Translate
piątek, 21 czerwca 2013
PIERWSZY ASTRONOMICZNY DZIEŃ LATA
Witajcie w pierwszy dzień lata. Tak to już się zdarzyło o 7 rano. Trąbią o tym we wszystkich mediach i ja dołączam się do tego chórku. Odcięta od kompa , wpadłam tylko na chwilkę dzięki uprzejmości pewnej osoby , by pokazać wam , jak piękne są zachody słońca nad Bałtykiem i pochwalić się moim koszyczkiem , który w nocy , w wielkim pośpiechu powstał.
Potrzebowałam , go jak roślina wody. Na początku przeszukałam cały internet , by zakupić koszyczek w stylu vintage do mojej damki. Niestety nic mi nie pasowało. A to nie taki kolor , nie taki rozmiar i kształt , cena odstraszała. Już całkiem zrezygnowana odpuściłam sobie to kupowanie na ostatnią chwilę i nagle zaświeciła się lampka w mojej głowie. Przecież mam pod umywalką w kuchni wiklinowy koszyk.
Poleciałam jak na skrzydłach do kuchni i oto znalazłam moje szczęście chwilowe. Koszyk był oczywiście doskonały , ale co ze środkiem. Przecież środek to najważniejszy element na moim jednośladzie. Nie zastanawiałam się ani chwili , zaraz wynalazłam starą zasłonę w kolorze ecru we wzór latte różyczek. Całe szczęście , że u dołu była już naszyta falbanka.
Rozprułam zatem stary zniszczony wkład koszykowy , który posłużył mi za modełko. Odrysowałam je na zasłonach , wycięłam i zszyłam , wszystko w wielkim pośpiechu i o dziwo pasuje idealnie. Miałam więcej szczęścia , niż rozumu , i spontan się opłacił.
Rano koszyk umieściłam na bagażniku mojego środka transportu i pojechałam na pierwszą letnią wycieczkę , która trwała , trwała , aż do zachodu słońca.
A zdjęcie u dołu dowodzi jak pięknie jest w naszym kraju. Z tego właśnie powodu nie ruszam się latem za granicę , nigdzie. Kocham tu gdzie jestem i nie wiem jak długo to potrwa. Mam nadzieję , że już na zawsze.
Joanna
czwartek, 13 czerwca 2013
ZAKWITŁA LAWENDA
Witajcie w tak piękny i słoneczny dzień.
Dla wszystkich tych , którzy kochają zapach lawendy uprzejmie donoszę , że u mnie w ogrodzie zakwitła pierwsza gałązka. Zajrzyjcie zatem do swoich sadzonek , może już nadszedł czas pięknych zapachów również w waszych ogrodach , na balkonach i parapetach.
Może to jakiś figiel florystyczny , bo jest tylko jedyny samotny kwiatek , a może to jeszcze zeszłoroczny pęd postanowił zakwitnąć. Taka jestem z tego powodu radosna. Przyznacie pewnie , że to bardzo , bardzo wcześnie. Przeważnie zbiory u mnie na PN zaczynają się w połowie lipca , a tu taka niespodzianka. Na razie nie obcinam kwiatuszka , niech sobie pachnie , ale zanim przekwitnie na pewno go pozyskam w drodze cięcia. Reszta z moich krzaczków doznała radykalnego wiosennego cięcia i pomimo pozostawienia przeze mnie tylko 5 cm pędów , będzie w tym roku prawdziwy lawendowy gaj.
Jakoś tak zła byłam w poprzednim sezonie , bo udało zebrać mi się mało kwiatów , jak na 29 krzaczków i postanowiłam zaryzykować ostre obcinanie , prawie do zera. Opłaciło się , a może to zasługa długiej , śnieżnej , ale w sumie lekkiej zimy. Sama nie wiem. Odmłodzenie pomogło. W przyszłym roku to sprawdzę. Na razie lawenda na tysiące pąkówek i już z niecierpliwością czekam na kwitnienie.
A pośród lawendy sesja mojego samplera na lnie , który rośnie po malutku. Wszystko za sprawą braku czasu. Jest tyle zajęć w moim domku i ogrodzie , że troszkę się nie ogarniam czasowo i wydolnościowo. Udało mi się wyhaftować kolejne litery . Mam już H , I , L , K , M, N , O , P , J , Q , V , U , R , W , X , Y , Z , S , T i kończę O. Tak więc krok po kroku zbliżam się do końca alfabetu , ale to jeszcze nie wszystko w temacie wyszywania. Co będzie na finiszu to moja niespodziana. Prześliczna i delikatna. Oczywiście jak skończę to zaraz się pochwalę całością.
