pracy , gdyż zawsze o ten aspekt bardzo dbam. Myślę , że zależy to od napięcia nici. Może po skończeniu Samplera , po wypraniu i wyprasowaniu , ten efekt zniknie.


To tyle minusów , teraz plusy. Po pokonaniu środkowego motywu serca , które ma rozmiar 120 na 110 drobniutkich krzyżyczków , zaczęłam wreszcie zapełniać tło innymi motywami. Na razie jeszcze tego nie pokażę , niech to będzie taka moja niespodzianka dla was na przyszłość. Przyjęłam sobie pewien plan pokazywania kolejnych etapów , abyście widzieli jak fajnie ta praca narasta.


Pierwsze środkowe serce , potem kolejne litery co dwie nitki , następnie motywy znów nitka po nitce , które uzupełnią całe pole haftu , a na koniec wisienki na torcie czyli koraliki . Haft sprawia mi tyle radości , tyle jest w nim niespodzianek , półkrzyżyków , pikotek , backstitch'ów , pojedynczych oczek przytrzymywanych ( zwanych pojedynczym łańcuszkiem ) a na koniec koraliki i jeszcze dwa rodzaje krzyżyków. Ufff , trzeba się napocić , ale co tam , liczy się wspólny Sal z Elą i cała frajda ze wspólnego haftowania , oraz efekt końcowy , ale do tego jeszcze długa droga. 

Kibicujcie nam , tu nie będzie przegranych , same tylko zwycięstwa. 

Joanna




środa, 4 listopada 2015

SZYDEŁKOWE LAMPIONY



Witajcie!

Gdy za oknem szybciej robi się ciemno podświadomie dążymy do jasności , choćby tej od zwykłej świecy. Tak jesteśmy zaprogramowani przez naturę . W naszych genach od początku człowieczeństwa zbieramy informacje nie tylko jak ma wyglądać nasz organizm , jak funkcjonować , ale także jak sobie radzić w różnych podstawowych życiowych sytuacjach. Są to ,, pierwotne instynkty ". Zastanawiałam się kiedyś jak to jest , że brak słonecznego światła i związany z tym dyskomfort zniknął , gdy przeprowadziłam się z bloku do domku. Dlaczego , kiedy jestem na nartach nie trapi mnie przygnębienie , rozkojarzenie i ciągła chęć zapadnięcia w zimowy sen. Odpowiedź napatoczyła się sama i to całkiem niedawno.


Wszystko przez nasze ludzkie geny. Przeczytałam , że brak słonecznego światła , tak doskwierający mi zimą , zastąpiłam ogniem z kominka . Nigdy o tym tak nie myślałam. Wystarczy otoczyć się migającym , kojącym naturalnym światłem , by zniknął problem jesienno-zimowej chandry. Tak więc działam jak moi pra przodkowie. Gdy za oknem ciemno i zimno , siadam w mojej jaskini przy ognisku i patrząc w ogień napawam się jego blaskiem i ciepłem , jak letnim słońcem. To na prawdę działa.


Koniecznie musicie to wypróbować i mi napisać , czy też tak czujecie. Dla wszystkich tych , którzy nie mają takiej możliwości namiastka ognia w czterech ścianach. Lampiony. One też pomagają. Starają się jak mogą by było miło i pięknie.


Już kiedyś pokazywałam wam jak zrobić łatwo i tanio takie świecące cuda. Dziś kolejny sposób na ich upiększenie. Do dekoracji lampionów użyłam papierowych serwetek , tak było , a dziś nowa odsłona. Lampiony z szydełkowymi ubrankami. Prezentują się prześlicznie , a na ścianach malują najbardziej wymyślne , mrugające cienie.


Co jest potrzebne by taki lampion wykonać samodzielnie ? Pierwsza rzecz to duży słój. Im ładniejszy tym lepiej , ja jednak pokazuję wam , że nawet zwykły Twist po ogórkach też się nadaje. Druga podstawowa rzecz to szydełkowa serwetka. Dla kogoś kto potrafi sobie takową wykonać w dwa wieczory , to sprawa prosta. Jeśli jednak do szydełka wam daleko , to warto rozejrzeć się w sklepach z używaną odzieżą w kąciku z bielizną . Tam na pewno znajdziecie coś co spełni wasze oczekiwania. Potrzebna jeszcze będzie  bawełniana  nić , lub sznurek  , cukier puder  , giętki drucik oraz świeczka lub tealight. Fotka dolna doskonale obrazuje jak mało potrzeba by być szczęśliwym w jesienno - zimowy wieczór.


Zastanawia was pewnie po co nam cukier puder. Moja babcia tak robiła i ja tak zrobiłam teraz , a efekt jest zaskakująco dobry. Z cukru pudru i wrzątku zrobiłam lukier. Zanurzyłam w nim serwetkę i delikatnie ułożyłam ją na słoiku. Pozostawiłam do wyschnięcia. Następnie zdjęłam serwetkę , która nabrała półokrągłego kształtu , słoik umyłam , by się nie kleił a następnie udekorowałam słój za pomocą szydełkowej serwetki i bawełnianej nici . Wyszło pięknie. Z przodu serwetka z tyły plecionka jak w damskim gorsecie. Do tego na szyjce słoja umieściłam drucik na skandynawski sposób , by powstał pałączek potrzebny do przenoszenia lampionu.