Czy ja już do końca życia będę ślęczała nad lnianymi samplerami , chyba tak , bo jeszcze nie skończyłam tego , a już mam ucięty materiał na następny , który mam zamiar wyszyć na wakacjach.
Zasadnicze pytanie PO CO MI TO WSZYSTKO????? Może ktoś zna odpowiedź?
Joanna
piątek, 7 czerwca 2013
PATCHWORK RÓŻANY
Witajcie!
Znów u mnie będzie różowo i patchworkowo. Chcę tym postem zachęcić wszystkie osoby , które jeszcze się wahają , by podjęły próbę samodzielnego uszycia patchworku. Zasypałyście mnie mailami i komentarzami i w wielu wyczytałam , że wiele z was obawia się zrobić ten pierwszy krok w krainę patchworku , nie jest to taka trudna sztuka . Przecież nie trzeba zaraz szyć kołderki 2x2 m , można pokusić się o poduszeczkę. Wcale też nie trzeba mieć dużo różnych tkanin , wystarczą 3. Muszą oczywiście za sobą idealnie współgrać. Tak zrobiłam tym razem , by wszystkim pokazać jakie to łatwe. Jest tu oczywiście kilka udziwnień , ale i bez nich patchworkowa podusia wygląda ślicznie.
Zacznę zatem od końca , czyli od moich fanaberii , których nie trzeba stosować. Zrobiłam je tylko dla wprawy , bo za każdym razem warto nauczyć się czegoś innego , by posiąść ogrom wiedzy , nie tylko w szyciu , ale i w życiu. Jak widać na fotce , moja poduszka posiada prostą wypustkę po bokach , która została uszyta , by poszewka idealnie pasowała do poduszki i stanowiła formę niezmarszczonej falbanki , takie dekoracyjne wykończenie. Robi się je super prosto. Wystarczy maszynowo obdziergać prostym ściegiem gotową poszewkę , pamiętając jednak o tym żeby zamek od tylnej strony był odpowiednio wszyty ( znaczy z pasującym dystansem ). To cała filozofia falbany prostej.
Druga fanaberia to rogi. Oczywiście nie muszą być zaokrąglone , jeśli to dla was zbyt trudne , lub boicie się coś zepsuć , można oczywiście zrobić klasyczne kanciaste , to też nie zmienia dużo w końcowym efekcie , a będzie łatwiej.
Na koniec trzecia fanaberia. Miałam tylko dwa materiały ze starej dziecięcej poszewki , tj. większe różyczki z przodu i maleńkie tildowe z tyłu. Do tego podpasowałam biało różową krateczkę i na tym koniec. Tak więc z trzech materiałów z odzysku musiałam coś sklecić i by nie było jak ostatnio w kratkę zrobiłam tak : wycięłam duży romb z większymi różami , do tego 4 pasujące trójkąty kwadratowe z łączki różanej , obszyłam to pepitką , a że pozostało mi jeszcze trochę przodu poszewki to dodałam jeszcze ramkę . Tak powstał przedni wzór. Musicie się ze mną zgodzić , że niewiele było tych elementów , za to różne kształty. To była moja fanaberia trzecia. Można przecież wyciąć same kwadraty i też będzie pięknie. Całość wykończyłam cieniutkim paseczkiem pepitkowym , bo tylko na tyle wystarczyło mi tkaniny. Od spodu oczywiście biała bawełna , nic ciekawego , ale czysto i schludnie. Bawełna na spód pochodzi ze starych babcinych poszewek i mam zamiar zużyć cały zapas. Chcę by były przydatne w nowej formie.
Co jeszcze mam wam napisać o tym moim szyciu. No cóż sprawia mi ono wielką przyjemność i chyba o to chodzi. Poza tym wciąż się uczę. Uszyłam sobie ostatnio nawet firany na działeczkę i jestem coraz lepsza w posługiwaniu się igłą mechaniczną. Najważniejsza rzecz to spróbować , najlepiej od czegoś mniejszego , woreczka , poduszki , czy podkładki pod talerz , nie ma na co czekać i się modlić do zgromadzonych materiałów. Działamy , wszystkie działamy i chwalimy się na swoich blogach !!!! Zróbmy sobie patchworkowe królestwo ! Najmilszą ekologiczną rzecz dla ciepełka i lenistwa , czyli podusię!
Jak zwykle służę radą dla wszystkich .
Joanna
wtorek, 21 maja 2013
LAWENDOWE ESPRIT`Y
Witajcie!
Atmosfera troszkę się ochłodziła za oknem i zastanawiam się kiedy powróci gorące lato tej wiosny. Uwielbiam upały i wcale mi nie przeszkadzają , choć nie używam klimy , tylko staram się żyć z rytmem natury. Gdy gorąco na świecie , wstaję skoro świt , zrobię co do mnie należy , potem odpoczynek , jak w Hiszpanii , a wieczorem korzystam z pogody w 100 % do pierwszych deszczy i tak w kółko. Piję dużo wody z miodem , cukrem i solą. Może was to zaskoczyć , ale już poznałam zbawienny wpływ tej miksturki na upał i wcale nie przeszkadza mi to dziwaczne połączenie , które zapobiega odwodnieniu organizmu.
Szykuję się też w inny sposób na gorące dni. Właśnie dziś postanowiłam pokazać wam jak utrzymać świeżość i zadbać o buty latem. Pomysł ten zrodził się w mojej głowie już w zeszłym roku , gdy moja córka , która 5 razy w tygodniu trenuje na sali poprosiła mnie o poradę w kwestii obuwia sportowego.
Chciała pozbyć się wilgoci i drobnoustrojów w swoich sportowych butach i to zaraz po treningu. Pomyślałam i sporządziłam jej skarpetkę z supłem na końcu , a w niej wysuszone kwiaty lawendy. I o dziwo eksperyment zadziałał. Buty przez cały sezon były pachnące i świeże i nie miały tak przykrego zapachu szatni zbiorowej.
Teraz przyszedł czas na mnie , a to za sprawą zakupu nowych butów i to nie byle jakich , choć z bardzo wielkiej przeceny. Buty wykonane się w całości ze skóry i chciałabym by posłużyły mi na lata , bo są bardzo wygodne , a ja przywiązuję się do wygody. Postanowiłam wykorzystać pomysł z lawendą , a kiedy zobaczyłam w ogrodzie , że moje 28 krzaków tej prowansalskiej rośliny zawiązało już tysiące pączków , postanowiłam pozbyć się zeszłorocznych zapasów w ten oto sposób.
Wycięłam z kartki model wkładki buta i odrysowałam go na różowym materiale w kropeczki. Dokładnie sprawdziłam czy będą obie prawa i lewa wkładka. Następnie dodałam malutki hafcik na piętach , a co tam , w końcu uwielbiam takie akcenty i przeszyłam obie wkładki po lewej stronie , pozostawiając otwór na wywinięcie i na nasypanie lawendowego suszu.
Wkładki napełniłam lawendą , ale z umiarem , by się nie wybrzuszyły , by były płaskie i umieściłam je w butach. Próbowałam nawet wcisnąć tam stopę i nawet się udało , ale nie w tym rzecz. Przecież wkładki mają tam spoczywać , gdy buty też odpoczywają po spacerze w upalny dzień.
Podczas tej zabawy taki zapach roztaczał się po całym pomieszczeniu , że przewenytlowałam się do dna płuc i teraz jestem trochę odurzona. Nie przeszkadza mi to jednak , bo kocham ten zapach , a olejek lawendowy jest przecież antyseptyczny , więc inhalacja była przy tym cudowna.
Polecam wszystkim dbającym o buty , by zaopatrzyli się w takie wkładki. Nie widziałam , by można było je kupić , są ze srebrną nitką i innymi cudami , ale wiem dobrze , że coś co jest na pieprz suche wspaniale pochłania wilgoć. Kiedy pływamy w butach dosłownie , jest jeszcze jeden czarodziejski sposób na pozbycie się tego efektu , a mianowicie sól. Gruboziarnista sól wspaniale pochłania wilgoć , a w połączeniu z lawendą , nie pozostawi miejsca na kolonizowanie naszych butów przez mikro świat. Spróbujcie , bo warto!