Tak oto powstały moje lampiony na ten rok. Tak bardzo lubię się nimi otaczać , wciąż zmieniam dekoracje , poszukuję nowych pomysłów , w zależności , gdzie jestem. Kocham to migoczące światełko w moim otoczeniu.


Moje pomysły zawsze są bardzo proste , łatwo je zrobić we własnym domu , bez zbędnych wydatków. Tak lubię najbardziej. Czasem jednak tak się nie da , ale zawsze warto spróbować. Poza tym fajnie jest mieć coś wyjątkowego , zrobionego własnoręcznie , coś czego w sklepie nie można kupić , co nie jest popularnie mówiąc oklepane.

Życzę miłych wieczorów 
Joanna


czwartek, 22 października 2015

OŚMIORNICA CZYLI KOŁOWIEC SKOŃCZONY


Witajcie!

Choć za oknami jesień w pełni to u mnie totalne lato , a to za sprawą kołowca - ośmiornicy , który latem ukończyłam. Tak tak wiem miałam go już dawno pokazać , ale czas mi tak jakoś szybko leci , że dopiero teraz znalazłam czas by wam coś o tym projekcie opowiedzieć.


Co było na początku robótki zobaczycie 


A teraz czas na opowieść jak było dalej , gdy otwory na rękawy były już zrobione. No cóż troszkę upłynęło wody w Wiśle nim rozmiar kołowca był idealny. Co mnie powstrzymało? Oczywiście prozaiczna sprawa - wełna . Przyznam się , że musiałam jej dokupić dwa razy. Więc cała ośmiornica pochłonęła 7 motków przepięknej Malabrigo Rios kolor indiecita . Co jeszcze stanęło na przeszkodzie by szybciej zrobić ten projekt , oczywiście rękawy. 


Bardzo długo mi z nimi zeszło prób i czasu. Najpierw nie miałam odpowiednich drutów i męczyłam się z tymi malutkimi okrążeniami wyciągając co rusz żyłkę. Było pracochłonnie. Potem wreszcie trafiłam w na idealne druty 20cm z żyłką do robienia skarpet i to był strzał w dziesiątkę. Przerabiałam małe okręgi zbierając po dwa oczka przed i za zaznaczonym początkiem okręgu rękawa co dziesięć rzędów , aż byłam zadowolona z szerokości rękawa.
 Kłopotu trochę było z nabraniem oczek początkowych na druty , ale cierpliwie i metodą prób i błędów wreszcie mi się udało perfekcyjnie to zrobić , choć nie mogę w żaden sposób tego wam opisać. Trzeba samemu wypróbować. Robiłam tak , że każdy z dwóch rękawów zaczynałam nowym motkiem i dopiero jak były gotowe to resztę wełny zużyłam na dalsze okręgi ośmiornicy. W ten sposób nie zmarnowałam włóczki.
Na koniec rękawy wykończyłam falbanką na szydełku , tak jak sobie zaplanowałam. Byłam na prawdę z siebie dumna w tym momencie. Nie wiedziałam ile jeszcze przede mną pracy na okręgu.


Bym mogła jakoś przeżyć emocjonalnie coraz większe okręgi postanowiłam nie mierzyć ile przybywa centymetrów swetra , tylko ile nici ubywa z kłębka . To dobry pomysł , gdyż patrząc na okrąg efekty były marne , natomiast z kłębka co rusz robiła się mała kuleczka i to mnie cieszyło. Tak dotrwałam z tą robótką do momentu , kiedy rozmiar koła był tak duży , że z łatwością mogłam omotać się nim podwójnie na przedzie. I o to mi chodziło. Nie chciałam by moja ośmiornica wyglądała , jak po młodszej siostrze. Wówczas uznałam , że nadszedł czas rozwiązania dla ośmiornicy. Wykombinowałam sobie , że ostatnie okrążenie zrobię na dwa razy większych drutach niż robiłam całość , a to dlatego bym mogła wykończyć szydełkiem i by powstały te fantastyczne fale. Nie chciałam by sweter był na największym okręgu ściągnięty.
Zakończyłam tak jak przy rękawach falbanką na szydełku. 
Wyszło pięknie . 
Nie mogło być już lepiej. 
Tak sądzę.
To moja największa drutowa praca.
W razie pytań służę pomocą. 
Więcej o tym sweterku znajdziecie na blogu SWETRY DOROTY

Dziękuję za odwiedziny.

Joanna

Wielkie podziękowania dla mojej nieocenionej modelki ANI , która zawsze pięknie pozuje w moich skromnych rękodziełach.
Podziękowania dla sklepu magic loop za to że jest i sprzedaje tak fantastyczne wełenki.



czwartek, 1 października 2015

ZAPROSZENIE - INSPIRUJEMY KOLOREM 2015


Witajcie!

Lepiej późno niż wcale.  Dziś rano nadeszło jeszcze cieplutkie . Zaproszenie na 

VI Uroczystą Galę Konkursu Inspirujemy Kolorem 2015 .

Zaproszenie jest dla dwóch osób i trzeba je potwierdzić do 05.10.15 , co za wymagania o tak późnej porze. Zaraz zatem dzwonię , że przybędę . A wy piszcie kto się tam wybiera. 
Do zobaczenia.

Joanna