Joanna
piątek, 17 maja 2013
SERCE UKRYTE W PATCHWORKU
Witajcie!
Moje serce było i jest ukryte w patchworku. Od dzisiaj na zawsze. Co ja do tej pory robiłam , że nie zabierałam się za tak fascynującą technikę ekologiczną. No cóż , bałam się tego projektu i zbierałam materiały. Wszystko okazało się jednak nie takie trudne , jak na początku zakładałam. Pomyślałam sobie , że wreszcie nadszedł czas , by uporządkować wszystkie moje szmatki , które kupowałam i zbierałam w różnych napotkanych pewexach. Muszę wam to napisać , koniecznie. Materiały pochodzą wyłącznie ze sklepów z drugiej ręki. Są to bawełniane poszewki , poduszki , inlety i inne obrusy , którym dałam drugie życie i to jakie!
Postanowiłam nie generować kosztów i nie kupować do mojej pierwszej takiej ogromniej pracy nowych tkanin na allegro i w innych miejscach , tylko uszyć z tego co mam w domu. To był najlepszy pomysł , a że uwielbiam biel , błękity i inne niebieskości , to powstał taki oto patchwork. Prawdziwy , szyty ręcznie , na maszynie oczywiście. Wymiary to : długość 206 cm i szerokość 126 cm.
Na początku przygotowałam sobie kwadraty o bokach 21 cm , a było ich 60 , po 6 z każdego materiału. Kroiłam dokładnie 2 h , a że materiały były różnej gramatury , szło mi czasem łatwiej , czasem trudniej. Koniec końców wszystkie i tak były podobne , więc nie miałam obaw i przystąpiłam do zszywania kawałków. Robiłam to według określonego schematu , by identyczne materiały nigdy się nie spotkały. Zszywałam zatem po 10 kwadratów w jeden 2 m pas , a potem w kolejnym rzędzie opuszczałam pierwsze dwa kolory , by dodać je na końcu. Taki schemat sobie wymyśliłam i udało się. Kiedy miałam już 6 długich pasów , to zabrałam się za rozprasowywanie szwów i zszycie wszystkiego razem. Zajęło mi to kolejne 3h.
Później umyłam dokładnie podłogę w mojej pracowni i na podłodze zkanapkowałam patchwork przy pomocy igły , nitki i ściegu o nazwie fastryga. Brzmi strasznie , ale to była super zabawa. Za spód posłużyła mi stara poszewka atłasowa ze wzorem konwalii.( poszewka jest cała w kolorze bieli z wrabianym wzorem bukiecików konwalii ). A po między prawą i lewą stroną kołderki ułożyłam ocieplinę o gramaturze 100. Tylko taką dostałam w moim bławatnym sklepie.
Szycie i kanapkowanie tak wielkiej płachty zajęło mi aż 2 h i zmęczyłam się ogromnie , ale jaki miałam przy tym ubaw , to tylko ja wiem. W mojej pracowni panował jednak nadal porządek , gdyż taka praca , jest bardzo czyściutka i nie wymaga wielu sprzętów. Troszkę nici , nożyczki i igła.
Kiedy już wszystko było przygotowane do szycia , obleciał mnie strach i wiele wątpliwości. Jak to wszystko zmieści się pod moją maszyną. Wiedziałam jedno , zaczynam pikowanie od środka , więc boki zwinęłam w rulony i przytrzymałam je opaskami do włosów moich córek , by się nie rozkręcały. Polak potrafi ! Spełniło to doskonale swoją rolę. Na początku miałam pomysł , by pikować według fantazyjnego wzoru , ale gdy wycięłam już szablon , to opamiętałam się w porę i nie narobiłam sobie niepotrzebnego prucia. Postanowiłam przeszywać wszystko w poprzek kwadratów i teraz wydaje mi się , że to był najlepszy mój ruch. Szycie zajęło mi kolejne 3 h. A tak cieszyłam się z efektu pracy , że zaraz rozłożyłam sobie kołderkę na moim bieluśkim łóżku i podziwiałam do wieczora , choć nie miała jeszcze wykończenia po bokach i ocieplina wystawała z każdej strony.
Myślę , że pikowanie kwadratów w poprzek idealnie pasuje jak na pierwszy raz i wyszło super , co możecie zobaczyć na fotce poniżej . Nie malowałam sobie kresek na materiale , szyłam na oko i o dziwo , wyszło równiuteńko. To zasługa dokładnego zszywania wszystkich kwadratów i oczywiście mojej wprawnej ręki. Jak pomyślę sobie , co było na początku mojego szycia , to myślę , że nie dałabym rady. Trzeba troszkę się wyrobić w tym temacie , by uszyć sobie coś takiego. Przynajmniej ja musiałam poćwiczyć na mniejszych rzeczach.
Kiedy patchwork dostał ode mnie brzegi , co trwało też ok 2 h , to mogłam już go obfotografować w pełnej gotowości. Wygląda przepięknie , i choć się troszkę chwalę , to pasuje i na biały wiklinowy fotel i na metalowe łóżko i na chłodne zimowe wieczory i na opalanie na trawie i wszystkim się w domu bardzo spodobał. Mężowi , gdy zniknęło kupa materiałów , córkom by powylegiwać się na nim i pod nim i mnie do mojej pracowni .
To nie ostatni patchwork , który wyszedł z pod mojej igły dzięki wskazówkom Renaty z bloga www.alizee-domalizee.blogspot.com , której serdecznie dziękuję za pomoc w realizacji tego projektu. Renato możesz być ze mnie dumna!
Jestem jeszcze początkującą patchworkerką , ale służę pomocą i radą w tym temacie.
Joanna
poniedziałek, 13 maja 2013
W GAŁĘZIACH KWITNĄCEJ CZEREŚNI
Witajcie!
To najpiękniejszy czas , gdy wszystko kwitnie i zieleni się młodymi kolorami. Dziś pokażę wam co kreatywnego działo się w moim domu , bo widzę , że post o tamborku nie cieszył się waszym uznaniem. Tak , tak rozumiem , wszyscy chcą zobaczyć coś nowego , robótkowego , a nie jakieś moje fotki. Proszę bardzo , do mojego SAMPLERA dołączyły nowe literki. J jak Joanna , jak Ja , mój inicjał.
Znów zaskoczenie , gdyż J jest całkiem inne niż M i S , które już pokazywałam. Popatrzcie dopiero na R kolejny mój inicjał , tym razem od pierwszej litery nazwiska. Już po woli odsłania się cały obraz tego haftu. Każda z liter nie dość , że jest diametralnie różna , to jeszcze ma swój własny rozmiar.
Len przepięknie pozował na tle błękitnego nieba i bieli kwitnącej czereśni w moim ogrodzie. Nie mogłam się powstrzymać , by nie pokazać wam mojego lnianego haftu w tej wiosennej odsłonie. Wreszcie jest pięknie i choć czasem przepaduje deszcz , to można wreszcie wyjść z fotkami na łono natury.
Nawet słonko podziwiało mój lniany sampler i wejrzało przez gałązki na chwilkę. Co powiedziało ? A no to , że chcąc coś dokończyć , nie można zajmować się w kółko siedzeniem w sieci , bo czas umyka między palcami , a palce chcą coś robić , działać , tworzyć , a nie wciąż stukać w klawisze.
Posłucham zatem i zaraz znikam do tamborka. Całe dzisiejsze przedpołudnie szyłam na maszynie i choć nie miałam niczego nowego zaczynać , to stało się i już.
Joanna
środa, 8 maja 2013
KULT TAMBORKA I KLAMERKI
Witajcie!
Dziś pokażę wam moje stylizacje na spotkanie hafciarsko - babskie. To tylko przykład , ale w czasie mojej foto weny powstało kilka fajnych fotek. Kwiaty niestety nietrwałe , ale do wieczora miałam na co popatrzeć. Porozkładałam się w mojej pracowni i podziwiałam , podziwiałam .....
W tych zdjęciach zawarte jest dużo z klimatów które uwielbiam. Len na którym praca wre , lecz jeszcze nic nie widać. Stworzony z myślą o takich osobach jak ja , lubiących przebywać i otaczać się wszystkim co natura nam dała.
Piękne surowe drewno klamerek , zwykłych spinaczy do bielizny , aż chciałoby się napisać , że tylko suszenia bawełnianej białej lub lnianej sukienki kołyszącej się na lekkim wietrze . Niestety czasy mamy takie jakie mamy i 100% lnu , czy bawełny to rzadkość , a i moda inna. Kto jednak się tym przejmuje. Mam całą szafę bawełnianych bluzeczek , które czekają na lato.
Wreszcie mały tamborek. Już troszkę zabejcowany powietrzem i mijającym czasem. Jego kolor różni się znacznie od surowości klamerek , spracowany trochę. To na nim najchętniej wyszywam. Jest malutki , ok 11 cm średnicy , ale nie zamienię go na nic większego. Cały sęk tkwi w jego niskiej wadze. Kiedyś używałam różnych rozmiarów , ale bolały mnie ręce od dźwigania " drewna " więc teraz wolę kilkanaście razy go przekładać i tak się nie męczyć , bo przecież len też swoją wagę ma. Częściej napinany materiał , też ma swoje zalety , haft się nie ściąga i po wypraniu równiutko układa się cała praca.
Polecam wam wszystkim wyszywającym taką zmianę , a na pewno odczujecie różnicę.
Joanna
Muszę jeszcze dodać na zakończenie , że na tym lnie wyszywam 2 nitkami muliny , pytała mnie o to pewna Ela , która zakupiła len i nie " widziała krzyżyków " , postanowiła jednak zacząć i wówczas odkryła , że nitki same tworzą odpowiednie dziurki i robótka zaczęła przynosić sukcesy. Tak to bywa z lnem , trzeba go troszkę poznać. Brawo Ela za odwagę.!
wtorek, 30 kwietnia 2013
ZADZIWIAJĄCO RÓŻNE STYLE
Witajcie!
Zaraz zacznie się szał WIELKIEJ MAJÓWKI i kto żyw ucieknie z miasta na łono natury , a kto mieszka na wsi spotka miejskich turystów i może nawiążą się nowe przyjaźnie . Ja też zmykam , gdzieś dalej i mam zamiar oderwać się nieco od rzeczywistości , ale zanim to zrobię , to pokażę jeszcze moje literki dwie.
Mogę się pochwalić? Pewnie , że to zrobię! Jak ślicznie na zdjęciach prezentuje się mój ulubiony kłębuszek białej muliny. Obecnie nie mam pojęcia , gdzie można takie cacko kupić. A tak mi żal , gdy z roku na rok i z miesiąca na miesiąc mój zapas się kurczy. Oczywiście mogę sobie zakupić białe pasemka , ale nie ma to jak kłębek. Jaka jest jego historia też do końca nie wiem , po prostu opanowała mnie amnezja nitkowa i nic nie pamiętam. Ani skąd , ani jak , ani nawet gdzie go znalazłam.
I już pojawia się pierwsza z liter , czyli M. M jak miłość , jak monogram i jak mglisty . Haft wykonuję na moim ukochanym polskim lnie , aby powstał cały wzór potrzebuję sporo tego materiału. Mam jednak zapas , więc działam w wolnych chwilach bardzo .... mozolnie.
Skoro M już gotowe , to musi koniecznie powstać S . S jak szczęście , jak słodycz , jak sen. Na razie tylko nić ułożyła się w tą fikuśną literkę , a to zapowiedź dalszego ciągu. W kilka chwil do delikatnego , roślinnego M dołączyło S , całkiem w innym stylu troszkę gotyckim i zupełnie niepasujące do M. M i S czyli Mglisty Sen. To czysty przypadek , że skurat te litery leżą blisko siebie.
Co z tego wyniknie i jak potoczą się losy kolejnych liter ? Mam nadzieję , że będzie to wielkie zaskoczenie dla miłośników SAMPLERÓW , szczególnie tych wyszywanych na lnie. Pochwalę się , że choć czasu mało , to kolejne literki powstają w żółwim tempie.
Haft zaczynam zawsze od środka , wyjątkiem był próbnik nici DMC , który pokazałam na mojej torbie. Wiem wówczas , że zawsze umieszczę go symetrycznie na materiale i nic mi nie zabraknie.
Lecę zatem pakować tobołki i w drogę. Mam zabrać haft ze sobą ? Czy wystarczy mi czasu na wyszywanie , pomimo wielu atrakcji? To się okaże!
Radości i przyjemności na WIELKIEJ POLSKIEJ MAJÓWCE 2013.
Tu widać dokładnie M glisty S en i jakoś nic do siebie nie pasuje , co będzie , co to będzie ?????
Joanna
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)